Festiwal Studencka Wiosna - Wiersze z Szuflady

Tytuł: Ufomasoneria | Autor: njnowak
Data publikacji: 29.08.2009, 09:32:36
Utwór był czytany: 138 razy

"Gdy myślą chcesz zwyciężyć świat,
a sercem wygrać bój z kamieniem,
wołasz do ludzi. I kiedy nikt nie słyszy,
co dzień wstajesz bledszy i bardziej jesteś niczym.
Bo tu polityka wysysa mózg!
Bo tutaj asa zabija król!"

CLOSTERKELLER, "W moim kraju"




Młodzieżowa Rada Miasta była szczytem marzeń wampirzawskich nastolatków, toteż każdy, kto do niej trafił, uchodził za szczęśliwca i wybrańca. Wiele osób wyobrażało sobie MRM jako drugą "grupę trzymającą władzę", wspierającą "dorosłą Radę" jak posłowie ministrów. Młodzi i dorośli mieszkańcy Wampirzaw myśleli, że głównym zajęciem radnych jest organizowanie koncertów, zapraszanie słynnych kabaretów, proponowanie projektów ustaw, prowadzenie pasjonujących kampanii politycznych. Żaden z obserwatorów nie mógł mieć jednak pojęcia, co naprawdę dzieje się w tej organizacji. A były to rzeczy inne od tych, które kojarzylibyśmy z klasą rządzącą...
Zacznijmy od tego, że opiekunką Młodzieżowej Rady Miasta była czterdziestotrzyletnia Elżbieta Zębina - wysoka, masywnie zbudowana nauczycielka o długich, ciężkich, czarnych włosach i równie ciemnych, wyrazistych oczach. Kobieta cieszyła się dużym uznaniem wampirzawian, chociaż słynęła z chłodu, stanowczości i niemałego despotyzmu. Jako germanistka, radziła sobie bardzo dobrze. Potrafiła przekazać swoją wiedzę nawet najbardziej opornym uczniom, ale łamała przy tym wiele twardych charakterów i wysokich samoocen. Całe miasto uważało, że ta utalentowana nauczycielka będzie najlepszą opiekunką młodych polityków. Nie było jednak nikogo, kto interesowałby się jej prawdziwą działalnością.
Jeśli Młodzieżowa Rada Miasta stanowiła "grupę trzymającą władzę", to tylko w teorii. Tak naprawdę, jedyną osobą, posiadającą prawo głosu, była Elżbieta Zębina - umysł, dusza i serce całego ugrupowania. Żadna decyzja Rady nie mogła zostać zrealizowana bez jej zgody. To Zębina orzekała, czy dana ustawa nadaje się do wprowadzenia w życie. Kiedy trzeba było zaprosić do Wampirzaw jakiegoś wokalistkę, Zębina wybierała jedną z gwiazd, zaproponowanych przez MRM. Elżbieta pozwalała się wypowiadać wszystkim członkom Młodzieżowej Rady Miasta, traktowała ich z należytą powagą oraz szacunkiem. Jednak w każdym jej czynie odbijało się to, czego tak bardzo nienawidzili Radni: nieograniczona władza osoby dorosłej nad ubezwłasnowolnionymi nieletnimi. Była królem królów, kontrolerem kontrolerów, sumieniem sumień i mózgiem mózgów. Nawet przewodniczący Rady, Łukasz Geront, nie miał na nią wpływu...
Zgodnie z biblijną tezą, według której królowanie polega na służbie, Zębina zmuszała MRM do niewolniczej pracy na rzecz Wampirzaw. Sprzątanie parku miejskiego, rozlepianie plakatów w miejscach publicznych, porządkowanie starych cmentarzy czy zamiatanie chodników było na porządku dziennym. Kiedy któryś z Radnych protestował przeciwko takiemu wyzyskowi, opiekunka krzyczała: "Władza to nie tylko przywileje, ale także obowiązki! Ruszać się, kochana młodzieży! Robicie to dla miasta, dla obywateli, dla Ojczyzny... Tylko nie rozmawiać, bo dzieci i ryby głosu nie mają!".
- Nie zamierzam tego dłużej znosić! - oświadczył pewnego dnia Andrzej Wietrzelski, kiedy młodzi politycy opuścili Urząd Miasta. - Dlaczego ta stara wiedźma mówi nam, co mamy robić?! Jesteśmy Młodzieżową Radą Miasta i powinniśmy mieć prawo do decydowania o własnym losie! Czy ona naprawdę nie może tego pojąć?!
- Rozumiem twoją frustrację, ale wątpię, czy przyniesie jakikolwiek skutek - odparła ponuro Atena Parthenos. - Jesteśmy niepełnoletni. Nie możemy nawet kupić sobie piwa, więc skąd pomysł, że moglibyśmy sprawować rzeczywistą władzę w tym mieście?!
- Parthenosowa, zamknij się! - wykrzyknęła z przyzwyczajenia Jola Bluszcz. - Nikt cię nie pytał o zdanie!
Atena Parthenos uśmiechnęła się perfidnie, ale w jej oczach zalśnił głęboki smutek. Dziewczyna nie wyglądała na zaskoczoną, jakby była przyzwyczajona do takich odzywek.
- To właśnie miałam na myśli - mruknęła z ironią. - "Ryby i dzieci głosu nie mają".
- Uważam, że powinniśmy wreszcie powiedzieć "Nie!". Takie stanowcze "Nie!", mające moc sprawczą! - oświadczył Tomasz Baraniec. - Dlaczego wszyscy ludzie, z wyjątkiem nas, młodych, mogą być wolni?! Gdybyśmy doprowadzili do wybuchu dziecięcej rewolucji, walczyłbym w pierwszym szeregu, i to do ostatniej kropli krwi! Mówię wam, nadszedł czas, żeby się zbuntować! To prawda, jesteśmy młodsi i mniej doświadczeni od dorosłych, ale to tylko kwestia czasu. Wbrew opinii wielu "starych", posiadamy własny rozum i wolną wolę. Żaden pełnoletni nie może nas ograniczać!
- Co to w ogóle za określenie: "pełnoletni"? - zapytała zadziornie Jola Bluszcz. - Ja mam pełne szesnaście lat, ale żaden "stary" nie traktuje mnie jak równą sobie. To skandal i obraza mojej godności osobistej!
Przez chwilę panowała absolutna cisza. Widać było, że członkowie Młodzieżowej Rady Miasta rozważają poszczególne wypowiedzi.
- Tak... Musimy obalić rządy dorosłych - powiedział dobitnie Łukasz Geront, spoglądając z powagą na pozostałych Radnych. - Ale sami nie zdołamy tego dokonać. Potrzebujemy jakiejś Wyższej Siły, dodatkowego wsparcia, które umożliwiłoby nam zrealizowanie celu.
- Człowieku, co ty bredzisz?! - wykrzyknęła Atena Parthenos. - Wierzysz, że na twoje skinienie anioły spadną z nieba? Życie to nie bajka, jeszcze się o tym przekonasz!
Jola Bluszcz wyglądała na zadowoloną z faktu, że ma okazję do ponownego zaatakowania Ateny.
- Uuuu, Atenka mówi o upadłych aniołach! - zawołała z teatralnym zdumieniem. - Może to jakaś lucyferianka?!
- Widać to po jej glanach, chociaż białych jak dupa trupa! - odparł złośliwie Tomasz Baraniec, po czym cała grupa wybuchła śmiechem. Młodzi ludzie zaczęli syczeć: "Ave satan!" i pokazywać sobie satanistyczne gesty. Jakaś dziewczyna zdjęła z szyi krzyżyk i zasłoniła się nim jak tarczą, uznając Parthenos za groźnego "demona".
- No proszę! - zachwyciła się sztucznie Atena. - Nie przypuszczałam, że wiecie aż tak wiele na temat satanizmu! Od razu widać, że interesujecie się tym tematem.
- PARTHENOSOWA, STUL PYSK! - ryknęła Jola. - Wszyscy mają dosyć twoich durnych tekstów i teorii! SHUT UP!
- Może wreszcie wrócimy do tematu?! - zapytał Paweł Kosmka, wyraźnie poirytowany całą sprzeczką. - Nie rozumiem, dlaczego zawsze musicie się kłócić. Łukasz ma rację, mówiąc, że potrzebujemy pomocy Kogoś Silniejszego. Wiecie, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Wiem, że to się może nie udać, ale nie traćmy nadziei. Nigdy nie wiadomo, która z pozornie nietrwałych kłód okaże się ostatnią deską ratunku.
Bożena Płaczkowska wywróciła ironicznie oczami.
- Paweł, dlaczego ty zawsze musisz mówić jak jakiś prorok? - zapytała, krzywiąc się niemiłosiernie. - Lepiej powiedz wprost, o co ci chodzi!
Kosmka uśmiechnął się tryumfalnie.
- Chodźcie, zaraz zrozumiecie.
Wypowiedziawszy te słowa, zaczął maszerować w stronę miejsca, nazywanego przez mieszkańców Wampirzaw "Przygodą". Był to duży, pusty obszar, odgrodzony od reszty świata drzewami i suchymi badylami. Młodzieżowa Rada Miasta posłusznie podążyła za Pawłem.
- No i dokąd nas prowadzisz? - chciała wiedzieć Atena, widocznie uprzedzona do "Przygody". - Jest listopad, gleba przypomina błoto, a ty nam każesz stąpać po tym mokrym paskudztwie!
Marta Kielczan wyglądała, jakby chciała przywołać ją do porządku, ale nie wypowiedziała ani jednego słowa. Wiedziała, że Parthenos posiada nieograniczony zasób ciętych ripost.
Paweł poprosił Radnych, żeby się zatrzymali, po czym wykonał kilka kroków do przodu. Uniósł ręce jak ksiądz podczas Przemienienia, zadarł głowę wysoko i spojrzał na niebo. Stał tak kilkanaście sekund, po czym zawołał donośnym głosem:
- Kimkolwiek jesteście i gdziekolwiek mieszkacie, pomóżcie swoim uciśnionym współbraciom! - Kosmka nie lubił apostrof, wolał od razu przechodzić do konkretów. - Pozwólcie nam obalić niesprawiedliwych, dorosłych władców i wprowadzić w Polsce pedokrację [rządy dzieci - przyp. narratora]! Niechaj młode pokolenie zapanuje w naszej Ojczyźnie, a potem również w innych zakątkach świata! Wykorzystajcie całą swoją nadprzyrodzoną moc, aby pomóc nam w walce o słuszną sprawę! Jeśli istniejecie, przybądźcie na Ziemię! Jeśli istniejecie, przybądźcie na Ziemię!
- Kosmka, jesteś głupi jak... - zaczął Wiktor Chlebowski, ale nie dokończył, bo oczom całej Rady ukazał się przedziwny widok. Ciemne, zachmurzone niebo przemierzał świetlisty pojazd w kształcie spodka. Niezidentyfikowany Obiekt Latający leciał z nieziemską szybkością, jakby przywołała go patetyczna mowa Pawła Kosmki. Młodzi politycy zbledli ze strachu.

Kilkanaście minut później doszło do podpisania paktu z przedstawicielami obcej cywilizacji. Kosmici zgodzili się pomóc wojującym pedokratom, ale zażądali tzw. drobnej zapłaty. MRM miała dostarczyć przybyszom "żywego materiału do badań", czyli osób, które zostaną poddane niebezpiecznym eksperymentom. Początkowo młodzi politycy nie chcieli się zgodzić na taki układ, później jednak stwierdzili, że każda rewolucja wymaga ofiar. Chociaż przyrzekli, że zapłacą "z małym opóźnieniem", planowali złamanie umowy. W MRM nie było bowiem nikogo, kto wydałby jakąkolwiek osobę w ręce zielonkawoszarych ufoludzi. Wkrótce wywoływacze UFO utworzyli tajne stowarzyszenie, które nazwali Ufomasonerią. Każdy, kto wstąpił w jej szeregi, był zobowiązany do dozgonnej wierności Radzie, tudzież "Zielonym Braciom". Początkowo Ufomasoni radzili sobie bardzo dobrze, wspierali się w walce z adultarchiatem (rządami dorosłych). Kiedy do organizacji przyłączono samorządy poszczególnych szkół, pojawiły się spory i podziały, zupełnie jak we wczesnośredniowiecznym Kościele. Chcąc - nie chcąc, trzeba było podzielić Ufomasonerię na kilka partii politycznych. Każda z nich miała inną wizję Wszechświata...

Sojusz Współpracy z Zielonymi Braćmi był najbardziej lewicowym ugrupowaniem, otwartym na wszystko, co nieziemskie i nieznane. Członkowie tej partii uwielbiali przeprowadzać wywiady z obcymi, poznawać ich zwyczaje i zachowania, a następnie "przemycać" je do świata homo sapiens. Początkowo nie podobała im się flegmatyczność, małomówność i bezwzględność obcych, później zaczęli robić wszystko, by się do nich upodobnić. Ślepe zapatrzenie w kosmitów sprawiło, iż partyjniacy zaczęli się wstydzić swoich dotychczasowych przekonań, a także krytykować "zacofanie i ignorancję" mieszkańców Ziemi. Członkowie SWzZB uważali, że wymieszanie genów ludzi i kosmitów (wydanie na świat "wspólnego" potomstwa) przyczyniłoby się do rozwoju obu nacji. Jednocześnie lekceważyli biadolenie Stronnictwa Antykosmicznego, przekonanego, że integracja Ziemian z kosmitami byłaby kresem Człowieczeństwa. Przywódczyni SWzZB, Jolanta Bluszcz, potrafiła flitować z Zielonymi, umawiać się z nimi na randki. Natomiast Konrad Mrózek deklarował chęć przeprowadzki na inną planetę.

Stronnictwo Antykosmiczne powstało w wyniku "burzy", która przeszła nad Ufomasonerią pewnego grudniowego wieczoru. Jak do tego doszło? Część Ufomasonów stwierdziła, że to nienormalne, iż przebiegli przybysze z kosmosu pomagają grupie ziemskich nastolatków. Ich zdaniem, żadni kosmici nie traciliby czasu na zabawę w "dziecięcą rewolucję".
- Mam wrażenie, że "bezinteresowna pomoc" ufoludzi to tylko pretekst do penetrowania Ziemi - stwierdził Wiktor Chlebowski, lider nowego ugrupowania. - Chciałbym się mylić, ale dostrzegam w ich zachowaniu coś nieszczerego, obłudnego. Zobaczcie, jak bardzo zależy im na poznaniu naszego świata, tzn. panujących ustrojów, stosunków międzyludzkich, ideologii... No dobra, będę z wami szczery. Wydaje mi się, że ich "życzliwość" jest sposobem na przeniknięcie do naszego świata. Słodkie słowa Zielonych mają na celu uśpienie naszej czujności, wkupienie się w łaski. Ten cały cyrk przypomina mi opowieść o koniu trojańskim, który pozornie nie był niczym złym, a który doprowadził do opanowania Troi przez przebiegłych Greków. Czy którykolwiek z Ufomasonów potrafiłby mi udowodnić, że ufoludzie mają czyste intencje?
Okazało się, że nie.
- Sojusz Współpracy z Zielonymi Braćmi to banda bezmyślnych kolaborantów, którzy oddaliby cały świat w łapy kosmitów, żeby tylko zachować władzę! - krzyczała Marzena Faber, najbardziej radykalna członkini Stronnictwa Antykosmicznego. - Łajdacy, jesteście współczesną TARGOWICĄ, dla której człowieczeństwo i wolność znaczą tyle, co zeszłoroczny śnieg!
- Sprowadziliście kosmitów do Polski jak Konrad Mazowiecki Krzyżaków! - wykrzyknął równie radykalny Grzegorz Koprowski. Na twarzy chłopaka malowała się wściekłość i poczucie zagrożenia.
- Musimy bronić Ziemi przed inwazją obcych! - przekonywała Marzena, patrząc na swoich patriotycznych sojuszników. - I zobaczycie, że my, Stronnictwo Antykosmiczne, ocalimy naszą planetę! Nie potrzebujemy do tego żadnej pomocy, zwłaszcza ze strony dorosłych. Ziemia dla Ziemian! Prawo wyborcze dla dzieci! Niech żyje ludzkość i pedokracja!!!

Liberałowie i Feministki szanowali Zielonych Braci, ale trzymali ich na dystans, jakby nie wiedzieli, czy mogą im zaufać. Właściwie, współpraca z UFO była dla nich jedynie wesołą przygodą, niezobowiązującą znajomością, opartą na zasadzie: "Bawimy się razem, ale każdy z nas pilnuje własnego nosa". Członkowie LiF nie lubili bujać w obłokach, marzyć o Unii Międzygalaktycznej czy martwić się o suwerenność rodzinnej planety. Centrum ich zainteresowań stanowiły rzeczy bardzo przy-ZIEMNE, takie, które mogły interesować wyłącznie homo sapiens.
- Wydaje wam się, że żyjecie w wolnym kraju? - przemawiał do swoich zwolenników Przemek Mazur. - Że możecie żyć zgodnie z własnymi przekonaniami, robić to, na co macie ochotę? Myślicie, że te wszystkie Deklaracje Praw Człowieka i inne duperelki zapewniają wam jakąkolwiek swobodę? NIC BARDZIEJ MYLNEGO!
Przywódca Liberałów i Feministek pewnie kontynuowałby swój wywód, gdyby nie rozproszył go wrzask Stanisławy Sztuki:
- Kiedy wreszcie zamilkniesz, męski szowinisto?! - chciała wiedzieć obrończyni praw kobiet. - Zamknij się, bo odbierasz głos dziewczynom!
Na szczęście, niezłomny Przemek nie zgubił wątku.
- Wracając do mojego przemówienia... - zaczął, ale po raz kolejny został przekrzyczany przez zbulwersowaną Staśkę.
- MORDA W KUBEŁ! MILCZ! STUL PYSK! - ryczała feministka swoim grubym, niezbyt kobiecym głosem. - Chyba zapominasz, że dziewczyny TEŻ mają prawo głosu. ZAMKNIJ SIĘ, SAMCU! CICHO-SZA!!! Jak śmiesz zabierać głos płci przeciwnej?! POWIEDZIAŁAM: MILCZ, MĘSKI SZOWINISTO!!!
Kilka Liberałek, widocznie nie mających nic przeciwko Przemkowi, wyprowadziło awanturnicę z sali. Jeszcze przez kilkanaście sekund było słychać, jak Stanisława wykrzykuje:
- TO ŁAMANIE PRAW KOBIET! SEKSIZM I MIZOGINIA! SZKODA, ŻE MATKA CIĘ NIE USUNĘŁA, KIEDY BYŁEŚ BEZWOLNYM PŁODEM! JESZCZE JEDEN TAKI WYBRYK, A BĘDZIESZ WŁASNYCH JĄDER NA ŚMIETNIKU SZUKAŁ! "KAŻDY FACET TO ŚWINIA"! TO EWA WYJĘŁA ADAMA Z ŻEBRA BOGA!!!
Stwierdziwszy, że pomieszczenie jest już wolne od nadpobudliwych feministek, Przemek Mazur kontynuował swoją prelekcję:
- Trzeba wam wiedzieć, że to, co parlament nazywa wolnością, jest pustym frazesem i złudzeniem. Teoretycznie, mamy w Polsce wolność słowa, sumienia i wyznania. Każdy człowiek odpowiada za siebie, realizuje własne marzenia i pragnienia. Musicie jednak zrozumieć, że jest to swoboda bardzo powierzchowna. Zresztą, co ja wam będę tłumaczył. Wbiegnijcie kiedyś na jezdnię, załóżcie na głowę brudne majtki, zacznijcie skakać na jednej nodze, wymachiwać rękami i śpiewać: "Wlazł kotek na płotek, pierdolnął go młotek". Reakcja obserwatorów udowodni wam, że wcale nie jesteście wolni.
Członkowie LiF zmartwili się wypowiedzią swojego lidera, bowiem pojęli rzeczywistą sytuację jednostki ludzkiej. W końcu postanowili, że zrobią to, o czym tak barwnie opowiadał wolnomyśliciel Przemek. 25 grudnia wkroczyli na ulicę, założyli majtki na głowę i - śpiewając "Wlazł kotek na płotek..." - wykonali cudaczny taniec-połamaniec. Kiedy zszokowani przechodnie pytali ich, co robią, Liberałowie i Feministki odpowiadali dumnie:
- Demonstrujemy naszą swobodę osobistą, którą uważamy za podstawowe prawo człowieka.
Członkowie LiF rozeszli się dopiero wtedy, gdy jakaś zniesmaczona staruszka zawołała: "Niech ktoś uspokoi tych szaleńców! Zaraz zadzwonię po karetkę!". Chociaż interwencja starszej pani przyniosła efekt, zwiększyła nienawiść LiF do adultarchiatu. W sercach Ufomasonów ponownie zapłonęła niechęć do dorosłych, paląca potrzeba wprowadzenia pedokracji. Liberałowie i Feministki przypomnieli sobie, że chociaż członkowie Młodzieżowej Rady Miasta różnie postrzegają kosmitów, mają wspólny cel: równouprawnienie dzieci! Od tej pory często powtarzali hasło: "Polscy nieletni - różni, ale równi".

W obrębie Ufomasonerii powstała jeszcze jedna partia: zbyt mała, by traktowano ją poważnie, ale zbyt kontrowersyjna, by nie zwracano na nią uwagi. Wulgarni i Cnotliwi mieli wprawdzie jasny program polityczny, jednak byli kojarzeni głównie ze swoją charyzmatyczną założycielką - Ateną Parthenos (pseud. Biała Dama, Biała Lady). Atena miała długie, bardzo jasne włosy, delikatną cerę i błękitne oczy, które kontrastowały z jej silną, choleryczną osobowością. Głosiła własną filozofię, powstałą z połączenia konserwatyzmu, katolicyzmu, antyliberalizmu i radykalnego antyseksualizmu. W swojej cnotliwości była wręcz wulgarna. Mocny, biały makijaż, nieprzyzwoicie długie białe spódnice, niekiedy również białe glany (najeżone kolcami!), stanowiły jej znak rozpoznawczy. Atena i jej zwolennicy twierdzili, że jednym z największych skarbów człowieka jest czystość i niewinność. Ich zdaniem, dziewice i prawiczki mają wyższość nad częścią społeczeństwa, zniewoloną przez obezwładniający popęd seksualny. "Z seksem jest tak, jak z narkotykami - powiedziała Atena podczas jednego z przemówień. - Aby uniknąć uzależnienia i wewnętrznej destrukcji, trzeba zrezygnować z 'pierwszego razu'". Parthenos była przekonana, że osoby niewinne są podobne do aniołów, bliskie doskonałości. Chociaż wątpiła w istnienie Boga, nazywała Go symbolem ponadczasowych zasad moralnych, chętnie cytowała Pismo Święte. Jednym z jej ulubionych fragmentów był 1 List do Koryntian (rozdział 7, wersety 32-38): "Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu. Jeżeli ktoś jednak uważa, że nieuczciwość popełnia wobec swej dziewicy, jako że przeszły już jej lata i jest przekonany, że tak powinien postąpić, niech czyni, co chce: nie grzeszy; niech się pobiorą! Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia".
Wulgarni i Cnotliwi twierdzili, że życie ludzkie jest bezcenne, więc nie można NIKOGO zabijać (nawet nienarodzonych dzieci, schorowanych starców i kryminalistów). Sprzeciwiali się wszystkiemu, co uważali za zdrożne i nieetyczne. Pomimo tego, często wywoływali rozmaite skandale.
Atena Parthenos była osobą tak nielubianą, że wszystkie osoby spoza WiC naśmiewały się z jej poglądów, decyzji i czynów. Kiedy przechodziła szkolnym korytarzem, popychano ją prosto na ścianę albo obmacywano, żeby zakpić z jej czystości i niewinności. Przedrzeźniano ją na wszelkie możliwe sposoby, obgadywano otwarcie i w ukryciu, zasypywano wyzwiskami, oskarżano o rzeczy, których nie zrobiła. Jeszcze przed powstaniem Ufomasonerii ktoś wymyślił sobie, że Atena jest satanistką, więc traktowano ją jak sekciarkę czy heretyczkę. Nawet, gdy siedziała spokojnie w kąciku, potrafiono ją okładać zeszytami, szarpać za włosy. Na lekcjach rzucano w nią różnymi przedmiotami (kawałkami gumki, papierowymi kuleczkami). Kiedy próbowała być aktywna na lekcjach, natychmiast wołano: "Parthenosowa, zamknij się! Nikt cię nie pytał o zdanie!". Jako jedyna Ufomasonka nie mogła się głośno śmiać, komentować decyzji innych partii czy uczestniczyć w poważnych dyskusjach. Na szczęście, potrafiła się bronić. A jej "odpieranie ataków" było nieraz bardziej zawzięte, niż sama nagonka...
Kiedy panna Bluszcz wrzuciła Atenie jajko do buta, Biała Lady postanowiła się zemścić. Wyjęła z plecaka nożyczki i pocięła Jolce kożuch, za co omal nie została wezwana do sądu. Gdy "życzliwi" członkowie SWzZB ukłuli Atenę pinezką, antyseksualistka posmarowała ich krzesła olejem kujawskim. Pewnego dnia miało się odbyć ważne wystąpienie Parthenos, adresowane do całej Ufomasonerii. Niestety, również wtedy wybuchło zamieszanie. Kiedy tylko Biała Dama dotarła do mównicy, Liberałowie i Feministki zaczęli wywrzaskiwać fragmenty alternatywnej wersji "Decade of Therion" Behemoth (http://youtube.com/watch?v=eIpysEyLfrk):
- "PAPO! PROTOS! KAKA DEMONA!!!".
Atena prosiła słuchaczy o spokój, ponieważ temat, który pragnęła poruszyć, był bardzo poważny. Wprawdzie nie chciała z nikim dyskutować, jednak każde jej zdanie było złośliwie komentowane.
- "ARMOR! FOTOS! KAKO! DEMONA!!!".
W końcu Biała Dama rozpoczęła swoją przemowę. Zdążyła omówić już kilka argumentów, kiedy rozległ się śpiew Liberałów i Feministek:
- "I z Corn Flakes'em był wichajster. Chipsy dwa. Ścią-gnij wian-ki i stań przed Wyżełłakiem. Biły go - bo nowym jest. Panie... daj mi... 'Wine'. STRENGHT!!!".
Atena pomyślała, że to jej obecność doprowadza LiF do szału. W końcu poprosiła Karola Michalskiego, by dokończył jej wykład. Wówczas okazało się, iż Ufomasoneria nienawidzi zarówno Białej Lady, jak i całej społeczności Wulgarnych i Cnotliwych.
- "Golonkę masz Pan? Jak Hitler nasz kraj!" - zaśpiewali Liberałowie i Feministki, kiedy Karol stanął przy mównicy. Kilkakrotnie pokazali Michalskiemu satanistyczny gest. - "Lowl-A, Tato. Biorę wam to samo. MENTOS! KAKO! DEMON ASS!!! Wyzwał mnie Down i mjutjujki (?) Delmy. Chciałbym Lego, bardzo chcę. Zaraz Ci rurą przyjebię. Siekierą Cię!!! Mexicans say: 'My scrotum... lies'. Pedał bez rąk - I'm speaking it! Nie śmiejmy się już, lol!".
Wychodząc z sali, Atena starała się być twarda i niewzruszona jak kamień. Jednak... kiedy tylko znalazła się w korytarzu, z jej twarzy zniknął charakterystyczny, cyniczny uśmieszek, a z oczu - figlarne błyski. Dziewczyna weszła do najbliższej ubikacji i osunęła się na podłogę. Była zupełnie sama, więc mogła sobie pozwolić na zdjęcie maski "cwaniary numer 1". Z jej oczu zaczęły płynąć długo powstrzymywane łzy, dla których żaden Ufomason nie miałby zrozumienia. Atena siedziała tak pełne piętnaście minut, aż w końcu wstała i jęknęła niewyraźnie:
- Boże... Boże... Ty jeden wiesz, że nie jestem satanistką...

Pewnego dnia Sojusz Współpracy z Zielonymi Braćmi oświadczył, że trzeba rozpocząć dziecięcą rewolucję. Pierwszym sukcesem Ufomasonerii miało być obalenie Elżbiety Zębiny - ważnego bastionu adultarchiatu. Zarówno Stronnictwo Antykosmiczne, jak i LiF, przyjęło propozycję z wielkim entuzjazmem. Wszystkie partie polityczne, z wyjątkiem ugrupowania Białej Lady, uważały, że prawdziwe rewolucje muszą być ostre i krwawe. W środowisku Ufomasonów rozpowszechnił się pogląd: "Wolno zabijać dorosłych, jeśli to konieczne". Ugrupowanie Ateny Parthenos przypominało pedokratom o wartości ludzkiego życia, lecz nawet teraz nikt nie liczył się z jego zdaniem.
Podczas jednego z zebrań WiC Biała Dama stwierdziła, że trzeba poinformować policję o planowanym morderstwie. Nazajutrz okazało się, że cała rozmowa została nagrana na dyktafon, ukryty w kwietniku przez Jolę Bluszcz. Ufomasoneria odsłuchała wypowiedzi Ateny, po czym stwierdziła, że jest ona "zdrajczynią, kolaborantką i miłośniczką dorosłych". Kilku Liberałów zaproponowało usunięcie Parthenos z organizacji, jednak przywódczyni Sojuszu Współpracy z Zielonymi Braćmi przypomniała:
- Nie istnieje coś takiego, jak odejście z Ufomasonerii. Każdy, kto wstąpił do naszej organizacji, musi w niej pozostać do końca życia. Dobrze wiecie, że ci kretyni ze Stronnictwa Antykosmicznego chcieliby zerwać z nami wszelkie kontakty. Jeśli nawet oni nie mogą tego zrobić, to cóż dopiero jedna Kaka Demona?!
- Dziewczyna-nieruchomość - stwierdził z niesmakiem Paweł Kosmka. - Nawet słoń nie zdołałby jej wypchnąć...
Po niesławnej wypowiedzi Białej Lady powołano do życia "Tajny Komitet przeciwko Atenie Parthenos". Stowarzyszenie miało na celu zbuntowanie Wulgarnych i Cnotliwych (nazywanych złośliwie "Mjutjujkami Delmy") przeciwko "Kace Demonie", doprowadzenie jej do załamania nerwowego, aż w końcu pozbawienie władzy. Do Tajnego Komitetu należało wielu polityków SWzZB i LiF, a także garstka przedstawicieli SA.
Nawet nie wiadomo, kiedy Sojusz Współpracy z Zielonymi Braćmi znalazł się w posiadaniu ośmiu pistoletów. Broń, przeznaczona do planowanego zabijania dorosłych, została przekazana po dwóm osobom z każdego ugrupowania. Początkowo Jolanta Bluszcz nie była pewna, czy powierzenie Białej Damie pistoletu jest zgodne z rozumem. Ostatecznie mruknęła jednak coś, co zabrzmiało jak: "Parthenosowa - też Ufomasonka. Czy kto robi, czy kto leży, sprawna spluwa się należy". Atena niechętnie przyjęła pistolet, ale zadeklarowała, że nie użyje go przeciwko drugiemu człowiekowi. "Dla mnie moralność jest ważniejsza, niż polityka. Co nie oznacza, że polityka może być wyzuta z moralności!" - powiedziała mentorskim tonem.
Niebawem okazało się, że kilku polityków ze Stronnictwa Antykosmicznego również sprzeciwia się zabijaniu. Najbardziej zagorzałym działaczem pro-life był nie kto inny, tylko Grzegorz Koprowski.
- Nawet taka Kaka Demona, jak Parthenosowa, wie, że życie ludzkie jest święte - powiedział nastolatek podczas spotkania z SWzZB. - Jak wam nie wstyd twierdzić, że możecie uśmiercać dorosłych?!
- Bo ty właśnie jesteś na tym samym poziomie, co Kaka Demona! - syknęła pogardliwie Bluszcz. - Bronisz tych skretyniałych starych zgredów, zamiast stać po stronie nowoczesnej, postępowej młodzieży. Wątpię, czy można cię nazwać prawdziwym Ufomasonem...
- Jolka, daj sobie spokój - poradziła Marta Kielczan. - Jemu już nic nie pomoże. Jest tak WULGARNY I CNOTLIWY, że niedługo zostanie Mjutjujką Delmy!
Wszyscy zgromadzeni wybuchli śmiechem.

Ufomasoneria pogrążała się w coraz większym chaosie. Oliwy do ognia dodali sami Zieloni Bracia, którzy nagle zaczęli się upominać o "żywy materiał do badań". W końcu postanowiono zorganizować referendum, w wyniku którego zostanie wybrana pierwsza ofiara. Głosowanie miało być jawne, nieco podobne do nominacji z "Big Brothera".
Młodzi pedokraci zasiedli w głównej sali Urzędu Miasta. Ich krzesła zostały ustawione w taki sposób, żeby powstała szeroka elipsa. Zarząd Młodzieżowej Rady Miasta twierdził, że plebiscyt jest bardzo poważny, a jego przebieg i wyniki nie mogą być dla nikogo tajemnicą. W związku z tym, uczestnicy nominacji muszą się widzieć i słyszeć.
Wszyscy członkowie SWzZB i LiF przywdziali zielonkawoszare T-shirty, jakby chcieli zademonstrować swoje uznanie dla przybyszów z Kosmosu. Politycy ze Stronnictwa Antykosmicznego ubrali się według własnego uznania, natomiast Wulgarni i Cnotliwi pozostali wierni swojej ulubionej barwie - bieli. Podobnie, jak Atena Parthenos, włożyli na siebie białe bluzki, białe dżinsy i białe glany. Na każdej koszulce znajdował się błękitny kontur odwróconego trójkąta, a w jego wnętrzu napis: "ASEXUALITY". Ufomasoni mieli głosować jeden po drugim (począwszy od Łukasza Geronta, a kończąc na Białej Lady), uzasadniając swoje zdanie konkretnym argumentem.
- Nominuję Atenę Parthenos - zaczął Łukasz, spoglądając poważnie na Białą Damę - bo zawsze maluje się na biało.
- Nominuję Atenę Parthenos - powiedziała kolejna osoba - bo zawsze nosi białe bluzki.
Pozostali Ufomasoni głosowali podobnie.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo często zakłada białe spodnie.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo zdarza jej się nosić długie, białe spódnice.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo jest właścicielką białych, najeżonych kolcami glanów.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo widziałem, jak kupiła w Big Starze białą kurtkę zimową.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo przez tę białą kurtkę nie widać jej na tle śniegu.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo ma śnieżnobiałe zęby.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo ma bardzo bladą, wręcz białą skórę.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo posiada wyłącznie białe rajstopy.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo przyniosła ze sobą białą torebkę.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo codziennie zabiera do szkoły biały plecak.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo często korzysta z białego notatnika.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo pisze w notatniku białym długopisem.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo jej rodzice kupili sobie biały samochód.
- Nominuję Atenę Parthenos, bo preferuje śmietankowe, a więc białe lody...
Pod koniec zebrania było już jasne, że na przywódczynię WiC głosowali wszyscy z wyjątkiem niej samej, Mjutjujek Delmy i garstki przedstawicieli SA. Biała Lady słuchała poszczególnych oskarżeń ze stoickim spokojem, starając się zachować kamienną twarz. Kiedy przyszedł czas na jej wypowiedź, okazało się, że ma potwornie ściśnięte gardło. Z pewnym trudem udało jej się wykrztusić:
- Nominuję Bluszcza. Za to, że się z kosmitami puszcza.
Jej głos nie miał jednak żadnego znaczenia. Wysłuchawszy ostatniej głosującej, Łukasz Geront wstał z krzesła i obdarzył każdego z polityków wymownym spojrzeniem. Po chwili przemówił uroczyście:
- Ufomasoneria zadecydowała. Żywym materiałem do badań zostanie Atena Parthenos z partii Wulgarni i Cnotliwi. Wyprowadzić ją z sali!
Biała Lady zerwała się z krzesła i popędziła w stronę wyjścia awaryjnego, ale dwaj Liberałowie okazali się szybsi. Złapali ją za ramiona i - wbijając paznokcie w skórę - zmusili do posłuchu. Przez chwilę stali w miejscu, jakby chcąc, żeby Ufomasoni napatrzyli się na nominowaną dziewczynę. W pomieszczeniu panowała grobowa cisza.
- Co ja wam zrobiłam? - szepnęła drżącym głosem Atena, rozglądając się po młodocianych politykach. - Powiedzcie, co ja wam zrobiłam?!
Dwaj chłopcy wyprowadzili Białą Lady z sali, popychając ją kilkakrotnie i szarpiąc za włosy. Pół minuty później Atena znajdowała się już w statku kosmicznym, stojącym przed Urzędem Miasta. Liberałowie zostawili ją samą w czymś, co przypominało sień, przedpokój albo poczekalnię. Przedsionek statku był bardzo jasno oświetlony, w tle dało się słyszeć jakieś ciche, mechaniczne buczenie. Atenie wydawało się, że stoi tak wieczność.
Nagle, jakieś dwa metry przed nią, zmaterializowała się przedziwna istota, którą można było opisać krótko: 40% człowieka, 30% kosmity, 30% cyborga. Biała Dama przeraziła się na widok kreatury, choćby dlatego, że nie wiedziała, czego się po niej spodziewać. Po dłuższej obserwacji Atena stwierdziła, że dziwna istota jest zmutowanym, ziemskim mężczyzną. W głowie liderki WiC pojawiło się kilka strasznych wyobrażeń.
- Nie chcieli cię w Ufomasonerii, co? - Nieznajomy odezwał się grubym, metalicznym głosem robota. Ów głos sprawił, że Atenie zrobiło się niedobrze.
- Jestem pierwszym przedstawicielem Nowej Generacji Ludzi, ojcem gatunku, który wkrótce zdominuje Ziemię - przedstawiło się połączenie człowieka z kosmitą i cyborgiem. - Jeśli chcesz, możesz mnie nazywać Królem Transhumanistów. Na Ziemi posługiwałem się imieniem Izydor.
Mężczyzna zamilkł, widocznie oczekując na reakcję Parthenos. Widząc, że dziewczyna nie zamierza odpowiedzieć, kontynuował swój monolog.
- Cywilizacja Echialitów, którą niefortunnie nazywasz przybyszami z Kosmosu (lub, o zgrozo, Zielonymi Braćmi!), od lat dąży do duchowo-fizycznego rozwoju Ziemian. Jesteście obiecującym gatunkiem, ale słabym, który wymaga opieki bardziej rozwiniętych istot. Naszym celem jest upodobnienie was do odległych cywilizacji, żyjących poza Galaktyką Drogi Mlecznej. Krótko mówiąc: pragniemy odebrać wam etykietkę "zaścianka", "prowincji Kosmosu", "gatunku B". Pragniemy uczynić was Obywatelami Wszechświata, zaawansowaną cywilizacją, podobną do zacnych Echialitów. Nieźle, prawda?
Po raz kolejny zamknął usta, żeby zachęcić Atenę do odpowiedzi. Nastolatka jednak nadal milczała.
- Totalna integracja z ludami kosmicznymi i cyborgami może się przyczynić do udoskonalenia waszego gatunku - kontynuował Izydor. - Jeśli pragniemy szybkich, widocznych efektów, musimy JUŻ TERAZ rozpocząć Dzieło Zjednoczenia. Trzeba szlifować liczne, choć jeszcze nie odkryte talenty ludzi, budzić ich uśpione zmysły... Kiedy wymieszacie się z Echialitami i ich mechanicznymi odpowiednikami, wkroczycie na szczyty człowieczeństwa. To cudowne! - zawołał w fanatycznym uniesieniu.
Biała Lady postanowiła zabrać głos:
- Powiedziałeś między wierszami, że pochodzisz z Ziemi - zaczęła powoli. - Dlaczego więc używasz zwrotu "WY, LUDZIE", jakbyś nie utożsamiał się z własnym gatunkiem? Tak bardzo wstydzisz się swoich "słabych", "prowincjonalnych" korzeni?
- Jestem spełnieniem nietzscheańskich marzeń o nadczłowieku! - odparł Izydor, nieco urażony pytaniami Ufomasonki. - Nie należę do waszego ludu, jestem kimś znacznie potężniejszym!
- Aha, to ja już wszystko rozumiem - prychnęła z irytacją Parthenos. - Cały czas mówisz o rozwoju natury ludzkiej, szlifowaniu talentów homo sapiens. Jednak w rzeczywistości uważasz ludzkie "JA" za coś niskiego i godnego pogardy, nie chcesz mieć z nim nic wspólnego. Tak naprawdę, zostało w tobie tyle człowieczeństwa, ile niewinności w Jolancie Bluszcz! Wstydź się, ty pseudoludzka, zakłamana kreaturo!!!
Król Transhumanistów zaśmiał się perfidnie, obdarzając Atenę pełnym politowania spojrzeniem. Widać było, że dobrze przygotował się do dyskusji.
- Te wszystkie bajeczki o czystości, niewinności, wartości życia ludzkiego i moralności możesz sobie wsadzić w dupę! - ryknął tak ostro, że Biała Dama mimowolnie zadrżała. - We współczesnym Wszechświecie nie ma miejsca dla tych naiwnych tez, które tak namiętnie głosisz od założenia Wulgarnych i Cnotliwych! To prawda, część zacofanych zaściankowców nadal uważa je za coś ważnego. Ale jakie to ma znaczenie? Każdego dnia, już od wielu dziesięcioleci, zaszczepiamy ludzkości ideologię Kosmosu. Twoi rówieśnicy w ogóle nie chcą cię słuchać, zauważyłaś? - Na chwilę zamilkł, żeby wziąć głęboki oddech. - Nowe pokolenie nie wyznaje już sztywnych, skostniałych wartości, które przekazała ci twoja zdewociała babuszka. Prowincjonalne zabobony lada dzień wyginą... razem ze swoimi ociemniałymi wyznawcami. Przyszłość należy do NAS i młodego pokolenia Ziemian, wychowanego według zasad Echialitów. Jeśli nie dostosujesz się do nowych warunków, pozostaniesz nikim, zarówno na Ziemi, jak i w całym Wszechświecie. Już teraz możesz się nazywać Wielką Przegraną!
- Nigdy wam się nie uda! - wykrzyknęła Atena, wstrząśnięta wizją Króla Transhumanistów. - Powstrzyma was... powstrzyma was... Ufomasoneria!
Izydor wydął pogardliwie wargi.
- Powstrzyma nas Ufomasoneria z tobą na czele! - powtórzył ironicznie. - Ty chyba siebie nie słyszysz. Wydaje ci się, że posiadasz władzę, grono zwolenników, mocne argumenty, nadzieję na lepsze jutro, upór, spryt i łut szczęścia? Gówno!!! - ryknął, ponownie doprowadzając Białą Lady na skraj przerażenia. - Jesteś nikim, i dobrze o tym wiesz. Jeszcze trzymasz się na nogach, jeszcze strzelasz ciętymi tekstami, ale jesteś na straconej pozycji. Byłaś przegrana już tego dnia, kiedy Paweł Kosmka wywołał oddział Echialitów. Przypominasz sobie?!
Atena Parthenos nie odpowiedziała. Wiedziała, że każde jej słowo zostanie skompromitowane i zanegowane.
- Pewnie zastanawiasz się, jakie mamy plany na najbliższe dni - powiedział nieco łagodniej Izydor, widocznie chcąc zmienić temat. - Od dłuższego czasu planujemy zlikwidowanie Stronnictwa Antykosmicznego. Ci idioci przejrzeli nas na wylot, chociaż mają nadzieję, że jest odwrotnie. Tak, doprowadzimy do zniszczenia naszych jawnych wrogów... ALE NAJPIERW ZMIAŻDŻYMY CIEBIE I TWÓJ GANG MJUTJUJEK DELMY!!!
- Tylko nie "Mjutjujek Delmy"! - syknęła ostrzegawczo Ufomasonka, ale Izydor nie przejął się jej słowami. - Nasza partia nosi nazwę Wulgarni i Cnotliwi!
- To bez znaczenia. Jesteście tyle warci, ile końskie ścierwo, poniewierające się na płatnej autostradzie - stwierdził. - Wszyscy was nienawidzą, i mają rację.
- Ufomasoneria to nie tylko Wulgarni i Cnotliwi - zauważyła Parthenos. - Wierzę, że Stronnictwo Antykosmiczne odeśle was tam, skąd przybyliście.
- To MY jesteśmy Ufomasonerią, kosmicznym ludem, który sprawuje kontrolę nad ziemską klasą rządzącą! - oświadczył z dumą Król Transhumanistów. - Młodzieżowa Rada Miasta to banda niedojrzałych bachorów, przekonanych o własnej swobodzie i potędze. Jak możecie twierdzić, że jesteście wolni, skoro spełniacie wszystkie polecenia Echialitów? Tak sobie wyobrażacie panowanie nad światem? Cha, cha, cha, cha, cha!!! Jak ja kocham tę waszą dziecięcą naiwność! Poza tym, dlaczego liczysz na ludzi, którzy wielokrotnie cię zdradzili? Czyżbyś nie posiadała nawet odrobiny godności?
Biała Lady zacisnęła zęby i powieki, modląc się o dar opanowania. Czuła, że jej strach, rozpacz i gniew osiągnęły niebezpiecznie wysoki poziom. Słowa Transhumanisty potrząsały jej sercem i duszą, deptały marzenia i "biły po głowie".
- No, ale mieliśmy wykonać parę badań medycznych - przypomniał sobie Izydor. - Słuchaj, Kaka Demona. To będzie najgorszy dzień twojego życia!!!

Godzinę później Atena Parthenos wróciła do głównej sali Urzędu Miasta. Miała rozczochrane włosy, rozmazany makijaż, a na jej białej bluzce widniały ślady brudnych rąk. Brwi dziewczyny były zmarszczone, zaś wąskie usta zamknięte i wykrzywione. Błękitne, spuchnięte od płaczu oczy płonęły gniewem, spoglądały wyzywająco na każdego pedokratę. Widać było, że ta niegdyś odważna, harda dziewczyna przeobraziła się we wrak człowieka.
- Macie to, czego chcieliście... - szepnęła do wszystkich polityków, chociaż jej spojrzenie skierowało się na Jolę Bluszcz. - Możecie skakać z radości i tańczyć. Możecie mnie poszczuć psami i powiesić!
Nikt nie odpowiedział. Młodzi politycy obserwowali, jak Atena powoli kroczy w stronę Wulgarnych i Cnotliwych. Kilka osób nie mogło się pozbyć wrażenia, że chód Białej Damy przypomina zombie. Członkowie WiC byli jedynymi, którzy zachowywali względny spokój i nie wbijali się w krzesło.
- Bądźcie grzeczne, cnotki moje kochane - przemówiła lekko Atena, siląc się na uśmiech - i nie świntuszcie pod moją nieobecność. Ja teraz idę do ubikacji. Nim się obejrzycie, będę z powrotem.
Wypowiadając te słowa, opuściła salę i znalazła się w jasnym, zadbanym korytarzu. Podeszła do lustra, po czym przyjrzała się swemu odbiciu. Zamiast charyzmatycznej, silnej psychicznie bojowniczki, zobaczyła poszarpany zlepek negatywnych emocji. Zamiast jednej z niewielu dziewic w Ufomasonerii - dziewczynę zgwałconą fizycznie i psychicznie.
Nie miała siły, żeby analizować swój wygląd, toteż podeszła do otwartego okna. 11-letnie dzieci, które zobaczyła, nie były niewinne i beztroskie. Stały przed jakimś starym budynkiem, przeklinając, pijąc piwo i robiąc graffiti. Kilkanaście metrów dalej stała para nastolatków, namiętnie całujących się pod olbrzymią jemiołą. Ich widok zirytował Atenę. W końcu Biała Dama zdobyła się na odwagę i uniosła oczy ku niebu. Zamiast Boga, zobaczyła pędzący pojazd kosmiczny.
Przypomniała sobie wszystkie upokorzenia, których doświadczyła w szkole i na spotkaniach Ufomasonerii. Wyzwiska, plotki, fałszywe oskarżenia, szarpanie za włosy, popychanie prosto na ścianę... Wspominała, jak wiele razy próbowała przedstawić rówieśnikom swoje argumenty, ale oni nie chcieli jej słuchać. Oczyma wyobraźni oglądała Liberałów i Feministki, śpiewających alternatywną wersję "Decade of Therion" Behemoth. Przypomniała sobie wszystkie sytuacje, w których wyzywano ją od diabłów, satanistek i sekciarek. Nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że nie jest czcicielką szatana. Na koniec odtworzyła w pamięci słowa Króla Transhumanistów. To prawda, była nikim, i dobrze o tym wiedziała. Współczesna młodzież nigdy jej nie zaakceptuje, podobnie, jak głoszonych przez nią wartości. Po cóż było narażać się na krytykę i prześladowania? Gdyby siedziała w kącie i godziła się na zło, byłoby identycznie. Tak, tak... Dopiero teraz zrozumiała, że garstka Wulgarnych i Cnotliwych jest niczym w porównaniu z potężnym nieprzyjacielem. Dobro może walczyć ze Złem, ale nigdy nie odniesie zwycięstwa.

Minutę później Ufomasoni usłyszeli strzał. Kiedy Łukasz Geront, Wiktor Chlebowski, Jola Bluszcz, Marzena Faber i Stanisława Sztuka wybiegli na korytarz, zobaczyli martwe ciało Ateny, leżące na linoleum. W dłoni Białej Lady znajdował się pistolet, czaszka była kompletnie roztrzaskana. Młodzi politycy stali nieruchomo, sparaliżowani zdumieniem i obrzydzeniem. Jako pierwsza ocknęła się liderka Sojuszu Współpracy z Zielonymi Braćmi. W jej oczach płonęła mściwa satysfakcja.
- Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! - zawołała Jola, uśmiechając się demonicznie. - Przynieś ktoś wódkę! URZĄDZIMY STYPĘ!!!


"Siedzę w kinie mojego życia,
Wszystkie miejsca są zajęte
Sam spoczywam na dostawionym krzesełku,
Przyszło zbyt wielu widzów
Gaśnie światło, zaczyna się film
Powracają wspomnienia,
Odżywają stare chwile
Jakieś obce ja zagląda mi w twarz
Widzowie na sali pękają ze śmiechu
Powracają dawne pytania o sens życia i śmierci
Wtedy nie znałem na nie odpowiedzi,
Dziś ją znam
Wciąż nie wiem po co żyję,
Mam tylko nadzieję że umrę szybko
Ten film pokazuję moją śmierć,
Nareszcie i ja mogę się uśmiechnąć
Lecz wtedy tysiąc oczu odwraca się od ekranu
I spogląda na mnie z przerażeniem"


LACRIMOSA, "Reissende Blicke"
(tłum. Tomasz Beksiński)




KONIEC




Średnia Głosów: 0 | Ilość Głosów: 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie zabronione!

Nie odpowiadamy za wszelkie szkody, treść komentarzy oraz autentyczność informacji na stronie!

Utwory zamieszczane są własnością ich autorów - kopiowanie i wykorzystywanie treści bez ich zgody jest zabronione!