Data publikacji: 02.07.2011, 14:52:15
Utwór był czytany: 282 razy
Kiedyś karty zmieszałem fałszywe ze snami istnymi,
W miejscum blizny zapalił gwiazdeczkę tajemną nad brwiami.
Niby księżyc chwytałem motyli ustami złotymi
I poniosłem nieszczęście w miłości z grzechami moimi.
Przed spojrzeniem kochanki wstydziłem się maski zerwanej,
Uciekając na łąkę nie wart byl własnego juz cieniu.
Nic nie wziąłem dla siebie z pieszczoty gorącej, złamanej,
Jakby błazen drewniany się biłem o ściany bez leniu.
Ach, uratuj z rozpaczy mnie, Boże Najwielki, Najwyższy!
Jak na milość jest mało mi raju dla życia całego.
W swoich snach ją połknąłem w całości jak pestkę od wiśni,
Bez historii koniec, bo nie ma tu końca innego..





