Ostatnio dodane opowiadania
Najlepsze opowiadania

Improwizacja

Tak, jestem tylko wędrowcem, pielgrzymem na ziemi. A wy- czyż jesteście czymś więcej? – Johann Wolfgang von Goethe

 

          Samotność- czemuś dotknęła mnie akurat teraz, kiedy niedawno jeszcze tak ochoczo był czas spędzałem z ludźmi, których tak dobrze znałem i rozumiałem. Z którymi mogłem całymi dniami i nocami rozmawiać o trywialnych, ale również tych mniej przyziemnych sprawach. Którzy byli dla mnie, jak bracia w tej wspólnej tułaczce po tym nędznym, ziemskim padole. Ale teraz… nawet nie potrafimy machnąć ręką na pozdrowienie, widząc się na ulicy. Jesteśmy, jako duchy, błąkające się samotnie po ziemi, bez ściśle określonego celu, bez towarzysza, nawet bez kromki chleba, która umiliłaby nam tułaczkę. Bojący się siebie nawzajem… Nierozumiejący siebie nawzajem… Sami dla siebie, jakoby odrębne państwa, odrębne wyspy, planety… Nie patrzący dalej, jak na czubek własnego nosa, bojący się wyjść na ulicę, aby siebie nie spotkać. Każdy siedzący we własnym kwadracie myśli o tym, jak zarobić więcej pieniędzy, jak mieć szybszy samochód, większy dom, ładniejszą kobietę u boku… Nie rozumiem tego… Nie rozumiem ludzi… Nie potrafię spojrzeć im w oczy, zamienić choćby słowa… Jedynie moja poezja potrafi mnie zrozumieć… Wysłuchać, pocieszyć, przycisnąć do łona… Jakoby była mi matką…

          Ale czyżbym był tego godzien? By móc nazywać się synem najwspanialszej z muz, wysłanniczki samego Boga, próbującej jedynie łączyć go ze światem ludzi… A jeśli to prawda? Jeśli w ten sposób sam Stwórca pragnie przekazać światu, że tylko jeden człowiek jest godzien Jego majestatu? Tak… Tylko jeden człowiek godzien jest zrównać się z Bogiem- Jego wysłannik, który niczym Jezus wyzwoli naród umęczony od wszelkich cierpień i wszelkiego niedostatku. Wyciągam do ciebie ręce, mój Boże! Całe życie swoje przeżyłem zgodnie z twoją wolą! Nie oczekiwałem od ciebie laurów. Ale miarka się przebrała! Gardzę tym całym dążeniem do „niedoskonałości”! Chcę władzy! Ci wszyscy politycy, ci premierzy i marszałkowie są tylko żądną farsą, chcącą utrzymać się przy korycie. Mając władzę mógłbym uczynić rzeczy piękniejsze, niż oni wszyscy razem wzięci… Ba! Lepsze nawet od Ciebie! Co robiłeś przez całe wieki? Gdzie byłeś przez całe wieki? Kiedy Twój Syn, konając na krzyżu krzyczał wniebogłosy „Boże, Boże, czemuś mnie opuścił”? Gdzie byłeś pierwszego września, kiedy pancernik Schlezwig-Holstein bombardował polską placówkę na Westerplatte? Gdzie byłeś w czterdziestym czwartym, kiedy masowo rozstrzeliwano powstańców Warszawy? Gdzie byłeś w czterdziestym piątym, kiedy nasi „sojusznicy” odsprzedawali nas Moskalom? Gdzie byłeś w grudniu siedemdziesiątego, kiedy „władza wszystkich robotników i chłopów” rozstrzeliwała tychże robotników? Gdzie byłeś trzynastego grudnia, kiedy przewodniczący WRON-u, mówiąc „już nie dni, ale godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę” wprowadził w całej Polsce stan wojenny. A może ciebie w ogóle nie ma… Dlaczego na świecie jest tyle cierpienia i niesprawiedliwości? Raczej nie wyszły z eteru! Jeśliś jest, daj tego wyraz! Czekam na to! Nie myśl, że to jest zabawne… Jednym skinieniem palca byłbyś w stanie rozpętać takie wody, które zalałyby wszystkie kontynenty na Ziemi. Dlaczego nic nie mówisz?! Dlaczego milczysz teraz? Dlaczego milczałeś, kiedy najbardziej cię potrzebowałem, kiedy ona umierała?! Moja miłość, mój sens życia odszedł bezpowrotnie… A ty na to wszystko patrzyłeś! Dlaczego wtedy też milczałeś?

          Dziś mijają cztery lata, odkąd pochowałem swoje własne życie… Odkąd własną krwią na ścianie napisałem „Umarła ona, umarłem i ja”… Po czterech latach mówię więc- odpokutowałem swoje winy, wykonałem twoją wolę! A teraz wzywam cię z tego nędznego padołu- daj mi władzę! Nic już nie stoi mi na przeszkodzie… Choćbym miał to przypłacić własnym, i tak już nic nie znaczącym życiem…