Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Dzień swobody

114303568809914163067

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
16 lipca 2026·6 min czytania·4 Odwiedziny

Dzień swobody

Poema wiejskie w siedmiu częściach

Daniił Łaźko

Touapsé, 12 lipca 2026(1786)



Część pierwsza. Poranek

Jeszcze po łąkach mgła się biała ściele,

Jeszcze nie zgasła gwiazda nad olszyną,

A już skowronek, chwalca w Bożym dziele,

Wzbija się śpiewny nad senną doliną.


Rzeczka się wije między łozy ciche,

Niesie obłoki na przejrzystej fali;

Nad nią pochyłe wierzby, drzewa liche,

Słuchają, czego nurt się cicho żali.


Bieleją chaty pod lipami w rzędzie,

Dym się z kominów prosto w niebo wznosi;

Kogut poranne rozgłasza orędzie,

Zorza różany blask po niebie głosi.


Kościółek stary na wzgórku drewniany

Krzyżem swym żegna pola i zagony;

Głos jego dzwonka, sercom miłowany,

Płynie przez sady w poranek zroszony.


Lecz dziś inaczej dzwon śpiewa niż wczora:

Głośniej i raźniej po rosie kołacze,

Jak gdyby mówił: nadeszła ta pora,

Którą wołały pradziadowskie płacze.

Część druga. Starzec Maciej

Siedzi przed chatą starzec siwobrody,

Maciej, co pomni pańszczyźniane lata;

Oczy mu biegną na pola i wody,

Na cudzą niwę, karmicielkę świata.


Pomni, jak ojciec od świtu do nocy

Chodził za pługiem na pańskiej dziedzinie,

I jak wracając, bez sił, bez pomocy,

Modlił się cicho z dziećmi przy kominie.


Pomni swą matkę: w upalone żniwo

Kładła niemowlę w bruździe, pod snopami,

I żęła cudze kłosy; a łzy żywo

Mieszały się jej z potem i z pieśniami.


A przecie złości nie znało to plemię;

Krzyż je przydrożny cierpliwości uczył:

Kto sieje z płaczem ziarno w twardą ziemię,

Będzie żął w pieśni, choć mu głód dokuczył.

Część trzecia. Nowina

Niedziela była. Ze wszystkich chat wioski

Szedł lud odświętny na wzgórek kościelny;

Starcy i dzieci, i matki bez troski,

A dzwon nad nimi grał jak chór weselny.


Ksiądz pleban stary, co lud swój miłował,

Wyszedł przed ołtarz z pismem rozwiniętym;

Głos mu się łamał, gdy słowa czytował,

I łzy ocierał nad zwojem tym świętym.


«Bracia — rzekł — oto spełniona godzina,

Której czekali ojcowie w żałobie:

Wolnym jest odtąd i kmieć, i rodzina,

Wolnym na wieki — Bóg świadkiem w tej dobie».


Ucichł lud cały; potem, jak szmer zdroju,

Płacz się rozezwał — ale płacz wesela;

Klękali starcy schyleni od znoju,

I szedł dziękczynny szept do Zbawiciela.


A stary Maciej podniósł drżące dłonie:

«Panie — rzekł — teraz puszczasz sługę swego,

Bo oglądały oczy me przy zgonie

Dzień sprawiedliwy dla ludu wiejskiego».

Część czwarta. Pojednanie

I wstał ze ławki dziedzic już sędziwy,

Co z ludem przyszedł do Pańskiego domu;

Twarz miał wzruszoną, a smutek prawdziwy

Nie dał mu słowa wymówić nikomu.


Aż przemógł siebie i rzekł do gromady:

«Sąsiedzi moi — bo tak was dziś mienię —

Jeśli krzywd naszych zostały w was ślady,

Odpuśćcie ojcom i mnie przewinienie.


Jedna nas ziemia żywi jednym chlebem,

Jeden dzwon wzywa i grzebie nas jeden;

Żyjmyż więc odtąd pod jednakim niebem

W zgodzie — by ziemia nam kwitła jak Eden».


Podali sobie ręce; a lud cały

Zapłakał znowu — lecz to łzy majowe,

Co kwiaty rodzą; i dzwony zagrały,

I poszły pieśni pod sklepy lipowe.

Część piąta. Pieśń dziękczynna ludu

Boże, z Twojego to nieba

Spadła na nas ta nowina;

Ty nam dajesz dosyć chleba,

Ty podnosisz ziemi syna.


Ty wyzłacasz kłos na chleby,

Ty kwiat lipy dajesz pszczole,

Z Twej to ręki deszcz na gleby,

Z Twej to łaski plon na pole.


Pójdziem orać nasze pole

Z pieśnią rannej Twojej chwały;

Słodszy owoc, lżejsze bole,

Gdy je wolne ręce siały.


Daj nam, Panie, serce ciche,

Ręce czyste, myśli zgodne;

Oddal swary, pychy liche,

A wolności czyń nas godne.


Byśmy, wolni, nie zbłądzili

Z Twojej, Ojcze, prostej drogi,

Lecz w pokorze zasłużyli

Wnijść po pracy w Twoje progi.

Część szósta. Wieczór

Potem szła wioska z chorągwiami w pole,

Dym z kadzielnicy wiał na żytnie fale;

Ksiądz święcił miedze, zagony i role,

A bocian z gniazda przyglądał się chwale.


A chłopcy mali w sianie, pod jabłonią,

Słuchali starców do późnej godziny,

I każdy powieść tę chował pod skronią,

By ją powtórzyć wnukom swej rodziny.


Wieczór nadchodził; słońce za dąbrową

Kładło się cicho jak żeniec strudzony;

Nad każdą chatą, nad wieśniaczą głową

Szedł dym ofiarny w wieczór pozłocony.


Maciej do nocy siedział pod swą gruszą,

Patrząc na pola w miesięcznej poświacie,

I czuł, że lżej już będzie z jego duszą,

Gdy go Bóg wezwie ku niebieskiej chacie.


Śpi wioska. Tylko strumień po kamieniach

Gada z gwiazdami o Bożej dobroci,

I lipa szumi o dawnych cierpieniach,

Co je czas przyszły w wesele obróci.

Część siódma. Zorza nowa

Nazajutrz rano zaskrzypiały pługi:

Ta sama rola, lecz inaczej orze

Ręka, co nie zna już cudzej posługi —

I pieśń jej leci w porankowe zorze.


A stary Maciej stał w porannym chłodzie

I słuchał pługa, i nic nie powiedział:

Ten sam skrzyp znany — lecz teraz w swobodzie

Śpiewał; i starzec bez słów wszystko wiedział.


Nad nim skowronek — ten sam co przed laty —

Wzbijał się w niebo znajomą drożyną,

A przecie starzec słyszał, że skrzydlaty

Śpiewak dziś leci z inną już nowiną.


Bo wolność, którą Pan daje narodom,

Nie jest swawolą, co niszczy i pali:

Jest jasnym słońcem wioskowym zagrodom,

By pan i kmiotek wzajem się kochali.


A ty, co czytasz, duszo świątobliwa,

Westchnij do Boga za wszystkich, co orzą:

Niech ziemia nasza, jak matka troskliwa,

Wszystkie swe dzieci karmi ręką Bożą.



Analiza literacka

„Dzień swobody” jest poematem sielskim, którego przedmiotem staje się nie zdarzenie polityczne, lecz duchowa przemiana wspólnoty. Zniesienie poddaństwa ukazane zostało nie jako przewrót, lecz jako spełnienie odwiecznego oczekiwania sprawiedliwości — moment, w którym porządek świata wraca do swej naturalnej, Bożej miary. Taki wybór perspektywy stanowi o zasadniczym charakterze utworu: wolność nie jest tu zdobyczą wydartą siłą, ale darem przyjętym w pokorze i wdzięczności.

Kompozycja siedmiu części tworzy dukt niemal liturgiczny. Poranek otwiera świat jeszcze uśpiony; pamięć starca Macieja przywołuje minione cierpienie; nowina odczytana z ambony staje się kulminacją duchową; pojednanie dziedzica z gromadą rozwiązuje dawną krzywdę; pieśń dziękczynna podnosi zdarzenie ku niebu; wieczór uspokaja i uświęca dzień; nowa zorza otwiera przyszłość pracy. Ta łukowa budowa, prowadząca od pierwszego poranka do ostatniego, jest osią całości: ta sama rola, ta sama ręka, ten sam skrzyp pługa — a przecież wszystko odmienione wewnętrznie.

Przyroda nie pełni w poemacie roli ozdoby. Skowronek pierwszej strofy, „chwalca w Bożym dziele”, jest zarazem obrazem modlitwy wznoszącej się z ziemi ku niebu; ten sam ptak powraca w części ostatniej, niosąc już „inną nowinę”. Lipa, dzwon, strumień i rzeka nie są tłem, lecz świadkami zdarzenia: strumień „gada z gwiazdami o Bożej dobroci”, lipa „szumi o dawnych cierpieniach, co je czas przyszły w wesele obróci”. Krajobraz odbija stan duszy i jednocześnie objawia ład moralny — natura współpracuje z człowiekiem, tak jak człowiek współpracuje z Bożym porządkiem stworzenia.

Postać starca Macieja stanowi ośrodek emocjonalny poematu. Nie jest on symbolem ani uosobieniem stanu chłopskiego, lecz człowiekiem obdarzonym pamięcią i wewnętrzną logiką losu. Jego słowa wypowiedziane po odczytaniu nowiny — „teraz puszczasz sługę swego” — przenoszą w świat wiejski pieśń Symeona, czyniąc z prostego kmiecia świadka spełnionej obietnicy. W części ostatniej Maciej już nie mówi: słucha skrzypu pługa, który przez całe życie oznaczał powinność, a teraz brzmi w swobodzie. Milczenie starca jest mocniejsze niż jakakolwiek mowa.

Godne uwagi jest ukształtowanie postaci dziedzica. Nie został on przedstawiony jako jednowymiarowy ciemięzca, lecz jako człowiek zdolny do skruchy. Jego prośba o przebaczenie — „odpuśćcie ojcom i mnie przewinienie” — oraz obraz jednej ziemi, jednego chleba i jednego dzwonu, które grzebią wszystkich jednako, przemieniają zniesienie poddaństwa w akt pojednania, nie zaś rozdziału. Wspólnota wychodzi ze zdarzenia zjednoczona.

Chrześcijańska perspektywa przenika utwór w sposób organiczny, nie deklaratywny. Wolność przychodzi przez kościół, przez odczytanie pisma, przez dziękczynienie i wzajemne przebaczenie. Pieśń dziękczynna piątej części wiąże dar swobody z darem stworzenia: kłosem, kwiatem lipy oddanym pszczole, deszczem i plonem. Wolność zostaje ukazana jako zgodna z Bożym ładem — nie jako zaprzeczenie tradycji, lecz jako jej wypełnienie.

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.