Ty, co z włosów swych warkocz czynisz dziki,
Jak sploty leśnych lian w porannej rosie,
Ty, co wśród pionków i kostek muzyki
Śmiech swój rozsiewasz w domowym chaosie.
Zasiadasz cicho przy planszy, jak wróżka,
Co świat układa z kart i reguł kruchych,
Twe dłonie, jasne, niczym światła strużka,
Mgłę zasad wnet szybko rozproszysz.
Gdy drżą Twe dredy w tanecznym wirze,
Jak liść na wietrze, co w rytmie się śmieje,
Wnet serce moje, złapane w Twą dusze,
Bijąc w rytmie za Tobą szaleje!
Tyś nie z poematów, nie z marmuru Paryża,
Lecz z ciepła herbaty, dźwięków i spojrzenia,
A jednak — czuję, że dusza twa bliższa
Pieśni mej niż jakakolwiek natchnienia.
Więc śpiewam, błogosławiąc Twą obecność skromną,
Ty, coś miłością, lecz nigdy ozdobną —
Nie w złocie, lecz w śmiechu, w spojrzeniu przez ramię,
Gdy mówisz: "Kocham" wiem, że nie kłamiesz.
