W jaki sposób mogę cię kochać?
Jak mogę spojrzeć ci w oczy i powiedzieć ,że kocham?
Jak mam to zrobić skoro jest mnie tylko zaledwie kawałek?
Moje ciało w środku płonie w swej nicości.
Rozpada się we mnie wszystko co daję ułudę człowieczeństwa.
Każdego dnia opada kurtyna piętnująca moje czyny.
To jak droga przez piekło, wyrywa cząstki mnie.
Powiedz mi dlaczego mnie kochasz?
Jak można pokochać człowieka, który sam siebie nie kocha?
Ten sam styl miłości maluje nas.
Łapiesz moje myśli tak szybko, że nie nadążają utracić swojej barwy.
Stawiasz jakże niezgrabne kleksy piszą po mej duszy.
Opuszkiem wygładzasz napotkaną niedoskonałość.
To tylko twój styl miłości skrojony na miarę.
Dajesz mi dar, twój dar bycia.
Prosty taki i oczywisty dla ciebie.
Jesteś łowczynią moich gwiazd.
Osiedliłaś się na planecie mimo zakazu.
Zalewasz mnie swoją tęczą miłości i tylko to dajesz nieoczekująca w zamian nic.
Cała sobą walczysz zarażając mnie swoją pasją.
Nikt tak nie kocha jak ty.
Jesteś pasją samą w sobie.
Legendą o której moje serce tworzy pieśni.
Moją burzą, moim sztormem po którym przychodzi błogość.
Zamieniasz każdy znak zapytania w znak kocham.
Układam wciąż swoją ułomność w sposób dość wzniosły.
Chcę budować mur dookoła .
Lecz ty chwytasz mnie stanowczo tęczową głębią.
Nie puszczasz nawet kiedy muszę odejść dla ciebie.
Uśmiechem rozjaśniasz niejasność zaszczepianą mi od lat.
Przy tobie jestem wolna, mogę latać tak wysoko.
Przeskakuję z lekkością te pnącza rosnące ze strachu przed tym co nazywamy uczuciem.
Mówisz to nie ta droga, to nie jest prawdziwe to tylko obawa.
Nie ten dzień, nie tym razem nie poddasz mi się .
Ciepłym szeptem budujesz mnie z odmętów wątpliwości.
Pokonam wszystko co nie jest mną.
To tylko ja i to kim nie jestem dziś.
To chore skrzywienie na to kim chcę być dla ciebie tak pali.
