Mój Ty Kloszardzie
majątek w lombardzie
z kochankiem przegrałeś żonę
Dziś na ulicy tak po próznicy
złe dni Twe nie policzone
wszak Tobie to już bez różnicy
W kasynie żeś przegrał samochód
dom też straciłeś i dusze
Twój całodzienny dochód
złom i butelka może kilka puszek
Co teraz z dziećmi Twoimi jest
bo przecież była ich czwórka
Ze smutkiem ludziom przyglądasz się
minął Cię syn a może córka
Piwnica schody jakaś altanka
tam Twoje jest legowisko
A przecież kiedyś tak dobrze było
pytasz gdzie teraz to wszystko
Ja nie osądzam dlaczego tak
dlaczego tak nie inaczej
Nad Twym barłogiem pochylam się
Ty śpisz a ja nad Tobą płaczę
Zawiódł Twój kraj system i rząd
z tąd Twoje życie tułacze
Nie każdy z nas potrafi iść
lub z kolan się ciągle podnosić
gdy Cię oszukał bank urząd i sąd
Jak głowę wciąż w górze nosić
Ja nie osądzam dobryś czy zły
bo widzę tylko człowieka
Wszak nie potrafię przewidzieć też
co jutro gdzieś na mnie tam czeka
Więc gdy Cię kiedyś spotkam nie minę
grosz dam bo jesteś w potrzebie
Chyba że powiesz żeś jego Duch
bo tamten już odszedł od Ciebie
Wtedy poproszę Boga co w niebie
chć o krótkotrwałe przymierze
Pewnie nikt inny więc chociaż ja
za Ciebie zmówię pacierze
Lecz puki dziś trwa to życzę Ci
nadzieji i siły przetrwania
niechaj odejdzie ten Twoj los zly
a na noc błogiego posłania
