Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Lumen ex plumbo

114303568809914163067

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
9 lipca 2026·11 min czytania·1 Odwiedziny

Lumen ex plumbo

Franciszek Skaryna w czterech tradycjach poetyckich Europy

Daniił Łaźko

Touapsé

7–8 lipca 2026




I

Światło nad Dźwiną

w duchu Adama Mickiewicza

Wieczór schodzi na Dźwinę. Nurt, jak pas ze stali,

Przecina piaski miasta w sinawej godzinie.

Dzwon Sofii się odezwał i ucichł w oddali,

I tylko szept sitowia wędruje po Dźwinie.


Ktoś stanął nad urwiskiem. Suknia go uczona

Nie różni od pielgrzyma: kurz drogi ją znaczy.

Był w Padwie, był i w Pradze — a dusza spragniona

Dopiero tu ucicha, gdy Dźwinę zobaczy.


Poznaje każdy kamień i każdą topolę,

I ławicę, gdzie chłopcem brodził do kolana;

Tu ojciec skóry ważył i liczył na stole,

Tu matka mu czytała żywoty co rana.


W okutych skrzyniach jego nie srebro, nie wina,

Nie jedwab, nie zwierciadła, nie cedrowe drzewa,

Lecz ołów: mała, ciężka, cierpliwa drużyna

Liter, z których na karty jasność się rozlewa.


W Padwie mędrcy pytali o gwiazdy i ciało,

I wieńczyli go laurem w marmurowej sali;

Lecz cokolwiek w łacinie uczonej się działo,

On słyszał tylko Dźwinę, szumiącą gdzieś z dali.


Bo śniła mu się nocą ojczysta kraina:

Bór ciemny, żyto, dymy nad strzechami sioła,

I lud, co krzyżem leży i modły poczyna

W mowie, której i sercem pojąć nie wydoła.


I rzekł: niech Pismo mówi mową mego domu,

Tą, którą matka nuci, gdy przędzie w jesieni;

Niech psalm nie wchodzi w chaty niby po kryjomu,

Lecz brzmi jak pieśń kołyski, jak chleb się rumieni.


I nocą, w praskiej izbie, nad łojową świecą,

Składał słowo do słowa, jak ziarno do ziarna;

Aż karta z pras wychynie — i cienie uciecą:

Zbielała cała izba, choć litera czarna.


Lecz zwątpień wiatr przylatał w bezsenności nocy:

„Zamki w gruz się rozsypią, wyschną nawet rzeki,

Królestwa w proch się kruszą — ty, człowiek bez mocy,

Chcesz na papierze przetrwać burze i złe wieki?”


I oto dziś, o zmierzchu, na wał starodawny

Wstąpił i dłoń położył na basztach z kamienia:

Pod palcami mu kruszał ten mur, niegdyś sławny,

I piaskiem ciekł ku Dźwinie, jak nitka strumienia.


Patrzył: nadejdzie zima, zetnie Dźwinę lodem,

Śpiew sitowia umilknie w białej, martwej głuszy;

Lecz woda pod tą szybą swoim dawnym chodem

Ku morzu idzie dalej — i nic jej nie wzruszy.


A księga jest jak łódka smolona: popłynie

Przez pożar i przez potop, przez noc niepamięci,

I przybije do brzegu w tej samej dolinie,

Gdzie ją otworzą wnuki, zdziwieniem przejęci.


Gdzież są dziś wojewody, co złotem błyskali?

Gdzie sobole kupieckie, gdzie miecze, gdzie trony?

Piasek dźwiński ich imion nawet nie ocali —

A psalm w prostej chałupie dotąd brzmi jak dzwony.


Ciemno już. Lecz nad wodą, w rybackiej chatynie,

Ktoś łuczywo zapala i księgę otwiera —

I światło. Małe światło. A jednak nie zginie,

Bo od takich płomyków noc w świecie umiera.



II

Stara księga

w duchu Władysława Syrokomli

Szedłem długo polną drogą,

Aż pod wieczór, w cichej porze,

Lipy pieśń szumiały błogą,

I błysnęła Dźwina w borze.


Stary dwór wśród lip wysokich

Witał gankiem podróżnego;

Żuraw spał w trawach głębokich,

Pies się łasił do obcego.


Wyszedł ku mnie starzec siwy,

Prosił, jak to u nas proszą:

— Spocznij, gościu! chleb poczciwy

I sól zaraz nam przynoszą.


W izbie pachniał wosk i mięta,

Zegar mruczał, jak bywało;

Za obrazem palma święta,

Słońce w szybkach dogasało.


Starzec prawił o zasiewie,

O młynach, o dawnym dworze,

I o czym gość jeszcze nie wie:

Jaki skarb strzeże w komorze.


Klucz zazgrzytał, wieko wstało,

Buchnął zapach lnu i miodu;

Coś tam w płótnie spoczywało,

Jak pamiątka z dziadów rodu.


Rozwiązałem węzły lniane:

Księga — w skórze, z klamrą starą,

Karty kciukiem wycierane,

Pachną kurzem, lnem i wiarą.


A na karcie, farbą płową,

Litera z literą stała,

I ojczystą, prostą mową

Do mnie z głębi lat wołała.


— To Skaryny — rzekł mi stary —

Drukarza znad naszej wody;

Co niósł ludowi swe dary,

By i prostak czytał młody.


Byłem, prawi, chłopcem małym,

Gdy mi dziad ją w rękę włożył;

Nad tym pismem pożółkniałym

Zbielał włos mój — duch zaś ożył.


Dwór się chylił, płot się walił,

Syn za chlebem poszedł z domu;

Jam tu został, izbę palił,

Księgi nie dałem nikomu.


Bo cóż dwory? Gonty zgniją,

Lipa uschnie, próg się skruszy,

Ludzie w świat się porozbiją —

Słowa nic już nie zagłuszy.


Zmilkł. Za oknem noc już była,

Puchacz hukał gdzieś po lesie;

Rzeka cicho się toczyła —

Bóg wie, dokąd wieść tę niesie.


Nic nie rzekłem. Ale w dłoni

Czułem kartę ciepłą, żywą:

Czas ją goni — nie dogoni,

Póki czyta lud nad niwą.


Rankiem, gdy odchodzić miałem,

Dzwon się odezwał z daleka;

Długo w progu jeszcze stałem...

Tak trwa pamięć. Tak nas czeka.



III

Францішак Скарына

у духу беларускай класічнай лірыкі

Світае над Дзвіной. Туман плыве па плёсах,

І гаснуць у вадзе апошнія агні.

Прамень крануў крыжы, прайшоў па ціхіх росах,

І звоны Сафіі паплылі ў вышыні.


Хто гэта на зары стаіць адзін над стромай,

У дарожным пыле, з торбаю на плячы?

Вярнуўся ён дамоў сцяжынаю знаёмай —

І кніга, што бярог, як полымя ўначы.


Тут кожны камень свой, тут кожная сцяжына,

Тут хлопчыкам малым ён слухаў плёск ракі,

Тут маці прала ў змрок — і тлела ім лучына,

І бляск той ціхі нёс з сабою праз вякі.


Хадзіў ён па зямлі, дзе мармур і навука,

Дзе лаўрам увянчалі яго ў чужыне,

Ды ў сэрцы ўсё адно жыла старая мука:

Начамі сніў ён дом на роднай старане.


І ён сказаў сабе: няхай святое Слова

Гучыць не па-латыні — мовай той зямлі,

Дзе жыта каласуе, дзе шуміць дуброва,

Каб селянін пачуў, схіліўшыся ў раллі.


І ноччу, пры свячы, над чорнымі радкамі

Схіляўся ён, як жнец схіляецца ў жніво,

І літары ўзышлі жывымі каласамі,

І зерне кожнае — святло і хараство.


А ў цёмны час начны падкрадвалася скруха:

«Нашто ўсё гэта? Свет — адно туман і дым.

Сатрэ і гарады сівая завіруха —

Няўжо ўстаіць радок пад ветрам ледзяным?»


Ён вечарам прыйшоў да старадаўняй вежы —

І камень пад рукой рассыпаўся ў пясок.

Мінаюцца муры, сціраюцца ўсе межы,

А слова будзе жыць і ўзыдзе, як расток.


Дзе ўладары цяпер, што ў золаце хадзілі?

Дзе іхнія мячы, кароны і сцягі?

Дзе тыя, перад кім калені ўсе хілілі?

Пясок прыдзвінскі ўкрыў і скарбы, і даўгі.


А ў хатцы рыбака над ціхаю ракою

Гарыць агеньчык. Там хлапчук малы сядзіць,

Па літарах вядзе няўмелаю рукою,

Чытае па складах — і полымя дрыжыць.


Світае над Дзвіной. Пакуль жывое слова

Гучыць у хатах — будзе жыць і мой народ,

І кожнаю вясной узыдзе ўсё нанова,

І кніга-човен наш плыве праз крыгаход.



IV

De Francisco Scorina, typographo Polocensi

in modum humanismi Renascentis

Qua Dvina argento nitidos trahit amne liquores

   et lambit muros, Polotia clara, tuos,

lux oritur; tremulo perfunditur aequore ripa,

   et croceo pinguis flumine ridet ager.

Surgit ab exiguis iam fumus mollis in auras

   tectis, et somnos rumpit ab aede sonus.

Silva procul Lituana nigrescit, turbine mota,

   et latos umbris contegit atra sinus.

Hic puer ille olim, quem nunc canit orbis, oberrat,

   et matutinos nudus obibat agros;

hic mater blando puerum demulserat ore,

   primaque vernacula voce precatus erat.


Crevit, et ad doctas properavit navibus urbes,

   qua Patavina virum Musa Latina fovet.

Illic astra poli rimatus et intima rerum

   accepit meritae laurea serta comae;

edidicit morbos et quae medicina saluti,

   quae fugat ex aegro corpore tela mali.

Sed nihil externae potuere silentia terrae,

   nec laus, nec doctae marmora blanda scholae:

semper enim patriae sonus imus in aure manebat,

   semper aquae strepitus, semper amata domus.


Ergo animo statuit: «Non gemma nec aurea vestis,

   non auri cumulus, non pretiosa seges,

sed liber. Ille meae patriae sermone loquatur,

   quo pia natorum somnia mater alit,

rusticus ut discat, vidua, et sub paupere tecto

   infans divinam noverit ipse Fidem.

Non decet ut lateat sacri vox condita Verbi,

   nec tacito psalmus murmure clausus eat:

audiat hunc medio sudans sub sole bubulcus,

   et cunas agitans audiat illa parens».


Ecce igitur, tacito dum nox delabitur axe,

   dum vigil in mensa pallida flamma tremit,

plumbea signa manu componit; littera nascens

   iungitur, ut sulco semina sparsa cadunt.

Pagina prima nitet, roseo velut emicat ortu

   lux nova, cum primum sole rubescit ager;

littera stat quamvis atro suffusa colore,

   inde animis lux est, inde serena quies.


At dubium quondam pectus tetigere procellae:

   «Quid tibi cum fragili, vir periture, libro?

Moenia celsa ruent et regna vetusta peribunt,

   et fluvius siccis desinet ire vadis;

tu tamen in fragili charta deponere pergis,

   quod maneat, cum iam saecula longa cadant?»

Ille tamen, muros veteres dum tangit et arces,

   sensit sub digitis saxa vetusta mori:

lapsa cadit turris, cadit alta in pulvere moles,

   et strepit ante pedes calce soluta silex.


Tum patuit: cedunt arces, cadit ardua pinus,

   marmora franguntur, nomina magna silent;

sed semel infixum populorum in pectora verbum

   durat, ut unda gelu tecta sub amne fluit.

Nam liber est velut illa ratis picata, per undas

   incolumis nigras, per vada, perque faces

fert populum salvum, donec post nubila saecli

   solvat et attonitus vincula prisca nepos.


Dicite, nunc proceres ubi sunt, quos aula ferebat?

   Quo diadema abiit? quo tulit aura decus?

Quaeque suos tollebat in aethera turris honores,

   nunc iacet, et titulum pulvis inanis habet.

Pulvis habet dominos, nec iam vestigia servat

   ripa; tacet merces, ensis et hasta silent.

At psalmus, casa quem custodit parva coloni,

   usque sonat, templis ut sonat aera piis.


Nox ruit. At fluvii qua piscator colit oram,

   taeda micat, tenui et pagina luce patet.

Parva quidem flamma est, sed non peritura per aevum:

   talibus a flammis nox fugit atra procul.

Vive, decus patriae! te non oblivia perdent,

   non cinis, aut tumuli pondera, nulla dies.

I, liber, i felix, patrias allatus in oras:

   te neque flamma vorax nec mala perdet hiems;

teque legent seri, iuvenesque senesque, nepotes,

   dicentes: «populo lux fuit ille suo».



Szkic o cyklu

Cztery wiersze o Franciszku Skarynie są napisane w czterech różnych językach i czterech różnych tradycjach — romantyzmu polskiego, dziewiętnastowiecznej liryki kresowej, białoruskiej klasyki początku XX wieku oraz łacińskiego humanizmu renesansowego. Na pierwszy rzut oka to cztery odrębne stylizacje. W istocie jednak jest to jeden cykl, spojony nie tematem, lecz systemem obrazów, które przechodzą z języka do języka i za każdym razem odradzają się inaczej.

Woda, rzeka, lód, łódź, księga, ogień, światło, droga i pamięć — te motywy nie są deklarowane. Pojawiają się jako rzeczy, nie jako pojęcia, i dopiero z oddali czytelnik dostrzega, że wszystkie cztery utwory oddychają jednym powietrzem.

Cztery spojrzenia, jeden człowiek

Każdy z czterech tekstów rozwiązuje ten sam temat inaczej, i właśnie w tej różnicy tkwi architektura cyklu. Wiersz pierwszy, w duchu Mickiewicza, jest romantycznym proroctwem: nad wieczorną Dźwiną kamień kruszeje w piasek, rzeka pod lodem płynie dalej, a księga staje się smoloną łódką, która przepłynie przez pożar i noc niepamięci. Myśl nie jest tu wypowiedziana wprost — niesie ją krajobraz.

Wiersz drugi, w duchu Syrokomli, przenosi ten sam temat w skalę domową. Wędrowiec trafia do starego dworu, gdzie siwy gospodarz wyjmuje z komory starą księgę Skaryny, wycieraną kciukiem przez pokolenia. Pamięć narodu nie jest tu ideą, lecz ciepłą kartą w dłoni.

Wiersz trzeci, po białorusku, w duchu klasycznej liryki, ukazuje ciągłość ludu. O świcie nad Połockiem chłopiec w chacie rybaka wodzi niewprawną ręką po literach i czyta po sylabach — i płomień drży. Naród trwa, dopóki żywe słowo brzmi w chatach.

Wiersz czwarty, po łacinie, w duchu renesansowego humanizmu, mówi o nieśmiertelności księgi. Wieże i królestwa runą, marmury pękną, imiona zamilkną — lecz słowo raz wszczepione w serca ludu trwa jak woda pod lodem. Poemat kończy się gestem, nie deklaracją: księga wyrusza w drogę, jak łódź z środka cyklu.

Skaryna jako człowiek

We wszystkich czterech utworach Skaryna nie jest pomnikiem. Jest synem swojego miasta, który wrócił znad marmurów Padwy do szumu rodzimej rzeki; człowiekiem, który nocą przy świecy składa ołowiane litery jak ziarno do ziarna; ojcem myśli o wdowie, oraczu i dziecku pod ubogim dachem. Humanista, drukarz, tłumacz Pisma i człowiek wiary — ale przede wszystkim człowiek, który wybrał mowę domu ponad chwałę uczonej łaciny.

Ten wybór jest ukrytym środkiem ciężkości całego cyklu. Skaryna chce, by Pismo przemówiło językiem, którym matka nuci przy kądzieli — i to pragnienie łączy cztery tradycje mocniej niż jakikolwiek wspólny obraz.

System obrazów

Najciekawsze w cyklu jest to, że jego jedność nie jest nigdzie ogłoszona. Woda przechodzi przez wszystkie cztery teksty jako Dźwina — oś pamięci, która zaczyna się o zmierzchu u Mickiewicza, płynie przez dwór Syrokomli, wstaje o świcie w białoruskim wierszu i toczy swe fale przez wieki w łacińskim finale. Lód pojawia się dwukrotnie: jako tafla, pod którą woda idzie dalej, i jako białoruski „крыгаход”, kruszenie lodu na wiosennej rzece. Łódź i księga zlewają się w jeden obraz w trzech językach naraz.

Ogień jest zawsze mały: łojowa świeca w praskiej izbie, łuczywo w rybackiej chacie, drżący płomień, przy którym chłopiec czyta po sylabach, „parva flamma” łacińskiego zakończenia. Nigdzie nie ma wielkiego światła — jest zawsze płomyk, od którego „noc w świecie umiera”. To skromność obrazu, nie jego słabość: cykl konsekwentnie stawia małą, cierpliwą rzecz przeciw kamieniowi, koronie i mieczowi.

Cztery muzyki

Każdy tekst ma własną prozodię. Trzynastozgłoskowiec pierwszego wiersza niesie romantyczną powagę; ośmiozgłoskowiec drugiego — idylliczną lekkość pieśni kresowej; białoruski sześciostopowy jamb oddycha regularnie jak klasyczna liryka; łacińskie dystychy elegijne zamykają cykl najbardziej archaicznym głosem, w którym pentametr raz po raz stawia mocną, sentencjonalną puentę.

Cztery różne muzyki nie kłócą się. Przeciwnie — czytane po kolei brzmią jak cztery instrumenty tej samej suity: ten sam człowiek, ten sam temat księgi-światła, widziany przez cztery poetyki Europy Środkowo-Wschodniej — dziedzictwo Wielkiego Księstwa Litewskiego, mówiącego wieloma językami, lecz jedną pamięcią.

Ubi sunt

W trzech z czterech utworów powraca dawny motyw ubi sunt — pytanie o to, gdzie są możni, którzy błyszczeli złotem. Odpowiedź jest za każdym razem ta sama i za każdym razem inaczej ubrana: piasek Dźwiny nie zachował ich imion, rdza zjadła miecz, proch trzyma panów — a psalm w ubogiej chacie wciąż brzmi jak dzwony. To klasyczna figura przemijania, ale odwrócona: nie po to, by opłakiwać znikłą wielkość, lecz by pokazać, co jedno przetrwało. Nie zamek, nie tron — słowo zapisane z miłości.

Zamiast zakończenia

Cztery wiersze można czytać osobno, w czterech tradycjach, i każdy obroni się sam. Ale czytane razem stają się czymś więcej niż sumą stylizacji: jednym portretem człowieka, który uwierzył, że litera — mała, czarna, cierpliwa — jest trwalsza niż kamień i królestwo. Tytuł całości, „Lumen ex plumbo”, światło ze świncu, streszcza ten paradoks: z ciężkiego, ciemnego metalu drukarskiej czcionki rodzi się światło, które przetrwa wieki.

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.