Ciepło słońca mnie otula,
Czemu dzisiaj znowu łapię muła?
Coraz zimniej jest na dworze,
A ja o bólu do siebie gaworzę.
Och, jak piękny kiedyś był świat,
Został zniszczony tak łatwo, jak polny kwiat.
Chłód wiaterku mnie owiewa,
Kto się dzisiaj pustki spodziewa?
Już wyczuwam ją na co dzień,
Szukam miejsca, gdzie kończy się ten cień.
Uśmiech znowu na mych ustach tkwi,
Lecz kto o jego fałsz się martwi?
Ciemność nocy mnie odnajduje,
Co dziwne, bo ludzie mówią, że blokuje.
Jedyny moment, gdy czuję upragniony spokój,
Kusząca potrzeba, by nie opuszczać pokój.
Jednak wtedy szczerość do potęgi,
Ogromna jest szansa, byś odnalazł me lęki.
Wilgoć łez pokrywa moją twarz,
Sądziłam, że na tyle mnie znasz.
Już mnie nie dziwi, że zostałam znowu sama,
Przecież łatwo jest porzucić w płaczu do rana.
I nawet jeśli wiem, że ktoś ma własne życie,
To zostaje puste, obojętne poczucie.
Pustka w sercu, cisza w głowie,
Kto kiedyś zostawił niech się wypowie.
Nie dam się więcej omamić przez piękne słowa,
Bo nie chcę przez to być nie zdrowa.
Bolą uda, bolą ręce,
I to biedne połamane już dawno serce.
Chłód przyrody, jak mój do ludzi,
Ostry, zimny, suchy, co dreszcze budzi.
Nienawidzę nowych znajomości,
Nie chcę w moim życiu więcej nowych gości.
Dobrze mi z samą sobą i już,
Przyzwyczailiście mnie, więc zostawcie i ten kurz.
