Słowa niepoznane cudzoustne nie wybrzmią gotowe
trzeba im ogłady co to ją można kupić na starganie
w bylejakości powstałe zawracają tylko sobą uwagę
i pędem wiatru wysmagane solidnie z rana samego
*
na nic starań złudne znoje i zabiegania finezje zwinne
gdy znów od nocy stroniące jak przed bojaźnią wielką
po drodze co to ją sobie sam wyznaczył dla wygody
nie słynie z tych co to cierpliwie życia znoszą trudy
*
w lekkodusznym zamiarze czas upływa z wolna
bez zadumy nad sensem wartością i w nie wiarą
spuszczony samowolnie jak konie w pędzie rącze
bez ustanku w obłędnym ruchu po globu okręgu
*
więc czasu zatrzymania na wytchnienie już brakuje
wtedy co to go kiedyś zmyślnie okpił razu pewnego
tak ustanie w kresie serce w niewydolnej pracy
słów cudzoustnych wyczekanych nie usłyszy już jego
*
29.04.2024 r. godz. 13:10
Elizabeth
