WOLNE
Zmoczony w mrocznych moczarach,
Oczekuje dźwięku kropli staczającej się ze szczytu drogowskazu, Łączącego dwa światy cienką nicią niewidzialnej ręki,
Która niczym więcej niż wredną pindą udającą ślepotę,
Co mierzy na skali,
Kto żyw a kto się na zawsze oddali.
Źródło życia młotem wali dając szansę na wytrwanie,
Wizją nimfy w srebrnej zbroi szara głowa rozpalona.
Łudzi, kusi myśl natrętna by położyć się na tarczy,
Szepce starczy…starczy…już starczy…
Znaku brak.
Znowu znęcam…
Czekam w ciszy, tkwię w bezruchu, czekam…
GRAHAMOZA
