Cóż ja ci powiedzieć mam że moje życie cierniem znaczone coraz bliżej stoi krawędzi
drganie serca coraz bardziej zwodnicze choć płuca nie szczędzą jeszcze oddechu
rozum waży już toski rozkosze i wspomnienia ulotne swawolne myśli zamieniając
w wyrzuty sumienia choć jeszcze radość się tli i uśmiechów wiele i czasem jasno
błogo się robi na duszy jak po letniej ulewie smutek coraz częściej oplata serce jak muśnięcie
skrzydła anioła w nieutulonym żalu bo mogłabym policzyć rany przez życie zadane i
wykłócać się prowadząc z losem gorzkie rozmowy za co prześladuje i dlaczego cierniste kolce
zamiast róż daje dlaczego innych tak sowicie i szczodrze nagradza strumienie złota
wylewa na głowę i miodem osładza życie a mnie ciągle rzuca kłody pod nogi i
zmarnowane marzenia i
próżne nadzieje to moje prozy życia aniele choć jesteś tak wysoko to błagam
spojrzyj łaskawie że moje serce strapione i moc życia słabnie a na umysł opada mgła
zapomnienia w łzach żalu i rozpaczy zanurzam się i tonę choć moje serce się wypala
otrzyj łzę moją gorzką co z duszy sama wypływa podaj dłoń i dodaj siły w cierpieniu
ukołysz i podaruj chwilę radości niby promyk złoty i pogodnego śpiewania słodkie dźwięki
wyciągnij proszę z bólu przecież wiesz że kocham życie i podziwiam piękno które nas otacza
chcę się bawić żyć chwilą nucąc pieśni radosne więc błagam zdejmij mi ciężar z duszy
zabierz troski z serca co dręczą niech źrenice zabłysną jak tęcza oczy niech się jak
gwiazdy złocą nadzieją
a ty błogosław mnie na drodze usuń ciernie i chroń od chaosu
jeśli jesteś słuchasz i czuwasz nade mną to się ulituj pobłogosławił i nie drecz już nigdy wiecej.
E Lena
