Bezsensowność codzienności
Rano wstajesz
Ogarniesz się i wychodzisz
W pośpiechu, bo budzik zadzwonił za późno.
Po drodze jeszcze odpukasz w niemalowane,
Bo kot ci przebiegł drogę
Idzie kominiarz, a ty nie masz guzika szlag!
Na przystanku tłok, a w autobusie ścisk
Oby dojechać i się nie udusić
Słuchawki z muzyką ściana przed wszystkimi
Dojeżdżasz i wychodzisz.
Znowu się spieszysz, bo przesiadkowy tramwaj ucieknie
Kurwa! Uciekł następny za 10 min.
W oczekiwaniu na transport myślisz, czy to ma sens, czy jest ci to potrzebne
O! Przyjechał znowu tłok
Trzy przystanki dzięki Bogu tylko
Dojeżdżasz i spacerkiem około dziesięciu minut
Jesteś w pracy
Osiem godzin mija, było ciężko, ale jest piątek.
Wracasz znów tą samą trasą.
Muzyka nadal murem
Padać zaczęło
Wchodzisz do domu i ściągasz buty
Siadasz i już wiesz, że nic nie zrobisz, bo nie masz siły
Jedyne, o czym marzysz to sen.
