Z moich oczu łzy ciężkie w bólu na grób twój spadają.
Na zimnym marmurze tracą swe życie.
Uderzają jak pięści moje w drzwi szpitalnej sali.
Pamiętne dla mnie były te chwilę.
Gdy twój oddech płytszy był coraz bardziej,
Mój ból rósł.
Co wtedy myślałem?
Nie pamiętam.
Dni z życia wyjęte, gdy w agonii konałeś.
Uciec z koszmaru, w którym byłem, pragnąłem.
Obudzić się i zapomnieć o tym wszystkim.
A teraz nic mi nie pozostaje.
Tylko te łzy uderzające o twój grób.
