W przeddzień spóźnionych pretensji
i argumentów
na płaszczyźnie białego płótna
w seansie północnej rozterki,
bez nadbudowy egzaltacji
rozgrywała się proza życia
Umierała w blaskach jutrzenki, spoista
realna, przejrzysta w gestach i mimice
aktorów wydatnym monologu nicości
wycięci jak z kadru niemego kina
w przelotnym tandemie wzniosłości
Świt po śnieniu wydał się jałowy
jak bezowocna myśl poszukująca sensu
nieuzasadnionego pędu ku wieczności
Gniew poranka wracający do łask rzeczywistości
muzom nikczemny, beztroski i ciemny
Wchłania troski z ramienia przyziemny,
gdy duch zawodzi strachem pognębiony
podnietą wszelkiego zwycięstwa
pędzie merkantylnością stracony
w dwójnasób pracą zgromiony.
