Jesteś jak cień, który nauczył się chodzić we mnie.
Nie krzyczysz, nie trzaskasz drzwiami,
tylko przesuwasz granice mojego ciała
jakbyś sprawdzał, ile jeszcze można mnie zabrać.
Zagnieździłeś się w mojej duszy
i próbujesz rozrywać ją po kawałku —
lecz ona już
nie rozsypuje się,
nie kruszy —
po prostu nosi ślad czegoś,
co przyszło niespodziewanie
i zostało na dłużej.
Czasem czuję na sobie zimny palec,
ślizgający się po kościach,
jakby sprawdzał, czy jeszcze stoję.
A ja stoję.
I to jest moja odpowiedź.
Tylko wciąż brakuje mi siebie...
