Przez pustą ulice cień przemyka.
Zagląda w okna, a czas ucieka.
Deszcz łzami swymi chodnik oczyszcza.
A cień w okna ciągle zagląda.
Zegar wciąż tyka.
Cień zagubiony szuka ochrony.
Zegar bezlitośnie mu przypomina.
Ze strachu wali w drzwi z dębu.
Nikt mu nie otwiera.
Zegar przestał tykać.
