Czyje wy?
Daniił Łaźko
Autobus nie dojeżdża już do końca drogi.
Ostatnie trzy kilometry idę przez olszynę:
asfalt przechodzi w płyty, płyty w piasek,
a tablica z nazwą wsi ma dwa języki
i dziurę po śrucie w drugim.
Przy pierwszym domu pies, który mnie nie zna.
Dalej podwórze bez domu: podmurówka z polnych kamieni,
pokrzywy do pasa, a w środku piec,
sam piec, jeszcze bielony, pod gołym niebem,
jak ktoś, kto wstał od stołu i nie wie, że reszta wyszła.
Przy studni stoi jeszcze żuraw, bez wiadra.
W dole woda, ciemna i nieruchoma.
Babka mówiła: Nikiforukowie piją ze swojej
i nikomu nie dają, reszta chodzi pod lipę.
Nie wiem, która to jest. Lipy nie ma.
Nikiforuków też.
W piątym domu od cerkwi pali się światło.
Marusia ma dziewięćdziesiąt lat i plastikowe krzesło
przed furtką, bo stąd widać, kto idzie.
Nikt nie idzie. Poznaje mnie po nosie, po dziadku,
i mówi to po swojemu. Pytam, jak się nazywa ta mowa.
— A jak ma się nazywać? My mówili po prostu.
Pokazuje laską za stodołę: tam Hrudy,
tam Zabłocie, a tam Wdowina Niwa,
bo jedna wdowa sama ją kiedyś zaorała,
nikt jej nie pomógł i potem było wstyd.
Pytam, która wdowa. Marusia długo myśli.
— Za cara — mówi. — Albo jeszcze przed.
Pole leży, gdzie leżało. Rośnie na nim brzoza.
Kiedy była mała, żęli sierpami na tłoce,
całą wsią u jednego, nazajutrz u drugiego,
a wieczorem kobiety wracały z pola, śpiewając
tak, że w sąsiedniej wsi wiedzieli, u kogo skończone.
Zaczyna: — Oj, na mieży kalina… — i staje,
rusza ustami, jakby szukała stopnia w ciemnej sieni.
— Dalej było o wodzie. I o kimś, co nie wrócił.
Cerkiew otwierają raz w roku, na Spasa.
Za nią cmentarz na piaszczystym wzgórku:
żeliwne krzyże, imiona cyrylicą,
potem lastryko i zdjęcia na porcelanie,
potem dwa groby z napisem tylko: Rodzina.
Na jednym krzyżu data, tysiąc dziewięćset piętnaście,
i nic więcej. Postawiono go za tych, co poszli w bieżeństwo,
nad miejscem, w którym nikt nie leży.
Kirylukowie wyjechali w czterdziestym szóstym na wschód,
Sawczukowie w siedemdziesiątym do Białegostoku —
inny wyjazd: bez płaczu, z meblościanką na przyczepie.
W sadzie Nikiforuków antonówki leżą w trawie, nadziobane przez kosy.
Biorę dwie do kieszeni. Nikt mi nie zabroni.
Nikt nie zabroni, nikt nie nazwie złodziejem,
nikt nie zaprosi do stołu.
Jabłoń rodzi dalej, jakby była umówiona z ziemią, nie z ludźmi.
Wnuczka letników, którzy kupili dom po Sawczukach,
mówi: idę na Hrudy — jak się mówi: idę do sklepu.
Nie pyta, co to znaczy. Ja też nie wiem.
Jako dziecko myślałem, że nazwy rosną z pola jak perz
i nie da się ich wyrwać.
Wystarczyło, że przestali gnać krowy na Zabłocie.
Nad łąką przy młynówce krzyczy czajka.
Babka mówiła, że czajka pyta przechodzących: czyje wy? czyje? —
i trzeba odpowiedzieć, inaczej poleci za tobą aż do domu.
Stoję na grobli. Nazwisko? Wieś? Język, którym nie mówię?
Czajka zawraca nad wodą i krzyczy dalej.
Przy rozstajach, na krzyżu, wisi ręcznik,
świeży, biały, z czerwonym wzorem w romby,
tak jak się wiązało za zdrowie i za zmarłych.
Marusia już tak daleko nie dojdzie.
Kto — nie wiem. Ktoś, kto pamięta gest.
Wiatr podnosi wolny koniec, powoli,
jakby ktoś z drugiej strony chciał przeczytać wzór.
Tuapse, 3 października 2026
Komentarz literacki
Daniił Łaźko — „Czyje wy?”
1. Założenie utworu
Wiersz Czyje wy? powstał jako utwór w tradycji Czesława Miłosza, w którym tradycja Adama Mickiewicza jest obecna jako warstwa druga, podporządkowana. Tematem jest wieś, która nadal istnieje na mapie: ma drogę, tablicę z nazwą, kilka zamieszkanych domów, cerkiew i cmentarz. Utraciła jednak świat kulturowy, który nadawał tym rzeczom znaczenie: ludzi, mowę, obrzędy, pieśni, nazwy pól, sąsiedzkie prawa i obowiązki.
Wieś pozostaje w wierszu bezimienna, ale jej realia wskazują jednoznacznie na prawosławne Podlasie, na dawne ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jest tu mowa prosta, cerkiewne święto na Spasa, bieżeństwo 1915 roku, wyjazdy na wschód po wojnie i odpływ ludności do Białegostoku w latach PRL. Bezimienność jest świadoma. Wieś nie jest dokumentem jednego miejsca, lecz modelem procesu, który na tym pograniczu dotknął setek miejscowości.
Utwór nie zaczyna się od tezy, że „ten świat już nie istnieje”. Teza w ogóle nie zostaje wypowiedziana. Wynika z zestawienia rzeczy, które zostały, z relacjami, których już nie ma.
2. Kompozycja
Wiersz liczy siedemdziesiąt wersów w jedenastu strofach nierównej długości. Czas akcji obejmuje jedno popołudnie, aż do zmierzchu: od dojścia do wsi po rozstaje z krzyżem przy drodze. Narrator przechodzi przez wieś jak przez kolejne warstwy. Strofy pierwsza, druga i trzecia to powrót: tablica, piec, studnia. Czwarta przynosi rozpoznanie, czyli spotkanie z Marusią. Piąta i szósta odsłaniają fragment dawnego świata: nazwy pól, tłokę, pieśń. Siódma wprowadza historię: cerkiew, cmentarz, wyjazdy. Ósma i dziewiąta przynoszą pęknięcie: sad bez gospodarza i dziecko, które używa nazwy bez jej znaczenia. Dziesiąta i jedenasta zamykają utwór pytaniem czajki i ręcznikiem na krzyżu.
Najważniejszy jest jednak ruch głębszy, przebiegający od rzeczy materialnych ku niematerialnym. Najpierw zostają kamienie podmurówki, piec i woda w studni. Potem nazwy pól, pieśń i mowa. Potem imiona na krzyżach. Na końcu sam gest: ręcznik zawiązany na krzyżu przez kogoś, kogo nikt nie zna. Na każdym etapie ubywa czegoś subtelniejszego. Czytelnik nie dowiaduje się więc po prostu, że ludzie umarli lub wyjechali. Widzi, jak kolejno przestają działać więzi łączące rzeczy z ludźmi.
Utwór ma kompozycję pierścieniową, opartą na motywie napisu, którego nie da się w pełni odczytać. Na początku stoi tablica z nazwą wsi w dwóch językach, z dziurą po śrucie w drugim. Na końcu jest haftowany wzór ręcznika, który ktoś „z drugiej strony” chciałby przeczytać. Między nimi pojawiają się inne znaki: imiona cyrylicą, napis Rodzina bez imion, data bez dalszego ciągu, nazwy pól bez etymologii, urwana pieśń. Wiersz jest więc także utworem o czytaniu, o świecie jako tekście, którego alfabet ginie szybciej niż litery.
Drugą klamrę tworzą dwa rozpoznania. Pies przy pierwszym domu narratora nie zna. Marusia poznaje go po nosie, po dziadku. Rozpoznanie przez ciało i pokrewieństwo jest ostatnim działającym kluczem dawnego świata. Ostatnia osoba, która umie go użyć, siedzi przed furtką na plastikowym krześle.
3. Tradycja Czesława Miłosza
Najgłębiej zakorzeniona w poetyce Miłosza jest zasada pierwszeństwa rzeczy. U Miłosza poezja jest przede wszystkim wiernością rzeczywistości, próbą ocalenia konkretu przed rozpuszczeniem w abstrakcji i retoryce. Wiersz konsekwentnie trzyma się tej zasady. Żadna idea nie zostaje wypowiedziana wprost. Wspólnota ujawnia się przez pytanie, kto pił z której studni. Ubóstwo i surowość dawnego życia widać w nazwie Wdowina Niwa. Historia objawia się przez krzyż postawiony nad pustym miejscem, a rozpad wspólnoty przez prawo do cudzych jabłek, którego nikt już nie kwestionuje.
Drugim elementem jest pamięć powrotu. Litwa dzieciństwa, wielojęzyczna i wielowyznaniowa, jest jednym z wielkich tematów Miłosza, od Doliny Issy i Rodzinnej Europy po późne wiersze z lat dziewięćdziesiątych. Pamięć nie jest u niego nostalgią, lecz pracą: sprawdzaniem, co z dawnego świata było naprawdę, a co jest dopowiedzeniem. Narrator Czyje wy? pamięta słowa babki, ale nie wie, „która to jest” studnia. Zna nazwę Hrudy, ale nie zna jej znaczenia. Pamięć zostaje pokazana razem ze swoimi lukami, co należy do istoty poetyki Miłosza.
Trzecim elementem jest historia ukazana przez konsekwencje. Wiersz nie zawiera żadnego zdania o wojnach, granicach czy polityce narodowościowej. Zamiast tego przynosi trzy wyjazdy w trzech tonacjach. Bieżeństwo 1915 roku jest obecne jako krzyż nad miejscem, w którym nikt nie leży. Wyjazd Kiryluków w 1946 roku na wschód zostaje podany jako sucha informacja. Wyjazd Sawczuków do Białegostoku w roku siedemdziesiątym to inny wyjazd: bez płaczu, z meblościanką na przyczepie. To zestawienie jest bardzo bliskie Miłoszowi: najcichszy, najbardziej zwyczajny z tych wyjazdów okazuje się równie skuteczny jak katastrofa. Świat może zginąć nie tylko od przemocy, lecz także od awansu i wygody.
Czwartym elementem jest odmowa idealizacji. Miłosz pisał o dawnym świecie bez sentymentalizmu, z pamięcią o jego okrucieństwie, biedzie i przesądach. W wierszu robi to legenda Wdowiej Niwy. Pole nosi imię wdowy, której nikt nie pomógł, a w nazwie przechował się wstyd wspólnoty. Imię wdowy już zaginęło, wstyd przetrwał w topografii. Dawna wieś nie jest więc rajem. Jest światem realnym, złożonym z solidarności tłoki i z jej zawodności.
Piątym elementem jest ton: powściągliwy, miejscami ironiczny, oparty na zderzeniu rejestrów. Zdanie Marusia ma dziewięćdziesiąt lat i plastikowe krzesło łączy w jednym orzeczeniu miarę życia i przedmiot z marketu. To ironia czuła, nie szydercza, i zarazem precyzyjna informacja: krzesło stoi przed furtką, „bo stąd widać, kto idzie”. Miłoszowska jest także rezygnacja z wielkich słów. Ani razu nie padają tu wyrazy takie jak utrata, pamięć, tradycja czy przemijanie.
Szóstym elementem jest pytanie metafizyczne, które pozostaje otwarte. U Miłosza natura bywa obojętna wobec człowieka, a jej trwanie nie jest pociechą. W wierszu jabłoń rodzi dalej, jakby była umówiona z ziemią, nie z ludźmi. Nie ma tu ani triumfu natury, ani jej okrucieństwa. Jest tylko umowa, z której wypadła ludzka strona, a mimo to wciąż jest dotrzymywana. Wiersz nie rozstrzyga, czy to dowód trwałości świata, czy dowód, że nigdy nie był on ludzki.
4. Tradycja Adama Mickiewicza
Mickiewicz nie jest w tym wierszu stylem, lecz sposobem widzenia. Nie ma tu archaizmów, stylizacji na XIX wiek ani balladowej fabuły. Tradycja romantyczna działa w czterech ściśle określonych miejscach.
Pierwszym jest wiedza ludowa jako sposób rozumienia świata, który w Balladach i romansach zostaje przeciwstawiony wiedzy uczonej. W wierszu nosicielką tej wiedzy jest babka narratora. Jej słowa pojawiają się dwa razy, w tej samej formule Babka mówiła. Za pierwszym razem dotyczą prawa do wody, za drugim prawa przynależności. To dwa fundamenty dawnego świata, przechowane w pamięci jednej nieobecnej osoby. Powtórzenie formuły daje lekką muzyczność gawędy, nie naruszając współczesnej składni.
Drugim jest natura jako możliwy świadek. Motyw czajki, która według ludowego wierzenia pyta przechodzących czyje wy?, opiera się na wschodniosłowiańskim odczytaniu jej głosu. W wierszu ptak zachowuje się całkowicie naturalnie: krąży nad łąką i krzyczy. Ponieważ jednak narrator zna wierzenie, krzyk staje się pytaniem, na które nie umie odpowiedzieć. Wiersz nie rozstrzyga, czy pyta ptak, czy pamięć. Taka niejednoznaczność, między odczytaniem psychologicznym a metafizycznym, jest właśnie dziedzictwem Mickiewicza, oczyszczonym z dosłowności.
Trzecim jest obrzęd pamięci o zmarłych. Najsilniej rozwinął ten motyw cykl Dziadów: wspólnota zbiera się, by spotkać swoich zmarłych, a obrzęd ma sens tylko wtedy, gdy wszyscy znają jego reguły. W Czyje wy? obrzędy przetrwały bez wspólnoty. Cerkiew otwiera się raz w roku, krzyż stoi nad miejscem, w którym nikt nie leży, ręcznik zawiązano za zdrowie i za zmarłych. Gesty są nadal wykonywane, ale coraz mniej wiadomo, przez kogo i dla kogo: ręcznik wiąże ktoś, kogo nikt we wsi nie zna. Romantyczny obrzęd zbiorowy staje się w świecie współczesnym gestem samotnym i anonimowym.
Czwartym jest balladowy próg w zakończeniu. Wiatr podnosi wolny koniec ręcznika, jakby ktoś z drugiej strony chciał przeczytać wzór. Czytelnik rozważny może tu widzieć wyłącznie ruch powietrza. Czytelnik wrażliwszy na tradycję usłyszy w tym obecność drugiej strony, jak w balladzie, gdzie granica świata żywych i zmarłych jest przepuszczalna. Słowo jakby utrzymuje obie możliwości. Nie ma zjawy ani cudu, zostaje tylko kierunek ruchu.
Można zauważyć też dalsze, strukturalne pokrewieństwo z Panem Tadeuszem. Epopeja Mickiewicza jest inwentarzem świata, który w chwili pisania już nie istniał. Czyje wy? odwraca ten gest: zamiast inwentarza pełni daje inwentarz nieobecności. Studnia jest, ale nie wiadomo czyja. Pole jest, ale nie wiadomo, kim była wdowa. Pieśń jest, ale tylko jej pierwszy wers. Świat Soplicowa był szlachecki. Świat tej wsi jest chłopski, prawosławny i mówiący po prostu, czyli należący do tych, którzy w wielkiej literaturze rzadko dochodzili do głosu.
5. Sens utworu
Podstawowe pytanie wiersza brzmi: czy można utracić świat, nie tracąc jego krajobrazu? Odpowiedź, której utwór udziela wyłącznie poprzez konkret, jest taka, że świat nie jest sumą rzeczy, lecz siecią wspólnych znaczeń. Należy do niej wiedza, kto pije z której studni, czyje są jabłka, dlaczego pole nazywa się tak, a nie inaczej, i po której pieśni sąsiednia wieś wie, u kogo skończone żniwo. Rzeczy przetrwały. Zginęły relacje, które z rzeczy robiły świat.
Kluczowy paradoks pojawia się w sadzie Nikiforuków. Nikt nie zabroni, nikt nie nazwie złodziejem, / nikt nie zaprosi do stołu. Wolność narratora jest całkowita, ale dlatego, że nie ma już nikogo, wobec kogo mogłaby obowiązywać. Brak zakazu i brak gościnności okazują się tym samym brakiem: nieobecnością społeczeństwa. To jedno z centralnych odkryć utworu, wypowiedziane bez komentarza, przez prosty powtórzony szereg.
Drugim centralnym motywem jest język. Na pytanie, jak się nazywa jej mowa, Marusia odpowiada: My mówili po prostu. Odpowiedź ma dwa znaczenia. „Mowa prosta” i „po prostu” to rzeczywiste samookreślenie mieszkańców prawosławnego Podlasia, a zarazem polskie „zwyczajnie, bez nazwy”. Dla Marusi jej język nie był przedmiotem, lecz powietrzem, w którym się żyło. Dopiero narrator, który już nim nie mówi, potrzebuje dla niego nazwy. Świat staje się widzialny jako przedmiot dopiero wtedy, gdy się go traci.
Tytułowe pytanie Czyje wy? łączy wszystkie te wątki. Przynależność była w dawnym świecie oczywista: było się czyimś, z jakiegoś rodu, z jakiejś wsi, z jakiejś mowy. Narrator stoi na grobli i nie potrafi odpowiedzieć ptakowi. Nazwisko, wieś i język ma tylko częściowo, a wypowiedziane razem, z pytajnikami, brzmią jak niepewne próby. Pytanie zostaje zadane także czytelnikowi, ponieważ forma wy obejmuje każdego, kto słucha.
Zakończenie nie przynosi pocieszenia ani rozpaczy. Ręcznik jest świeży, a więc ktoś jeszcze zna gest. Nikt nie wie jednak, kto to jest, a sama Marusia już tak daleko nie dojdzie. Gest przetrwał wspólnotę, która go stworzyła. Wiersz zostawia otwarte pytanie, czy to początek nowego czytania, czy ostatni czytelnik. Odpowiedź, jeśli istnieje, jest zapisana we wzorze, którego nikt już nie odczytuje.
6. Język i forma
Wiersz jest napisany wierszem wolnym, opartym na rytmie polskiej składni i naturalnego oddechu. Długie, prozatorskie wersy narracji przeplatają się z krótkimi zdaniami, które działają jak cięcia: Nikt nie idzie., Nikiforuków też., Ja też nie wiem. Te krótkie zdania niosą największy ciężar znaczeniowy, ponieważ każde zamyka jakąś możliwość.
Rytm zagęszcza się w jednym miejscu: w urwanym wersie pieśni Oj, na mieży kalina…. Jest to jedyny moment, w którym mowa wiersza zbliża się do regularności ludowej formuły, i właśnie w nim zostaje przerwana. Forma powtarza tu treść: pieśń wchodzi w wiersz i natychmiast się urywa.
Lineacja pełni funkcję znaczeniową. Przekonanie dziecka, że nazwy nie da się ich wyrwać, kończy się granicą wersu. Wiedza dorosłego, Wystarczyło, że przestali gnać krowy na Zabłocie, zaczyna się od nowej linii. Przejście od dzieciństwa do dojrzałości odbywa się w przerwie między wersami.
Narracja jest prowadzona współczesną, literacką polszczyzną. Regionalizmy pojawiają się wyłącznie tam, gdzie należą do konkretnej osoby lub rzeczy: tłoka, bieżeństwo, Spas, mieża w pieśni, nazwy pól. Jedyną formą gwarową w przytoczonych słowach Marusi jest My mówili, typowa dla polszczyzny Podlasia z podłożem wschodniosłowiańskim. Jedna forma wystarcza, by usłyszeć cały dawny język, a jego nadmiar zamieniłby wiersz w stylizację.
Rymu nie ma, a współbrzmienia są przypadkowe. Muzyczność budują powtórzenia: Nikt mi nie zabroni. / Nikt nie zabroni, czyje wy? czyje?, podwójne Babka mówiła, a także echa wewnątrz strof.
7. Oryginalność i miejsce utworu
Wiersz nie powiela żadnego istniejącego utworu Miłosza ani Mickiewicza. Nie przejmuje ich wersów, metafor ani fabuł. Związek z obydwoma poetami rozgrywa się na poziomie widzenia świata, a nie słownictwa: od Miłosza pochodzą konkret, historia, pamięć z jej lukami i ironia, od Mickiewicza wiedza ludowa, natura jako świadek, obrzęd i otwarty próg.
Utwór różni się od typowej poezji kresowej. Nie ma w nim dworu, szlachty ani mitu utraconej Arkadii. Jego bohaterami są ludzie, którzy w historii literatury polskiej rzadko bywali podmiotami: prawosławni chłopi mówiący po prostu, bieżeńcy, przesiedleńcy, migranci do miasta. Nie jest to wiersz o utracie ojczyzny, lecz o czymś cichszym i trudniej uchwytnym: o tym, jak świat rozpada się na rzeczy.
Odrębność utworu polega też na tym, że współczesność nie jest w nim tłem, lecz pełnoprawnym materiałem. Plastikowe krzesło, lastryko, meblościanka, płyty drogowe, letnicy z wnuczką i dziura po śrucie w tablicy należą do tego samego krajobrazu co żeliwne krzyże i żuraw studni. Wiersz nie przeciwstawia dawnego świata współczesnemu jako lepszego gorszemu. Pokazuje, że oba są prawdziwe, i że to, co dziś jest banalne, kiedyś także stanie się śladem do odczytania.
Słowniczek
bieżeństwo — masowa ewakuacja ludności prawosławnej z ziem zachodnich Imperium Rosyjskiego w głąb Rosji latem 1915 roku, w czasie odwrotu armii rosyjskiej. Wielu uchodźców nigdy nie wróciło.
tłoka — zwyczaj wspólnej, nieodpłatnej pracy sąsiadów przy żniwach, budowie lub innych pracach gospodarskich, odwzajemnianej w kolejnych gospodarstwach.
Spas — potoczna nazwa sierpniowych świąt prawosławnych, zwłaszcza Przemienienia Pańskiego. We wsiach podlaskich często dzień parafialnego święta.
mowa prosta, „po prostu” — samookreślenie gwar wschodniosłowiańskich, którymi posługiwali się prawosławni mieszkańcy Podlasia, nazywający swój język mową prostą.
mieża — miedza, wąski pas nieuprawnej ziemi oddzielający pola. Tutaj słowo z pieśni.
żuraw — dźwignia studzienna z długim drągiem i przeciwwagą, służąca do wyciągania wiadra.
antonówka — stara odmiana jabłoni, charakterystyczna dla sadów wiejskich Europy Wschodniej, owocująca jesienią.
młynówka — kanał doprowadzający wodę do młyna wodnego.
lastryko — sztuczny kamień z cementu i grysu, typowy materiał nagrobków w drugiej połowie XX wieku.
meblościanka — zestaw mebli segmentowych, symbol mieszkania w bloku w czasach PRL.
ręcznik na krzyżu — haftowany ręcznik zawiązywany na krzyżu przydrożnym lub cmentarnym jako wotum, w intencji zdrowia lub w pamięci zmarłych. Zwyczaj prawosławnego Podlasia i ziem białoruskich.
Hrudy, Zabłocie, Wdowina Niwa — nazwy pól. Pochodzenie pierwszej z nich wiersz celowo pozostawia niewyjaśnione.
Daniił Łaźko
Tuapse, 3 października 2026
Чьи вы?
Даниил Лазько
Авторский перевод с польского
Автобус уже не доходит до конца дороги.
Последние три километра иду ольшаником:
асфальт переходит в плиты, плиты в песок,
а на табличке с названием деревни два языка
и дырка от дроби во втором.
У первого дома собака, которая меня не знает.
Дальше двор без дома: фундамент из полевых камней,
крапива по пояс, а посредине печь,
одна печь, ещё белёная, под открытым небом,
как человек, что встал из-за стола и не знает, что остальные ушли.
У колодца ещё стоит журавль, без ведра.
Внизу вода, тёмная и неподвижная.
Бабка говорила: Никифоруки пьют из своего
и никому не дают, остальные ходят под липу.
Не знаю, чей это. Липы нет.
Никифоруков тоже.
В пятом доме от церкви горит свет.
Маруся дожила до девяноста лет и пластикового стула
перед калиткой: отсюда видно, кто идёт.
Никто не идёт. Узнаёт меня по носу, по деду,
и говорит это по-своему. Спрашиваю, как называется эта мова.
— А как ей называться? Мы балакали по-простому.
Показывает клюкой за гумно: там Хруды,
там Заболотье, а там Вдовья Нива,
потому что одна вдова когда-то сама её вспахала,
никто ей не помог, и потом было стыдно.
Спрашиваю, какая вдова. Маруся долго думает.
— При царе, — говорит. — А может, ещё раньше.
Поле лежит, где лежало. На нём растёт берёза.
Когда она была маленькой, жали серпами на толоке,
всей деревней у одного, назавтра у другого,
а вечером женщины шли с поля и пели так,
что в соседней деревне знали, у кого дожали.
Начинает: — Ой, на меже калина… — и осекается,
шевелит губами, будто ищет ступеньку в тёмных сенях.
— Дальше было про воду. И про кого-то, кто не вернулся.
Церковь открывают раз в году, на Спас.
За ней кладбище на песчаном пригорке:
чугунные кресты, имена старой кириллицей, с ятями,
потом мраморная крошка и фото на фарфоре,
потом две могилы с одной только надписью: Семья.
На одном кресте дата, тысяча девятьсот пятнадцать,
и больше ничего. Его поставили за тех, кто ушёл в беженство,
над местом, где никто не лежит.
Кирилюки уехали в сорок шестом на восток,
Савчуки в семидесятом в Белосток —
другой отъезд: без слёз, со стенкой на прицепе.
В саду Никифоруков антоновка лежит в траве, надклёванная дроздами.
Беру два яблока в карман. Никто мне не запретит.
Никто не запретит, никто не назовёт вором,
никто не позовёт к столу.
Яблоня родит дальше, будто у неё уговор с землёй, а не с людьми.
Внучка дачников, что купили дом после Савчуков,
говорит: иду на Хруды — как говорят: иду в магазин.
Не спрашивает, что это значит. Я тоже не знаю.
Ребёнком я думал, что названия растут из поля, как пырей,
и их не вырвать.
Хватило того, что перестали гонять коров на Заболотье.
Над лугом у мельничной протоки кричит чибис.
Бабка говорила, что чибис спрашивает прохожих: чьи вы? чьи? —
и надо ответить, иначе полетит за тобой до самого дома.
Стою на плотине. Фамилия? Деревня? Язык, на котором не говорю?
Чибис разворачивается над водой и всё кричит.
На распутье, на кресте, висит рушник,
свежий, белый, с красным узором в ромбы,
как вязали за здравие и за упокой.
Маруся уже так далеко не дойдёт.
Кто — не знаю. Кто-то, кто помнит жест.
Ветер поднимает свободный конец, медленно,
будто кто-то с другой стороны хочет прочесть узор.
Туапсе, 3 октября 2026
О переводе
Перевод сделан автором оригинала, верлибром, строка в строку. Сохранены объём (семьдесят строк в одиннадцати строфах), строфика и разбивка. Это существенно: в польском тексте граница строки несёт смысл. Самый явный пример — перелом между детской уверенностью «и их не вырвать» и взрослым знанием в следующей строке.
Главная удача перевода подарена самим языком. Польская czajka — это чибис, и в русской народной традиции его крик давно толкуется как вопрос «чьи вы?». Мотив, который в оригинале вводится через бабкино предание, в русском тексте узнаётся сразу, и заглавие сцепляется с ним ещё теснее.
Ключевая реплика Маруси, польское My mówili po prostu, держится на двойном смысле: «просто» и «мова простая», реальное самоназвание говоров православного Подляшья. Русское «по-простому» сохраняет обе стороны. Польскую диалектную грамматику я компенсировал лексикой: «балакали» и «мова» сразу дают русскому уху белорусский голос.
Предметы польской жизни переданы культурными соответствиями, а не транслитерацией: meblościanka стала «стенкой», lastryko — «мраморной крошкой», letnicy — «дачниками». Слова «толока», «беженство», «Спас», «рушник» сохранены как общие для польского, белорусского и русского пограничья. Обрядовая формула za zdrowie i za zmarłych передана литургическим «за здравие и за упокой». Названия полей сохраняют свою функцию. «Хруды» намеренно оставлены непрозрачными: прозрачное русское «Груды» сделало бы ложной строку «Я тоже не знаю».
Две компенсации введены сознательно. «Имена кириллицей» для польского читателя знак иного мира, для русского — норма, поэтому в переводе появились яти: письмо, которым больше никто не пишет. Строка о Марусе перестроена через «дожила до девяноста лет и пластикового стула», чтобы сохранить зевгму в нормативной форме. Это добавляет оттенок, которого нет в польском: Маруся дожила до другой эпохи вещей.
Названы и потери. Польское cerkiew отмечает православное меньшинство в католической стране, а русское «церковь» нейтрально, и этот слой почти исчезает. Табличка «в два языка» с дырой от дроби во втором для польского читателя очевидна: второй язык белорусский. Русскому читателю это приходится достраивать. Финальное «с другой стороны» сохраняет двойное прочтение, изнанку рушника и иной мир. Ценой стал слабый призвук вводного оборота, но вариант «с той стороны» убил бы рациональное прочтение, на котором держится финал. Эти три потери лежат на уровне культурных систем двух языков, и восполнить их может только комментарий, но не стих.
Даниил Лазько
Беларускі перакладЧые вы?
Даниил Лазько
Аўтарскі пераклад з польскай мовы
Аўтобус ужо не даязджае да канца дарогі.
Апошнія тры кіламетры іду праз алешнік:
асфальт пераходзіць у пліты, пліты ў пясок,
а на шыльдзе з назвай вёскі дзве мовы
і дзірка ад шроту ў другой.
Ля першай хаты сабака, які мяне не ведае.
Далей двор без хаты: падмурак з палявых камянёў,
крапіва па пояс, а пасярэдзіне печ,
адна печ, яшчэ бяленая, пад адкрытым небам,
як нехта, хто ўстаў з-за стала і не ведае, што астатнія пайшлі.
Ля студні яшчэ стаіць журавель, без вядра.
Унізе вада, цёмная і нерухомая.
Бабка казала: Нікіфарукі п'юць са сваёй
і нікому не даюць, астатнія ходзяць пад ліпу.
Не ведаю, чыя гэта. Ліпы няма.
Нікіфарукоў таксама.
У пятай хаце ад царквы гарыць святло.
Маруся дажыла да дзевяноста гадоў і пластыкавага крэсла
перад веснічкамі: адсюль відаць, хто ідзе.
Ніхто не ідзе. Пазнае мяне па носе, па дзеду,
і кажа гэта па-свойму. Пытаю, як завецца гэтая мова.
— А як ёй звацца? Мы гаварылі па-простаму.
Паказвае кіем за гумно: там Груды,
там Забалоцце, а там Удовіна Ніва,
бо адна ўдава калісьці сама яе заарала,
ніхто ёй не дапамог, і потым быў сорам.
Пытаю, якая ўдава. Маруся доўга думае.
— За цара, — кажа. — А можа, яшчэ раней.
Поле ляжыць, дзе ляжала. Расце на ім бяроза.
Калі была малая, жалі сярпамі на талацэ,
усёй вёскай у аднаго, назаўтра ў другога,
а ўвечары жанчыны вярталіся з поля, спяваючы так,
што ў суседняй вёсцы ведалі, у каго дажалі.
Пачынае: — Ой, на мяжы каліна… — і спыняецца,
варушыць вуснамі, нібы шукае прыступку ў цёмных сенцах.
— Далей было пра ваду. І пра кагосьці, хто не вярнуўся.
Царкву адчыняюць раз на год, на Спаса.
За ёю могілкі на пясчаным узгорку:
чыгунныя крыжы, імёны старой кірыліцай, з яцямі,
потым мармуровая крошка і фота на фарфоры,
потым дзве магілы з адным толькі надпісам: Сям'я.
На адным крыжы дата, тысяча дзевяцьсот пятнаццаць,
і больш нічога. Яго паставілі за тых, хто пайшоў у бежанства,
над месцам, дзе ніхто не ляжыць.
Кірылюкі выехалі ў сорак шостым на ўсход,
Саўчукі ў семдзесятым у Беласток —
іншы ад'езд: без слёз, са сценкай на прычэпе.
У садзе Нікіфарукоў антонаўкі ляжаць у траве, надзяўбаныя драздамі.
Бяру два яблыкі ў кішэню. Ніхто мне не забароніць.
Ніхто не забароніць, ніхто не назаве зладзеем,
ніхто не запросіць да стала.
Яблыня родзіць далей, нібы ў яе дамова з зямлёй, а не з людзьмі.
Унучка дачнікаў, што купілі хату пасля Саўчукоў,
кажа: іду на Груды — як кажуць: іду ў краму.
Не пытае, што гэта значыць. Я таксама не ведаю.
Дзіцём я думаў, што назвы растуць з поля, як пырнік,
і іх не вырваць.
Хапіла таго, што перасталі ганяць кароў на Забалоцце.
Над лугам ля млынаўкі крычыць кнігаўка.
Бабка казала, што кнігаўка пытае прахожых: чые вы? чые? —
і трэба адказаць, інакш паляціць за табой аж да хаты.
Стаю на грэблі. Прозвішча? Вёска? Мова, на якой не гавару?
Кнігаўка заварочвае над вадою і ўсё крычыць.
На раздарожжы, на крыжы, вісіць ручнік,
свежы, белы, з чырвоным узорам у ромбы,
як вязалі за здароўе і за ўпакой.
Маруся ўжо так далёка не дойдзе.
Хто — не ведаю. Нехта, хто памятае жэст.
Вецер падымае вольны канец, павольна,
нібы нехта з другога боку хоча прачытаць узор.
Туапсэ, 3 кастрычніка 2026
Łacinka
Čyje vy?
Daniił Łaźko
Aŭtarski pierakład z polskaj movy
Aŭtobus užo nie dajazdžaje da kanca darohi.
Apošnija try kiłamietry idu praz alešnik:
asfalt pierachodzić u plity, plity ŭ piasok,
a na šyldzie z nazvaj vioski dzvie movy
i dzirka ad šrotu ŭ druhoj.
La pieršaj chaty sabaka, jaki mianie nie viedaje.
Dalej dvor biez chaty: padmurak z palavych kamianioŭ,
krapiva pa pojas, a pasiaredzinie pieč,
adna pieč, jašče bialenaja, pad adkrytym niebam,
jak niechta, chto ŭstaŭ z-za stała i nie viedaje, što astatnija pajšli.
La studni jašče staić žuraviel, biez viadra.
Unizie vada, ciomnaja i nieruchomaja.
Babka kazała: Nikifaruki pjuć sa svajoj
i nikomu nie dajuć, astatnija chodziać pad lipu.
Nie viedaju, čyja heta. Lipy niama.
Nikifarukoŭ taksama.
U piataj chacie ad carkvy haryć sviatło.
Marusia dažyła da dzievianosta hadoŭ i płastykavaha kresła
pierad viesničkami: adsiul vidać, chto idzie.
Nichto nie idzie. Paznaje mianie pa nosie, pa dziedu,
i kaža heta pa-svojmu. Pytaju, jak zaviecca hetaja mova.
— A jak joj zvacca? My havaryli pa-prostamu.
Pakazvaje kijem za humno: tam Hrudy,
tam Zabałoccie, a tam Udovina Niva,
bo adna ŭdava kaliści sama jaje zaarała,
nichto joj nie dapamoh, i potym byŭ soram.
Pytaju, jakaja ŭdava. Marusia doŭha dumaje.
— Za cara, — kaža. — A moža, jašče raniej.
Pole lažyć, dzie lažała. Rascie na im biaroza.
Kali była małaja, žali siarpami na tałace,
usioj vioskaj u adnaho, nazaŭtra ŭ druhoha,
a ŭviečary žančyny viartalisia z pola, spiavajučy tak,
što ŭ susiedniaj vioscy viedali, u kaho dažali.
Pačynaje: — Oj, na miažy kalina… — i spyniajecca,
varušyć vusnami, niby šukaje prystupku ŭ ciomnych siencach.
— Dalej było pra vadu. I pra kahości, chto nie viarnuŭsia.
Carkvu adčyniajuć raz na hod, na Spasa.
Za joju mohiłki na piasčanym uzhorku:
čyhunnyja kryžy, imiony staroj kirylicaj, z jaciami,
potym marmurovaja kroška i fota na farfory,
potym dzvie mahiły z adnym tolki nadpisam: Siamja.
Na adnym kryžy data, tysiača dzieviaćsot piatnaccać,
i bolš ničoha. Jaho pastavili za tych, chto pajšoŭ u biežanstva,
nad miescam, dzie nichto nie lažyć.
Kiryluki vyjechali ŭ sorak šostym na ŭschod,
Saŭčuki ŭ siemdziesiatym u Biełastok —
inšy adjezd: biez sloz, sa scienkaj na pryčepie.
U sadzie Nikifarukoŭ antonaŭki lažać u travie, nadziaŭbanyja drazdami.
Biaru dva jabłyki ŭ kišeniu. Nichto mnie nie zabaronić.
Nichto nie zabaronić, nichto nie nazavie zładziejem,
nichto nie zaprosić da stała.
Jabłynia rodzić dalej, niby ŭ jaje damova z ziamloj, a nie z ludźmi.
Unučka dačnikaŭ, što kupili chatu pasla Saŭčukoŭ,
kaža: idu na Hrudy — jak kažuć: idu ŭ kramu.
Nie pytaje, što heta značyć. Ja taksama nie viedaju.
Dziciom ja dumaŭ, što nazvy rastuć z pola, jak pyrnik,
i ich nie vyrvać.
Chapiła taho, što pierastali haniać karoŭ na Zabałoccie.
Nad łuham la młynaŭki kryčyć knihaŭka.
Babka kazała, što knihaŭka pytaje prachožych: čyje vy? čyje? —
i treba adkazać, inakš palacić za taboj až da chaty.
Staju na hrebli. Prozvišča? Vioska? Mova, na jakoj nie havaru?
Knihaŭka zavaročvaje nad vadoju i ŭsio kryčyć.
Na razdarožžy, na kryžy, visić ručnik,
sviežy, bieły, z čyrvonym uzoram u romby,
jak viazali za zdaroŭje i za ŭpakoj.
Marusia ŭžo tak daloka nie dojdzie.
Chto — nie viedaju. Niechta, chto pamiataje žest.
Viecier padymaje volny kaniec, pavolna,
niby niechta z druhoha boku choča pračytać uzor.
Tuapse, 3 kastryčnika 2026
Пра пераклад
Пераклад зроблены аўтарам арыгінала, верлібрам, радок у радок. Захаваны аб'ём (семдзесят радкоў у адзінаццаці страфах), страфіка і разбіўка, бо ў польскім тэксце мяжа радка нясе сэнс. Найвыразней гэта відаць у пераломе паміж дзіцячай упэўненасцю «і іх не вырваць» і ведамі дарослага ў наступным радку.
З усіх магчымых перакладаў беларускі найбліжэйшы да свету самога верша. Падляшская вёска, праваслаўная царква, талака, бежанства, ручнікі на крыжах і назвы палёў належаць да таго ж моўнага поля, што і мова перакладу. Таму пераклад амаль нідзе не шукае адпаведнікаў, а знаходзіць тыя самыя рэчы: грэблю, студню, веснічкі, млынаўку, «за здароўе і за ўпакой». Слова «царква» вяртае тое, што знікала ў рускім перакладзе: адрозненне царквы і касцёла, якое ў польскім cerkiew бачна адразу.
Некаторыя месцы набываюць па-беларуску новую вагу. Шыльда з дзвюма мовамі і дзіркай ад шроту «ў другой» паказвае на мову, якой напісаны сам верш. Выезд Кірылюкоў у сорак шостым «на ўсход» для беларускага чытача азначае выезд у БССР, да сваіх, і свет вёскі ўсё роўна гіне. Яці на крыжах былі ўведзены як кампенсацыя ўжо ў рускім перакладзе, а тут яны становяцца гістарычным фактам. Імёны людзей, якія гаварылі па-простаму, запісаныя ў імперскай царкоўнай арфаграфіі, а не на іх мове.
Галоўная асаблівасць гэтай версіі звязана з рэплікай Марусі. У арыгінале My mówili po prostu — голас чалавека, для якога ўласная мова не патрабуе назвы, бо яна была паветрам, у якім жылося. Па-беларуску Маруся гаворыць амаль на мове ўсяго верша, і пытанне апавядальніка «Мова, на якой не гавару?» таксама гучыць па-беларуску. Ён піша літаратурнай беларускай мовай, але не гаворыць на простай мове гэтай вёскі. Мова кнігі і мова Марусі — сваякі, але ўжо не адно і тое ж. Гэта зрух адносна арыгінала, і тут ён названы адкрыта: знікненне гаворкі ўнутры ўласнай мовы.
Тапонімы вернуты да ўласнай формы. Польскае Hrudy — перадача беларускага «Груды», і ў беларускім тэксце назва вяртаецца на сваё месца. Цана гэтага рашэння ў тым, што для чытачоў, знаёмых з гаворкавым словам «груд», назва становіцца напаўпразрыстай. Тады няведанне апавядальніка чытаецца як страта дыялектнага слова ўнутры ўласнай мовы. Кнігаўка, якая пытае «чые вы?», абапіраецца на народнае тлумачэнне яе крыку, вядомае ва ўсходнеславянскай традыцыі.
Радок пра Марусю перабудаваны: «дажыла да дзевяноста гадоў і пластыкавага крэсла». Так зеўгма арыгінала захоўваецца ў нарматыўнай форме. Пры гэтым дадаецца адценне, якога няма па-польску: Маруся дажыла да іншай эпохі рэчаў.
Названы і страты. Фінальнае «з другога боку» захоўвае падвойнае прачытанне, адваротны бок ручніка і іншы свет, але нясе слабы прызвук пабочнай канструкцыі. Варыянт «з таго боку» забіў бы рацыянальнае прачытанне, на якім трымаецца фінал. Рэгіянальная лексіка перакладу (млынаўка, мармуровая крошка) патрабуе пры публікацыі праверкі носьбітам падляшскіх гаворак.
Даниил Лазько
