Ciągle wspinam się po drabinie,
Wiadomo co żyje, odrazu nie zginie,
Nie otworzysz drzwi które już zburzone.
Otwieram drzwi, idę przez drabinę,
Sen to niejaki, niejaki w zimę,
Gdy smutek dopada wszystkich w chwile.
Śpiąc nawet wspinam się po drabinie,
Moja to dola, ale każdy jest przy mnie,
Ja stąpam po lodach, gdzie chłód miły.
Lecz śnieg mi nie zawsze miły,
Na gołoledzi się przewróciłam,
Starałam się naprawdę jak mogłam,
lecz siła jest czasem zawiła...
