Odeszli ze swoich dróg.
By przyjść ponownie.
Odnaleźć się
w czerwonej nici myśli,
zaplątać w niej jeszcze raz.
Na całość.
Do końca.
Mimo wszystko.
Dwa rzeczne motyle
zeszły z płatków wiśni.
Nabyły ciał,
starły kolor z policzków,
a mimo to
wciąż splatały się nićmi.
