Zagubiony w swoim życiu kompletnie, szukałem ścieżek, szukałem pomocy, szukałem wsparcia.
Pędząc samotnie, nie zwracałem uwagi na nic — pogrążony w amoku, zdezorientowany. Wpadałem w każdy dół, jaki napotykałem na drodze, dół, który sam sobie wykopałem.
Czasem pojawiała się pomocna dłoń, ale gdy tylko znikała, znów pogrążałem się w tym pędzie.
Aż do dziś.
Dziś jest mnie dwóch.
Jeden kroczy przez las spokojnie, ostrożnie — na tyle, na ile potrafi.
Drugi siedzi na drzewie i obserwuje tego pierwszego. Notuje, analizuje i udziela mu rad.
Wszystko stało się jaśniejsze, łatwiejsze, przyjemniejsze. Zacząłem dopuszczać do siebie myśl, że będzie dobrze, że się ułoży.
Gęsty, ciemny las przerodził się w przejrzysty park. Zacząłem zauważać innych.
Co dalej z tym zrobię?
Czy pozwolę sobie przeciąć z nimi szlaki?
