Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Guzik pana Wiktoryna

daniil-lazko

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
26 października 2026·21 min czytania·1 Odwiedziny

Guzik pana Wiktoryna

Gawęda

Daniił Łaźko


Pan Wiktoryn Borkowski, Panie, świeć mu w niebie,

miał pół włóki pod lasem, a herb ponad siebie.

Dwór mu z jednego końca podpierał się drągiem,

a o przodkach rozprawiał całe noce ciągiem.


Przed jarmarkiem od świtu chuchał na mosiądze,

na guziki, jak biedak — na swoje pieniądze.

Siedem zostało; ósmy zginął już za dziada,

a pustą dziurkę ukrył w fałdzie, jak wypada.


Sygnet z herbem przecierał rękawem i śliną,

znał go lepiej niż miedzę, co zarosła trzciną;

wziął też ode mnie siwka, choć był już niemłody,

a w karczmie mu przy miodzie składał rodowody.


„Tylko, sąsiedzie — mówi — przy ludziach, rzecz święta,

mówcie mi «jaśnie panie», niech każdy pamięta”.

Ruszył. Bryczka trzeszczała, siwek parskał w błoto,

a pan siedział, jak gdyby wiózł pod sobą złoto.


Na jarmarku przy farze błoto po kolana,

chłopi żyto przy wozach mierzą korcem z rana;

gdy wjechał pan Borkowski, z wieży dzwon uderzył:

pozdejmowali czapki. On przez chwilę wierzył.


W karczmie dymiło z pieca, pachniało kapustą,

mokrym drewnem, kożuchem i słoniną tłustą;

pod samym piecem, w kącie, gdzie najcieplej było,

suszył się Ułas młynarz, parował aż miło.


„Ustąpcie no, młynarzu — rzekł głosem z wysoka —

tu siadywał mój dziadek”. I zerknął spod oka.

Ułas wstał, nie rzekł słowa, przesiadł się do progu,

gdzie drzwi skrzypią i ciągnie. Zostawił to Bogu.


Potem „miodu! — zawołał — i to z lepszej beczki!”

Lejzor kredą na belce dociągnął kreseczki;

a belka nad szynkwasem, od żniw jeszcze, cała

od pańskich kresek siwa, jak pod śniegiem, stała.


Jam mu, jak obiecałem, prawił „jaśnie panie”,

a Pacewicz od stołu chował gębę w dzbanie;

Lejzor kłaniał się nisko: „Jak jaśnie pan raczy”,

lecz kredę trzymał w palcach. Kreda swoje znaczy.


Rozpowiadał o włościach gdzieś pod Kojdanowem,

a kto spytał o żyto, zbywał go półsłowem.

Ja zaś wiem, że mu żyto w snopach poczerniało

i że w skrzyni na gonty grosza nie zostało.


Ułas, wychodząc, rzucił: „Jedźcie, panie, górą,

bo przy młynie, na grobli, nie przejechać furą”.

„Mnie, młynarzu, nie uczcie, jak się jeździ traktem”.

I wyszedł, jak wychodzi szlachcic z sądu z aktem.


Zmierzchało już. Pod młynem, na grobli przy stawie,

koło siadło w kisielu aż po piastę prawie.

Siwek szarpnął raz, drugi, i trzasnęła szprycha,

a stary stoi w błocie i ciężko oddycha.


Pan wołał: „Hej tam, ludzie!” Tylko szum od jazu.

I stał (sam mi to wyznał), nie wlazł w nie od razu;

patrzył w żupan, w guziki, w buty wyczernione,

jakby z karczmy patrzyły nań oczy zdziwione.


Aż tu światło od młyna: Ułas z synem, Jankiem;

z drągiem idą przez błoto i świecą kagankiem.

Nie wspomniał nic o karczmie ani o tej drodze,

tylko w dłonie poplunął i zaklął, nie srodze.


„Niech pan potrzyma światło — rzekł Ułas — my sami”.

Pan oddał je Jankowi, wlazł w kisiel z chłopami.

Po łokieć w błocie rękaw, pan za szprychy chwyta,

Ułas drągiem podważa, siwek rwie z kopyta.


Wyszło koło. Lecz guzik zgubił się w tym błocie.

Szukać? Nikt nie pomyślał przy takiej robocie.

W młynie Ułas do koła nową szprychę wstawił,

a pan siedział na worku i nic już nie prawił.


Ułasowa mu chleba przyniesie i sera,

a pan je i rękawem wąs sobie wyciera.

„Com wam winien, Ułasie?” „Albo to rachunek?

Na jarmark kiedyś, panie, postawicie trunek”.


W rok potem pan Borkowski (sam widziałem przecie)

pod drzwiami, gdzie ciągnęło, siadł z groszem w kalecie.

Lejzor zgiął się: „Co jaśnie…” „Dwa miody” — rzekł krótko,

a z Ułasem do zmroku gwarzyli cichutko.


Odtąd miał sześć guzików, wyglądał zabawnie,

a obie puste dziurki nosił całkiem jawnie.

A kto pytał, gdzie guzik, palcem w dziurkę stukał:

„Został pod młynem” — mówił. I więcej nie szukał.


Tuapse, 25 października 2026 r.


Analiza literacka

1. Gatunek i tradycja

„Guzik pana Wiktoryna” jest gawędą wierszowaną, czyli opowieścią snutą przez narratora-gawędziarza, który mówi do słuchacza jak przy wieczornym stole. Utwór świadomie nawiązuje do tradycji Władysława Syrokomli (Ludwika Kondratowicza, 1823–1862), „lirnika wioskowego” litewsko-białoruskiej prowincji, który uczynił z gawędy szlacheckiej gatunek o pełnoprawnej randze literackiej. Nie jest jednak pastiszem żadnego konkretnego utworu: fabuła, postacie i puenta są oryginalne, a z poetyki Syrokomli zaczerpnięto wyłącznie cechy ogólne — swojskość, serdeczną ironię, znajomość obyczaju i współczucie dla zwykłego człowieka.

Świadomie wyłączono natomiast rejestr Mickiewiczowski: nie ma tu romantycznej wzniosłości, balladowej grozy ani narodowego patosu. W miejsce mitu pojawia się anegdota, w miejsce monumentalności — obserwacja, w miejsce deklaracji — ludzka prawda drobnego zdarzenia.

2. Narrator i perspektywa gawędziarska

Narratorem jest starszy gospodarz z tej samej okolicy, sąsiad bohatera. Nie jest bezstronnym kronikarzem: to on pożyczył Wiktorynowi siwka i on w karczmie, zgodnie z obietnicą, prawił mu „jaśnie panie”. Nie stoi więc ponad opowiadaną historią, lecz bierze w niej udział, a jego ironia zostaje złagodzona współudziałem.

Gawędziarz starannie odróżnia to, co widział, od tego, co zna z cudzej relacji. Scenę na grobli zna od samego bohatera („sam mi to wyznał”), późniejsze spotkanie w karczmie poświadcza osobiście („sam widziałem przecie”). Takie znaczniki źródła są typowe dla gawędy, lecz użyto ich oszczędnie: nie przerywają toku opowieści, tylko budują wiarygodność pamięci. Jedyna dygresja narratora („Ja zaś wiem, że mu żyto w snopach poczerniało…”) nie jest komentarzem moralnym, lecz wiadomością, która zmienia sposób patrzenia na bohatera.

3. Swojskość i przedmiotowość

Świat utworu jest materialny: włóka ziemi, dwór podparty drągiem, mosiężne guziki żupana, sygnet z herbem, pożyczony siwek, bryczka, korzec, szynkwas, belka pokryta kreskami kredy, gonty, grobla, jaz, szprycha z jesionu. Żaden z tych szczegółów nie jest dekoracją. Błoto „po kolana” na jarmarku zapowiada kisiel na grobli; belka siwa od kresek jest rachunkiem pańskiej pychy; guzik staje się osią całej kompozycji.

Znaczenie nie jest wygłaszane, lecz przenoszone przez przedmioty i gesty. Jest to zasada bliska obrazkom obyczajowym Syrokomli: rzecz mówi o człowieku więcej niż opis jego charakteru, a krajobraz nie zdobi opowieści, tylko stawia bohaterowi opór — droga utrudnia przejazd, koło grzęźnie, koń potrzebuje pomocy.

4. Humor i ironia

Komizm wynika z rozdźwięku między wyobrażeniem Wiktoryna o sobie a jego położeniem. Ma pół włóki ziemi, „a herb ponad siebie”; chucha na guziki „jak biedak — na swoje pieniądze”; pożyczonemu, niemłodemu siwkowi w karczmie „składał rodowody”. Najsilniejszy efekt przynosi scena przy kościele: gdy pan wjeżdża na jarmark, z wieży bije dzwon, ludzie zdejmują czapki, a bohater „przez chwilę wierzył”, że to dla niego. Wystarczy jedno zdanie, bez komentarza narratora.

Podobnie działa gra słów w scenie karczemnej. Lejzor kłania się nisko: „Jak jaśnie pan raczy”, „lecz kredę trzymał w palcach. Kreda swoje znaczy” — kreda zarazem coś znaczy i coś zaznacza, odnotowując dług. Humor nigdy nie jest wymierzony w biedę: śmieszność dotyczy pozorów, a nie ubóstwa.

5. Postacie

Wiktoryn Borkowski nie jest karykaturą złego szlachcica. Jego pycha osłania wstyd: o przodkach mówi całe noce, lecz gdy ktoś pyta o żyto, „zbywał go półsłowem”, bo żyto poczerniało w snopach, a w skrzyni zabrakło grosza na gonty. Pozór jest dla niego obroną, nie okrucieństwem. Na grobli, zanim wejdzie w błoto, patrzy na żupan, guziki i buty, „jakby z karczmy patrzyły nań oczy zdziwione” — do końca gra przed nieobecną widownią. Tym większą wagę ma chwila, w której oddaje światło Jankowi i wchodzi w kisiel razem z chłopami.

Ułas, młynarz, jest moralnym środkiem utworu, choć nie wygłasza ani jednej sentencji. Wyproszony od ciepłego pieca, „zostawił to Bogu”; ostrzega pana przed drogą przy młynie, a gdy ostrzeżenie się sprawdza, „nie wspomniał nic o karczmie ani o tej drodze”. Jego pomoc nie jest triumfalnym rewanżem, lecz zwykłym odruchem. Odmowa zapłaty („Albo to rachunek?”) odpowiada na rachunek kredy z karczmy.

Lejzor, karczmarz, jest uprzejmy i rzeczowy; nie służy ośmieszeniu bohatera, tylko pilnuje swojego. Pacewicz, chowający gębę w dzbanie, reprezentuje sąsiedzką publiczność, która zna Wiktoryna lepiej, niż on by sobie tego życzył.

6. Punkt zwrotny i przemiana

Przemiana jest niewielka i właśnie dlatego wiarygodna. Wiktoryn nie staje się innym człowiekiem: najpierw się waha, potem „wlazł w kisiel z chłopami”, a w młynie siedzi na worku i „nic już nie prawił” — ten sam człowiek, któremu o przodkach nie starczało całych nocy, milknie.

Wdzięczność okazuje dopiero po roku. Siada pod drzwiami, „gdzie ciągnęło”, czyli tam, dokąd kiedyś odesłał Ułasa; przychodzi „z groszem w kalecie”, zamiast kazać pisać kredą; przerywa Lejzorowi tytuł w pół słowa: „Co jaśnie…” — „Dwa miody”. Nikt nie formułuje morału. Zmiana zostaje zapisana w miejscu przy stole i w zwięzłości odpowiedzi.

7. Motyw guzika i kompozycja klamrowa

Guzik spina utwór od pierwszej do ostatniej strofy. Na początku bohater ma siedem guzików, ósmy zginął „już za dziada”, a pustą dziurkę ukrywa w fałdzie, „jak wypada”. W błocie pod młynem gubi następny i nikt go nie szuka. W ostatniej strofie nosi obie puste dziurki „całkiem jawnie”, a zapytany o guzik stuka palcem w dziurkę: „Został pod młynem”. Wstydliwy brak stał się częścią jego historii.

Ostatnie zdanie — „I więcej nie szukał” — jest dwuznaczne. Mówi o guziku, ale także o pańskich pozorach, których bohater przestał się domagać. Puenta dochowuje zasady gawędy: znaczenie wynika z rzeczy i gestu, nie z sentencji.

8. Forma wersyfikacyjna i język

Utwór napisano trzynastozgłoskowcem o układzie 7+6, ze średniówką po siódmej sylabie — miarą klasyczną dla polskiej gawędy i poematu opisowego. Średniówka jest żeńska, a wszystkie klauzule są paroksytoniczne, zgodne z naturalnym polskim akcentem. Dziewiętnaście strof czterowersowych rymuje się parzyście (AABB); rymy są pełne, z unikaniem rymów tautologicznych i opartych na tym samym rdzeniu.

Język jest lekko stylizowany na polszczyznę dawnej Litwy: formy „Com wam winien”, „Jam mu, jak obiecałem, prawił”, „przecie”, „nań”, tytuł „jaśnie pan”, realia takie jak włóka, korzec, szynkwas, żupan, grobla czy jaz. Stylizacja pozostaje oszczędna — archaizm pojawia się tam, gdzie wynika z sytuacji mówienia, a nie jako ozdoba. Dialog jest krótki i charakteryzuje mówiących: Wiktoryn mówi rozkazami i tytułami, Ułas — rzeczowo i z prostą grzecznością.

9. Sens utworu

Główna myśl nie zostaje wypowiedziana wprost: o wartości człowieka świadczą nie herb, sygnet i rodowód, lecz to, jak zachowuje się wobec innych. Utwór pokazuje także drugą stronę tej prawdy — godność należy się również temu, kto się myli i pyszni. Ułas nie odbiera Wiktorynowi szlachectwa, tylko pomaga mu wyjść z błota; narrator śmieje się życzliwie, bo ludzkie słabości zna także z własnego doświadczenia. Przemiana dokonuje się dzięki spotkaniu z drugim człowiekiem, a nie dzięki karze.

10. Oryginalność

Wyjątkowość utworu polega na połączeniu wiernej poetyki gawędy z całkowicie samodzielną fabułą. Zamiast pochwały dawnych obyczajów otrzymujemy kameralną historię o pozorach i wstydzie, opowiedzianą bez moralizatorstwa. Przedmiot codzienny — mosiężny guzik — zostaje wyniesiony do rangi znaku, a mimo to nie traci swojej zwyczajności. Humor nie wyklucza czułości, a ironia nie odbiera nikomu prawa do godności. Jest to gawęda w duchu Syrokomli, która nie powtarza żadnego z jego wątków.


Гузік пана Вікторына

Huzik pana Viktoryna

Пуговица пана Викторина


Авторские поэтические переводы польской гавенды «Guzik pana Wiktoryna»

на белорусский (кириллица и латиница) и русский языки


Даниил Лазько


Туапсе, 25 октября 2026 г.


О стихотворении

«Guzik pana Wiktoryna» («Пуговица пана Викторина») — оригинальная польская стихотворная гавенда в духе Владислава Сырокомли (Людвика Кондратовича, 1823–1862). Это не пастиш и не реконструкция какого-либо его произведения: сюжет, персонажи и финал самостоятельны, а от поэтики Сырокомли взяты общие черты — свойскость, мягкая ирония, знание быта литовско-белорусской провинции и сочувствие простому человеку. Мицкевичевский регистр сознательно исключён: здесь нет романтической возвышенности, балладности и национального пафоса.

Сюжет — сельский анекдот первой половины XIX века. Обедневший шляхтич Викторин Борковский собирается на осеннюю ярмарку, бережёт остатки панского блеска и требует, чтобы его величали «ясновельможным». В корчме он сгоняет мельника Уласа с тёплого места у печи. На обратном пути его бричка увязает у мельничной плотины, и помогают ему именно те, кого он унизил. Шляхтич лезет в грязь вместе с мужиками и теряет в ней пуговицу. Через год он садится у порога, где когда-то сидел мельник, и платит за мёд наличными, а не мелом в долг.

Смысловой центр стихотворения — пуговица. В начале герой прячет пустую петлю от пропавшей ещё при деде пуговицы; в финале открыто носит обе пустые петли и на вопрос о пропаже отвечает: «Под мельницей осталась». Мораль нигде не высказана прямо: о достоинстве человека говорят его поступок, место за столом и предмет, который больше не нужно скрывать.

Форма оригинала — польский тринадцатисложник 7+6 с женской цезурой и женскими клаузулами, парная рифмовка AABB, девятнадцать четверостиший.

О переводах

Общий принцип

Оба перевода — авторские: автор переводит собственный текст и поэтому вправе заменять отдельные детали равноценными, если буквальная передача разрушает метр или естественность языка. Неизменными остаются сюжетная механика, мотив пуговицы и кольцевая композиция, этика Уласа (помощь без упрёка и без торжества) и отказ от прямой морали. Все потери названы ниже открыто.

Белорусский перевод

Размер — силлабический тринадцатисложник 7+6 с женской цезурой, то есть та же метрическая сетка, что в оригинале. Для белорусского стиха это не калька: силлабический стих польского образца был обычной формой белорусской поэзии XIX века (Винцент Дунин-Марцинкевич), и для гавенды эта форма родная. Орфография — официальная; правило чередования у/ў соблюдено. Число слогов, место цезуры и положение ударения перед цезурой и в клаузуле проверены во всех 76 строках.

Основные решения. Польское «on przez chwilę wierzył» передано действием: «ён з брычкі прыўзняўся» — герой привстаёт, отвечая на поклоны, предназначенные колоколу. Каламбур «Kreda swoje znaczy» заменён белорусской игрой с глаголом «лічыць» (полагать и считать): Лейзар говорит «Як ясны пан лічыць», а «крэйдачка на бэльцы лічыць, не вялічыць». Скептическое «gdzieś pod Kojdanowem» компенсировано гиперболой «ля Нясвіжа трымалі ўсё продкі». Кольцо «дзеда / суседа» связывает II и XIX строфы; каганец заменён лучиной.

Потери: «a herb ponad siebie» передано как «герб — не па кішэні»: ирония сместилась с самовозвеличения на несоответствие родовой гордости и кошелька (слово «кішэня» возвращается в XVIII строфе: «з грашом у кішэні»); польский «dwór» стал «хатой»; «niemłody» (о сивке) заменено на «без пароды», что заостряет шутку с родословными, но снимает возраст коня; опущено «siwek parskał w błoto»; «aż po piastę» (по ступицу) заменено идиомой «ні ўлева, ні ўправа»; в сравнении «szlachcic z sądu z aktem» потерян суд («з пячаткай на акце»); «zaklął, nie srodze» (беззлобно ругнулся) опущено; «nic już nie prawił» (больше ничего не говорил) заменено на «і не камандуе» — смирение показано через отказ от приказного тона, а не через молчание; «cichutko» (тихонько) — оборотом «ад слова да слова»; жест «palcem w dziurkę stukał» ослаблен до «пятлі кранаўся».

Белорусская латиница

Латинская версия — транслитерация белорусского кириллического текста по правилам классической белорусской латинки (ł / l, ŭ, č, š, ž, ć, ś, ź, ń, je / ie и т. д.). Мягкость обозначается там, где она обозначена в кириллице (мягкий знак, йотированные гласные); ассимилятивная мягкость, не отражённая в кириллической орфографии, не передаётся. Метр и рифмы те же, что в кириллической версии.

Русский перевод

Размер — шестистопный ямб с женской цезурой после седьмого слога и женскими клаузулами. Он даёт ровно 13 слогов в раскладке 7+6, то есть сетку оригинала, но с регулярностью русской силлабо-тоники: русский силлабический тринадцатисложник звучал бы архаично, по-допетровски. Во всех 76 строках ударения многосложных слов стоят только на чётных слогах, а 6-й и 12-й слоги ударны; односложные слова на слабых местах допускаются по обычной норме русского ямба. Ударение в имени — Ула́с, по белорусской норме.

Основные решения. Сцена с колоколом передана, как и в белорусском, жестом: «все шапки поснимали — и он приподнялся». Каламбур с мелом построен на глаголе «считать»: Лейзор «пана величает», «но мел в руке он держит: мел своё считает». «Gdzieś» передано концовкой «что под Слуцком где-то». В отличие от белорусской версии, восстановлено беззлобное ругательство мельника: «лишь плюнул в руки, буркнув брань скороговоркой». «Albo to rachunek?» передано вопросом «Разве дело в счёте?». Польское «nic już nie prawił» (больше ничего не говорил) уточнено: «и родню не славил» — умолкают именно речи о предках. Польское «a herb ponad siebie» передано идиомой «а герб — выше крыши», которая к иронии оригинала добавляет образ бедной крыши; молитвенная формула «Panie, świeć mu w niebie» заменена ироническим «смотрит ныне свыше» — пан и с небес смотрит сверху вниз.

Потери: опущено «siwek parskał w błoto»; одно колесо, севшее «почти по ступицу», заменено колёсами, севшими «как в трясине»; в сравнении «szlachcic z sądu z aktem» потерян суд; «cichutko» заменено восклицанием «разговоров сколько!»; «niemłody» — выражением «хилого здоровья»; жест «palcem w dziurkę stukał» — словами «дырку показал он».

Имена и реалии

Ułas — Улас (бел. и рус.); Lejzor — Лейзар (бел.), Лейзор (рус.); Pacewicz — Пацэвіч, Пацевич; Janek — Янка (бел.), Янек (рус.). Валока (польск. włóka) — земельная мера Великого княжества Литовского со времён волочной померы 1557 года: 30 моргов, около 21 гектара; «полволоки» означает очень скромное владение для шляхтича. Жупан — длинный шляхетский кафтан. Фара (бел.) — приходской костёл. Шынквас (бел.) — стойка в корчме. Грэбля, гать — плотина или насыпная дорога у мельничного пруда. Гонты — деревянная кровельная дранка. Запись долга мелом — старый обычай корчмы; от него польское выражение «na kredę» («в долг»), которое делает сцену с мелом понятной польскому читателю без пояснений.


Гузік пана Вікторына

Даниил Лазько

Аўтарскі пераклад з польскай


Пан Вікторын Баркоўскі (спіць у Божай сені)

меў валоку пад лесам, герб — не па кішэні.

Хата з адной старонкі на дрыне стаяла,

а пра продкаў — і ночы яму было мала.


Перад кірмашом зранку — астаткі раскошы —

на гузікі ён хукаў, як бедны на грошы.

Сем засталося; восьмы згубіўся за дзеда,

а пятліцу пустую хаваў ад суседа.


Пярсцёнак з гербам гладзіў рукавом, сліною,

знаў яго лепш, чым межу, даўно пад лазою;

ды ўзяў у мяне сіўку — конь быў без пароды —

і ўжо ў карчме за мёдам складаў радаводы.


«Толькі, суседзе, — кажа, — будзьце асцярожны:

клічце мяне пры людзях: „пан яснавяльможны“».

Рушыў. Брычка рыпела, ды ўся ў старых латах,

а пан сядзеў так годна, нібы на дукатах.


На кірмашы ля фары — гразі па калена,

сяляне жыта мераць, ад рання йдзе мена;

калі ўехаў Баркоўскі, з вежы звон азваўся:

шапкі ўсе пазнімалі — ён з брычкі прыўзняўся.


У карчме поўна дыму і пахне капустай,

мокрым дрэвам, кажухам і шкваркаю тлустай;

каля самае печы, дзе найцяплей грэла,

Улас-млынар сушыўся — аж пара ляцела.


«Пасуньцеся, млынару, — сказаў пан звысоку, —

тут сядаў мой дзядуля», — і зыркнуў ён збоку.

Улас устаў, ні слова, сеў каля парога,

дзе рыпяць дзверы й цягне, — здаў на волю Бога.


«Мёду! — гукнуў ён потым, — і з лепшае бочкі!»

Лейзар крэйдай на бэльцы падоўжыў радочкі;

а бэлька над шынквасам ад самага жніва

уся ад панскіх рысак, як пад снегам, сіва.


Я, як і абяцаўся, казаў: «Ясны пане»,

Пацэвіч, стары шляхціц, хаваў нос у збане;

Лейзар кланяўся нізка: «Як ясны пан лічыць», —

а крэйдачка на бэльцы лічыць, не вялічыць.


Расказваў: ля Нясвіжа трымалі ўсё продкі,

а хто спытаў пра жыта — адказ быў кароткі.

А я ведаю: ў полі снапы пачарнелі,

і на новыя гонты грошы не ўцалелі.


Улас з парога кінуў: «Едзьце ўзгоркам, пане,

бо ля млына на грэблі брычка ў гразі стане».

«Не вучыце, млынару, як ездзяць па тракце», —

і выйшаў, як той шляхціц з пячаткай на акце.


Змяркалася. Пад млынам, на грэблі ля става,

брычка ў кісель асела — ні ўлева, ні ўправа.

Сіўка рвануўся двойчы — і трэснула спіца,

а конь увесь у мыле, ад яго дыміцца.


Пан клікаў: «Гэй там, людзі!» — толькі шум плаціны.

І стаяў (сам прызнаўся) каля паўхвіліны,

глядзеў на свае боты, на жупан чысцюткі,

нібы ўжо з карчмы беглі за ім следам чуткі.


Аж тут Улас ад млына вядзе з сабой сына;

Янка — з дрынам, праз лужы ім свеціць лучына.

Ні пра карчму не ўспомніў, ані пра дарогу,

толькі плюнуў у жмені — і стаў на падмогу.


«Патрымайце лучыну, — сказаў, — а мы самі».

Пан аддаў яе Янку і ўлез з мужыкамі.

Па локаць у балоце, пан спіцы хапае,

Улас дрынам падважыць, сіўка налягае.


Выйшла кола. А гузік прапаў у той багне.

Шукаць? Хто ж там шукае, хто гузіка прагне!

Улас у млыне спіцу з ясеня ўладкуе,

а пан сядзіць на лаве — і не камандуе.


Тут Уласіха хлеба і сыру падае,

а пан рукавом брудным вусы выцірае.

«Што вінен вам, Уласе?» — «Хіба ж то рахунак?

На кірмашы калісьці пастаўце мне трунак».


Праз год пан наш Баркоўскі (сам бачыў, ей-богу)

сеў з грашом у кішэні амаль на парогу.

Лейзар у пас: «Што ясны…» — «Два мёды» — ўся мова,

а з Уласам да змроку — ад слова да слова.


Гузікаў засталося шэсць. Пятліцу дзеда

і новую ўжо болей не крыў ад суседа.

Хто пытаў пра той гузік, ён пятлі кранаўся:

«Застаўся там, пад млынам», — і далей не гнаўся.


Huzik pana Viktoryna

Daniił Łaźko

Aŭtarski pierakład z polskaj


Pan Viktoryn Barkoŭski (spić u Božaj sieni)

mieŭ vałoku pad lesam, hierb — nie pa kišeni.

Chata z adnoj staronki na drynie stajała,

a pra prodkaŭ — i nočy jamu było mała.


Pierad kirmašom zranku — astatki raskošy —

na huziki jon chukaŭ, jak biedny na hrošy.

Siem zastałosia; vośmy zhubiŭsia za dzieda,

a piatlicu pustuju chavaŭ ad susieda.


Piarscionak z hierbam hładziŭ rukavom, slinoju,

znaŭ jaho lepš, čym miežu, daŭno pad łazoju;

dy ŭziaŭ u mianie siŭku — koń byŭ biez parody —

i ŭžo ŭ karčmie za miodam składaŭ radavody.


«Tolki, susiedzie, — kaža, — budźcie asciarožny:

kličcie mianie pry ludziach: „pan jasnavialmožny“».

Rušyŭ. Bryčka rypieła, dy ŭsia ŭ starych łatach,

a pan siadzieŭ tak hodna, niby na dukatach.


Na kirmašy la fary — hrazi pa kalena,

sialanie žyta mierać, ad rannia jdzie miena;

kali ŭjechaŭ Barkoŭski, z viežy zvon azvaŭsia:

šapki ŭsie paznimali — jon z bryčki pryŭzniaŭsia.


U karčmie poŭna dymu i pachnie kapustaj,

mokrym drevam, kažucham i škvarkaju tłustaj;

kala samaje piečy, dzie najciaplej hreła,

Ułas-młynar sušyŭsia — až para lacieła.


«Pasuńciesia, młynaru, — skazaŭ pan zvysoku, —

tut siadaŭ moj dziadula», — i zyrknuŭ jon zboku.

Ułas ustaŭ, ni słova, sieŭ kala paroha,

dzie rypiać dzviery j ciahnie, — zdaŭ na volu Boha.


«Miodu! — huknuŭ jon potym, — i z lepšaje bočki!»

Lejzar krejdaj na belcy padoŭžyŭ radočki;

a belka nad šynkvasam ad samaha žniva

usia ad panskich rysak, jak pad snieham, siva.


Ja, jak i abiacaŭsia, kazaŭ: «Jasny panie»,

Pacevič, stary šlachcic, chavaŭ nos u zbanie;

Lejzar kłaniaŭsia nizka: «Jak jasny pan ličyć», —

a krejdačka na belcy ličyć, nie vialičyć.


Raskazvaŭ: la Niasviža trymali ŭsio prodki,

a chto spytaŭ pra žyta — adkaz byŭ karotki.

A ja viedaju: ŭ poli snapy pačarnieli,

i na novyja honty hrošy nie ŭcaleli.


Ułas z paroha kinuŭ: «Jedźcie ŭzhorkam, panie,

bo la młyna na hrebli bryčka ŭ hrazi stanie».

«Nie vučycie, młynaru, jak jezdziać pa trakcie», —

i vyjšaŭ, jak toj šlachcic z piačatkaj na akcie.


Zmiarkałasia. Pad młynam, na hrebli la stava,

bryčka ŭ kisiel asieła — ni ŭleva, ni ŭprava.

Siŭka rvanuŭsia dvojčy — i tresnuła spica,

a koń uvieś u myle, ad jaho dymicca.


Pan klikaŭ: «Hej tam, ludzi!» — tolki šum płaciny.

I stajaŭ (sam pryznaŭsia) kala paŭchviliny,

hladzieŭ na svaje boty, na župan čysciutki,

niby ŭžo z karčmy biehli za im sledam čutki.


Až tut Ułas ad młyna viadzie z saboj syna;

Janka — z drynam, praz łužy im sviecić łučyna.

Ni pra karčmu nie ŭspomniŭ, ani pra darohu,

tolki plunuŭ u žmieni — i staŭ na padmohu.


«Patrymajcie łučynu, — skazaŭ, — a my sami».

Pan addaŭ jaje Janku i ŭlez z mužykami.

Pa łokać u bałocie, pan spicy chapaje,

Ułas drynam padvažyć, siŭka nalahaje.


Vyjšła koła. A huzik prapaŭ u toj bahnie.

Šukać? Chto ž tam šukaje, chto huzika prahnie!

Ułas u młynie spicu z jasienia ŭładkuje,

a pan siadzić na łavie — i nie kamanduje.


Tut Ułasicha chleba i syru padaje,

a pan rukavom brudnym vusy vyciraje.

«Što vinien vam, Ułasie?» — «Chiba ž to rachunak?

Na kirmašy kaliści pastaŭcie mnie trunak».


Praz hod pan naš Barkoŭski (sam bačyŭ, jej-bohu)

sieŭ z hrašom u kišeni amal na parohu.

Lejzar u pas: «Što jasny…» — «Dva miody» — ŭsia mova,

a z Ułasam da zmroku — ad słova da słova.


Huzikaŭ zastałosia šesć. Piatlicu dzieda

i novuju ŭžo bolej nie kryŭ ad susieda.

Chto pytaŭ pra toj huzik, jon piatli kranaŭsia:

«Zastaŭsia tam, pad młynam», — i dalej nie hnaŭsia.


Пуговица пана Викторина

Даниил Лазько

Авторский перевод с польского


Мир праху: пан Викторин смотрит ныне свыше;

имел он полволоки, а герб — выше крыши.

Усадьба покосилась, жердью подпиралась,

а речь его о предках за ночь не кончалась.


Пред ярмаркой с рассвета, сев на край скамейки,

грел пуговки дыханьем, как бедняк копейки.

Осталось семь; восьмая сгинула у деда,

а дырочку пустую прятал от соседа.


Печатку с гербом чистил рукавом, слюною,

а герб он знал получше пашни с лебедою;

взял у меня он сивку хилого здоровья —

в корчме ж ему за мёдом плёл он родословья.


«Сосед, — твердит он, — знайте ваш долг непреложный:

зовите при народе: „пан ясновельможный“».

Поехал. Бричка ныла, старая, в заплатах,

а пан сидел так важно, будто на дукатах.


На ярмарке, у храма, грязи по колено,

мужик с утра сбывает рожь, ячмень и сено;

когда въезжал Борковский, благовест раздался:

все шапки поснимали — и он приподнялся.


В корчме дымило густо, в нос шибало духом:

капустой и дровами, салом и кожухом;

в углу у самой печи, там, где жарко было,

Улас сушился, мельник, — пар валил — аж мило.


«А ну-ка, мельник, встаньте, — пан распорядился, —

здесь дедушкино место», — тут же покосился.

Улас, не молвив слова, пересел к порогу,

где дверь скрипит и дует, — предоставил Богу.


Потом: «Медку! — воскликнул, — да из лучшей бочки!»

А Лейзор мелом ставит две на балке точки;

а балка над прилавком с жатвы — вся до края

от панских этих точек, как в снегу, седая.


Я, как и обещался, звал его «пан ясный»,

Пацевич носом в кружку тыкался, весь красный;

а Лейзор гнётся низко, пана величает,

но мел в руке он держит: мел своё считает.


Рассказывал о землях, что под Слуцком где-то,

а кто спросил про жито — не было ответа.

А я-то знаю: жито в мокрых копнах сгнило,

и в сундуке на гонты денег не хватило.


Улас, уже с порога: «Пане, лучше — горкой,

у мельницы на гати — не пройдёшь шестёркой».

«Не вам учить, мой мельник: езжу только трактом».

И вышел, как выходит шляхтич с важным актом.


Смеркалось уж. Подъехал к мельнице, к плотине —

в грязи колёса брички сели, как в трясине.

Рванулся сивка дважды — хрясь! — и нету спицы,

а конь, весь в мыле, тяжко дышит и дымится.


Пан звал: «Эй, люди, где вы?» — лишь вода шумела.

Стоял — потом признался — мялся он несмело:

на сапоги глядел он, свой жупан, застёжки,

как будто там, в корчме, все смотрят сквозь окошки.


Вдруг свет: Улас с сынишкой, Янком, от плотины;

шагают с жердью в лужах, светит им лучина.

Ни про корчму ни звука, ни про путь тот горкой —

лишь плюнул в руки, буркнув брань скороговоркой.


«Свет подержите, пане, — кинул, — мы уж сами».

А пан, отдав лучину, влез в грязь с мужиками.

Рукав в грязи по локоть, пан за спицы взялся,

Улас подважил жердью, сивка постарался.


Пошло. А вот пропала пуговка в болоте.

Искать? Никто не думал при такой работе.

Сам мельник дома спицу новую поставил,

а пан сидел на лавке и родню не славил.


Хозяйка хлеба с сыром ставит, угощает,

а рукавом — тем грязным — ус пан утирает.

«Улас, что я вам должен?» — «Разве дело в счёте?

На ярмарке однажды чарку поднесёте».


А через год Борковский (сам видал, ей-Богу)

с деньгой в кармане сел он к самому порогу.

Тут Лейзор: «Что вельможный…» — «Мёду — два», — и только.

А с мельником до ночи — разговоров сколько!


Шесть пуговиц осталось; дырку ту, от деда,

и новую — не прятал вовсе от соседа.

Спросили — где пропажа? — дырку показал он:

«Под мельницей осталась», — больше не искал он.


Туапсе, 25 октября 2026 г.

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Wspieraj Poetica.pl

Tutaj najważniejsze są słowa — bez reklam, bez hałasu, bez rozpraszaczy.

Jeśli chcesz pomóc nam pisać dalszy ciąg Poetica.pl, postaw nam kawę lub wesprzyj nas na Patronite.

Dziękujemy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.