Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Luśnia

daniil-lazko

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
29 września 2026·28 min czytania·1 Odwiedziny

Luśnia

gawęda poetycka w duchu Władysława Syrokomli

Daniil Lazko

Tuapse, 29 września 2026 r.

❧

Ledwo mgła się podniosła nad zimnym ścierniskiem,

A już wóz od obory wytoczył się z piskiem.

Siwka szła po swojemu, wolno, jak co roku,

A przy krzyżu przydrożnym przystanęła z boku:

Wiedziała, że tu Michał przeżegna się krótko

I ruszy, coś pod wąsem mamrocząc cichutko.

Na zagonie za olszą stały kopy w rzędzie.

Owies dobry, wyschnięty — na noc w gumnie będzie.

Tak rachował od wtorku, a żona: „Michale,

Póki owies na polu, nie chwal się zuchwale!”


Był to chłop niewysoki, suchy niby tyczka,

A twardy i sękaty jak na miedzy dziczka.

W łapciach, w szarej siermiędze, przepasany krajką

I z nieodłączną w zębach, zawsze pustą fajką,

Bo tytoń, tak powiadał, to rzecz na niedzielę,

A w tygodniu i pusta fajka znaczy wiele.

Czy grad, czy cielę w nocy, czy pożar w Łosinie —

On zawsze: „A wiedziałem!” I tak go zwą w gminie.

Z Siwką gadał jak z żoną, a z żoną — jak z Siwką:

Krótko, a po robocie częstował je śliwką.


Przy kopie splunął w garście i chwycił za widły,

Co mu przez lat czterdzieści nigdy nie obrzydły.

Podawał snopy w górę i sam je układał

Kłosem w środek — tak zawsze ojciec mu powiadał.

Pot mu spływał spod czapki i szczypał go w oczy,

Otarł czoło rękawem — robota się toczy.

Wóz ten zbił sam przed laty i chwalił w gromadzie,

Że i wnuk nim pojedzie, jeśli będzie w ładzie.

Pierwszy wóz poszedł gładko i drugi jak z płatka.

A gdzie trzeci? Tu, bracie, zaczyna się gadka.


Z młodym Antkiem Kulikiem, co orze za miedzą,

Michał był wtedy w sporze. O co — sami wiedzą.

Poszło, mówią, o gruszę — na granicy rosła,

Na obie strony gruszki jednakowo niosła;

Każdy mówił: „To moja!”, a grusza milczała.

Tymczasem gruszki świniom co rok oddawała.

Inni prawią, że wcześniej, gdy były ostatki,

Antek w karczmie się zaśmiał z Michałowej łatki.

Jak było — Bóg wie lepiej. Dość, że od tej chwili

Ani razu przed sobą czapką nie ruszyli.


Po południu od Niemna niebo posiniało,

Wiatr szarpnął brzozą w rowie i kurzem zawiało.

Jaskółki tuż nad rżyskiem cięły jak nożyce,

Pastuch zawczasu krowy gnał z łąk na ulicę.

Od kościoła za borem dzwonili na burzę,

A Michał łypnął okiem na to, co tam w górze,

Nasunął czapkę niżej i przyspieszył kroku —

Ostatni wóz ładował w pyle, jak w obłoku.

Żona z płachtą przybiegła: „Mówiłam, Michale!”

A on na to: „Wiedziałem” — i nie patrzył wcale.


Już pierwsze grube krople stuknęły w drabinę,

Gdy koło za olszyną wpadło w koleinę.

Pękła luśnia przy kole — sucho, jak gałązka,

Wóz się przechylił, z wierzchu zsunęła się wiązka.

Siwka szarpnęła mocno raz, drugi — i stała,

Łeb spuściła do ziemi i ciężko sapała.

Michał podparł drabinę ramieniem — i w krzyżu

Łupnęło mu, jak w luśni, co pękła w pobliżu.

Stał zgięty wpół nad rowem — i pierwszy raz może

Nie wiedział, co ma robić. Szepnął tylko: „Boże...”


Aż tu od strony gruszy, w deszczu, bez pośpiechu,

Szedł Antek z koniem, z drągiem — bez słów, bez uśmiechu.

Rzucił okiem na luśnię, na wóz, na Michała.

Nie rzekł nic — bo i po co? Robota wołała.

Wsunął drąg pod drabinę, związał go powrozem,

Kasztana wprzągł przed Siwkę i stanął za wozem.

Szarpnęły naraz konie, stęknęli dwaj chłopi —

I wóz wylazł z kolein. Niech teraz deszcz kropi!

Tak doszli aż do gumna: ten z lejcami w ręku,

Tamten z drągiem przy kole — i obaj bez jęku.


Deszcz już lunął na dobre — bębnił w strzechę gumna,

Siwka parskała w kącie, zmęczona, lecz dumna.

Jeden podawał snopy, drugi je układał,

I żaden o tej gruszy niczego nie gadał.

Gdy ostatni snop spoczął pod samą powałą,

Michał sięgnął po kapciuch dłonią już zgrabiałą,

Nabił fajkę tytoniem, co był na niedzielę,

Antkowi podał kapciuch. Niby to niewiele.

W progu gumna stanęli i dym szedł w ulewę,

I widzieli, jak woda niesie z drogi plewę.


Rzekł wreszcie Antek cicho, zapatrzony w pole:

„Luśnię jutro przyniosę. Mam jesion w stodole.”

A Michał puścił dymek i mruknął: „Wiedziałem.”

Co wiedział — nie dociekam. Ja tam nie pytałem.

Kulikowa zaś twierdzi, że się uśmiechali,

Ale ona, jak wiecie, widzi wszystko z dali.

Potem Antek z kasztanem ruszył w deszcz, do chaty,

Okryty przez Michała płachtą całą w łaty.

A grusza? Grusza stoi i rodzi, jak rodzi,

Lecz teraz dwóch z koszami pod nią zbierać chodzi.


Pod wieczór się przetarło nad pustym zagonem,

Anioł Pański szedł z boru długim, cichym dzwonem.

Michał zdjął z głowy czapkę, przeżegnał się z wolna,

Parowała pod stopą mokra droga polna.

Pod żurawiem, przy studni, wiódł klacz do koryta

I stał, patrząc, jak pije — powoli, do syta.

Z progu żona wołała: „Chodź jeść, bo wystygnie!”

A on: „Zaraz” — i czekał, aż Siwka łeb dźwignie.

Tliła mu się fajeczka jak robaczek w trawie —

Choć to czwartek. Tak było — a przynajmniej prawie.

❧


Analiza literacka

1. Założenie i temat

„Luśnia” jest oryginalną gawędą poetycką napisaną w duchu Władysława Syrokomli (właśc. Ludwika Kondratowicza, 1823–1862), poety dawnych ziem litewsko-białoruskich, który sam siebie widział w roli wiejskiego lirnika. Utwór nie parafrazuje żadnego z jego tekstów i nie przejmuje rozpoznawalnych wersów, fabuł ani postaci. Przejmuje natomiast sposób patrzenia na świat: swojskość, uważność na rzecz i gest, życzliwy humor oraz przekonanie, że mała historia z jednego pola może unieść wagę całego ludzkiego losu.

Tematem jest chłop przy pracy. Stary gospodarz Michał zwozi w późnoletni dzień ostatnie kopy owsa, gdy od Niemna nadciąga ulewa. Pęka luśnia — drążek podpierający drabinę wozu — koń ustaje, a gospodarz po raz pierwszy czuje, że sam już nie podoła. Pomoc przychodzi od młodego sąsiada, z którym Michał był w sporze. Pojednanie dokonuje się bez słów, przez wspólną pracę.

2. Forma wersyfikacyjna

Utwór liczy dokładnie sto wersów ułożonych w dziesięć strof dziesięciowersowych. Miarą jest trzynastozgłoskowiec ze średniówką po siódmej sylabie (7+6), z akcentem na przedostatniej sylabie przed średniówką i w klauzuli — wiersz, który w polskiej poezji XIX wieku stał się naturalnym nośnikiem opowieści epickiej i gawędy. Rymy są parzyste (aabb) i konsekwentnie żeńskie.

Regularność metrum nie jest tu ozdobą, lecz tempem opowiadania. Zdanie zwykle zamyka się razem z wersem albo dwuwierszem, dzięki czemu tekst brzmi jak spokojna mowa gawędziarza. Przerzutnie są rzadkie i pojawiają się tam, gdzie służą napięciu: w scenie, w której Michałowi „w krzyżu / Łupnęło”, łamanie wersu powtarza łamanie się ciała. Rym wynika z sensu, a nie odwrotnie; tam, gdzie trzeba było wybierać, pierwszeństwo miała naturalność składni.

3. Kompozycja

Dziesięć strof tworzy wyraźną, niemal dramatyczną linię. Strofa pierwsza otwiera się konkretem: mgłą, skrzypiącym wozem, klaczą, która sama przystaje przy przydrożnym krzyżu. Druga i trzecia pokazują bohatera w działaniu — jego wygląd, nawyki, sposób trzymania wideł i dumę z własnoręcznie zbitego wozu. Czwarta jest gawędziarską dygresją o sporze z sąsiadem. Piąta przynosi zmianę pogody, szósta — katastrofę. Siódma wprowadza pomoc, ósma pokazuje wspólną pracę w gumnie, dziewiąta — kilka słów, plotkę i dalsze losy gruszy. Dziesiąta zamyka dzień wieczornym obrazem przy studni.

Kompozycja jest pierścieniowa. Utwór zaczyna się przy krzyżu, gdzie Michał „przeżegna się krótko”, bo spieszy się do pracy, a kończy dzwonem na Anioł Pański, gdy „przeżegnał się z wolna”. Między tymi dwoma znakami krzyża mieści się cała przemiana bohatera: od pośpiechu i pewności siebie do spokoju człowieka, który przyjął pomoc.

4. Narrator-gawędziarz

Narrator jest miejscowym opowiadaczem, który zna drogę, pole, przezwiska i plotki. Nie jest wszechwiedzący i nie udaje, że jest: przytacza sprzeczne wersje sporu („Poszło, mówią…”, „Inni prawią…”), oddaje sprawę Bogu („Jak było — Bóg wie lepiej”), przyznaje się do niewiedzy („Co wiedział — nie dociekam. Ja tam nie pytałem”) i z uśmiechem powołuje się na świadka niepewnego („Kulikowa zaś twierdzi…” — „ale ona, jak wiecie, widzi wszystko z dali”). Zwraca się do słuchacza wprost: „Tu, bracie, zaczyna się gadka”.

Ta niepewność nie osłabia opowieści, lecz nadaje jej prawdę pamięci zbiorowej. Historia nie pochodzi z kroniki, tylko z ludzkiego opowiadania, więc ma prawo być nieco inna, niż się wydarzyła. Ostatni wers — „Tak było — a przynajmniej prawie” — jest podpisem gawędziarza pod całym utworem.

5. Bohater: Michał „Wiedziałem”

Michał nie jest idealnym „szlachetnym chłopem”. Jest dumny, uparty, oszczędny, małomówny i przekonany o własnej racji. Przezwisko zawdzięcza jednemu powiedzonku: cokolwiek się stanie, on zawsze „wiedział”. Tytoń pali tylko w niedzielę, a w tygodniu gryzie pustą fajkę; z klaczą rozmawia jak z żoną, z żoną jak z klaczą, obie zaś po robocie częstuje śliwką. Te śmiesznostki opisane są bez cienia pogardy: narrator śmieje się razem z bohaterem, nigdy z jego biedy.

Przemiana bohatera zapisana jest w jednym słowie. Człowiek, który „zawsze wiedział”, po raz pierwszy w życiu „nie wiedział, co ma robić”. Gdy pod koniec dnia znów mówi „Wiedziałem”, słowo zmienia znaczenie: nie brzmi już jak przechwałka i daje się czytać jako ciche przyznanie, że w sąsiedzie od początku było coś dobrego. Narrator rozsądnie nie rozstrzyga, co Michał właściwie „wiedział”.

6. Świat przedstawiony

Wieś jest materialna i zamieszkana. Rzeczy można tu zobaczyć, usłyszeć, dotknąć i powąchać: ściernisko, kopy owsa, widły, siermięga, krajka, łapcie, kapciuch, drabina wozu, luśnia, koleina, gumno, strzecha, powała, żuraw nad studnią, koryto. Pojawiają się realia miejsca i czasu: Niemen, bór, kościół za borem, karczma, ostatki, gromada, gmina, sąsiednia wieś Łosina.

Przyroda najpierw jest sobą: deszcz pada jako deszcz, wiatr szarpie brzozą, jaskółki latają nisko przed burzą. Dopiero potem obraz zyskuje drugie znaczenie. Najlepszym przykładem jest sama luśnia: pęka „sucho, jak gałązka”, a chwilę później Michałowi „w krzyżu / Łupnęło… jak w luśni”. Metafora nie jest dopisana do rzeczywistości, lecz z niej wyrasta. Człowiek i jego wóz starzeją się razem.

7. System motywów

Motywy nie są w utworze ozdobą, lecz jego szkieletem. Każdy wraca w innej funkcji i razem z bohaterem przechodzi drogę od sporu do zgody:

Motyw Pojawienie się Przemiana Zamknięcie

Fajka i tytoń pusta fajka w tygodniu, tytoń „na niedzielę” w czwartek Michał nabija fajkę niedzielnym tytoniem i podaje kapciuch Antkowi fajeczka tli się „jak robaczek w trawie — choć to czwartek”

Czapka zdjęta przy przydrożnym krzyżu sąsiedzi „ani razu przed sobą czapką nie ruszyli” czapka zdjęta na Anioł Pański

Grusza na miedzy przyczyna sporu; gruszki idą dla świń Antek nadchodzi „od strony gruszy” „teraz dwóch z koszami pod nią zbierać chodzi”

„Wiedziałem” przezwisko w gminie; odpowiedź na „Mówiłam” „Nie wiedział, co ma robić” „Wiedziałem” jako ciche przyznanie

Luśnia i wóz duma z wozu: „jeśli będzie w ładzie” luśnia pęka, w krzyżu „łupnęło” „Luśnię jutro przyniosę”

Łata kpina w karczmie z Michałowej łatki — płachta „cała w łaty” okrywa Antka w drodze do domu

Dzwon dzwonią „na burzę” — Anioł Pański „długim, cichym dzwonem”

Dach nad plonem „na noc w gumnie będzie” wóz grzęźnie w koleinie ostatni snop „pod samą powałą”

Czytelnik nie potrzebuje morału. Wystarczy, że widzi fajkę zapaloną w czwartek.

8. Humor, ironia, melancholia

Humor wyrasta z charakteru ludzi i z sytuacji: z przezwiska, z pustej fajki, z gruszy, która „jednakowo” rodzi na obie strony, podczas gdy właściciele się kłócą, z żony, która mówi „Mówiłam”, gdy mąż odpowiada „Wiedziałem”, z okrzyku „Niech teraz deszcz kropi!”, rzuconego w chwili, gdy ulewa dopiero się rozkręca. Ironia jest łagodna i nigdy nie dotyka biedy.

Melancholia płynie z sytuacji, nie z deklaracji. Stary człowiek po raz pierwszy czuje, że ciało go zawodzi, i szepcze tylko „Boże…”. Ten moment nie jest rozbudowany ani skomentowany — i właśnie dlatego działa. Zakończenie jest pogodnie melancholijne: dzień się kończy, plon ocalał, żona woła na kolację, a gospodarz czeka, aż klacz się napije.

9. Religijność

Wiara pokazana jest przez konkret, tak jak praca i ziemia: przydrożny krzyż, przy którym klacz sama przystaje, szybki znak krzyża rano i powolny wieczorem, dzwonienie na burzę — dawny zwyczaj, w którym bicie dzwonów miało odpędzać nawałnicę — półgłośne „Boże…” i dzwon na Anioł Pański. Nie ma tu traktatu ani pouczenia; religijność jest rytmem dnia, tak samo naturalnym jak orka i żniwa.

10. Poetyka Syrokomli w „Luśni”

Syrokomla uczynił z gawędy formę, w której opowiadacz, słuchacz i wspólna pamięć są równie ważni jak fabuła. Jego świat to prowincja nad Niemnem — przez lata dzierżawił Załucze nad Niemnem — ludzie prości, ich obyczaj, praca i wiara, oglądane z bliska i z sympatią. Nazywano go lirnikiem wioskowym, poetą swojskości.

„Luśnia” przejmuje z tej poetyki zasady, a nie gotowe rozwiązania. Po pierwsze: najpierw człowiek i jego praca, dopiero potem refleksja. Po drugie: głos narratora jako członka wspólnoty, a nie wszechwiedzącego autora. Po trzecie: mowa prosta, lekko stylizowana, bez nadmiaru archaizmów. Po czwarte: humor jako forma czułości. Po piąte: krajobraz rozpoznawalny, zamieszkany i nazwany po imieniu.

W jednym ważnym punkcie utwór odchodzi przy tym od wzorca. Gawęda Syrokomli bywała często gawędą szlachecką, opowiadaną z perspektywy zaścianka lub dworu. Tutaj opowiada ktoś ze wsi, a bohaterem jest chłop. Duch swojskości zostaje zachowany, lecz perspektywa jest przesunięta: to nie dwór patrzy na chłopa, tylko wieś opowiada o sobie samej.

11. Sens utworu

Na poziomie dosłownym jest to opowieść o jednym dniu zwózki. Na poziomie głębszym — o granicy samowystarczalności. Człowiek, który przez całe życie wiedział wszystko najlepiej i sam zbił swój wóz, dowiaduje się, że nie wszystko uniesie sam. Godność pracy nie zostaje tu ogłoszona, lecz pokazana w geście: w splunięciu w garście, w ułożeniu snopów kłosem do środka, w tym, że gospodarz nie idzie na kolację, dopóki klacz się nie napije.

Utwór mówi też o pojednaniu, które nie potrzebuje słów. Spór zaczął się od słów — od kpiny w karczmie — a kończy się czynem: drągiem pod drabiną, wspólnym szarpnięciem, podanym kapciuchem i płachtą narzuconą na plecy. Największa zmiana zapisana jest w najmniejszym szczególe: tytoń odkładany na niedzielę zostaje zapalony w czwartek. Zwykły dzień staje się świętem nie dlatego, że coś ogłoszono, lecz dlatego, że dwóch ludzi znów pracowało razem.

12. Wyjątkowość utworu

Wyjątkowość „Luśni” polega na połączeniu ścisłej dyscypliny formy z naturalnością opowieści. Sto wersów trzynastozgłoskowca z rymami żeńskimi brzmi jak mowa, a nie jak ćwiczenie. Tytuł jest nazwą zapomnianego przedmiotu, który okazuje się osią fabuły, obrazem starości bohatera i narzędziem pojednania — nie zdradza morału, a mimo to zawiera w sobie cały utwór.

Utwór nie jest pastiszem. Nie naśladuje dziewiętnastowiecznej polszczyzny i nie próbuje pisać „jak Syrokomla”; pisze tak, jak mógłby opowiadać ktoś, kto naprawdę zna tę wieś, tę drogę i tego człowieka. Nawiązanie do tradycji jest rozmową z nią, a nie jej kopiowaniem.

Wreszcie utwór kończy się autokorektą narratora — „a przynajmniej prawie”. To gest skromności wobec pamięci i zarazem uśmiech do czytelnika. Gawęda nie udaje kroniki; przypomina, że każda opowieść o ludziach jest trochę ich portretem, a trochę portretem tych, którzy ją przekazują.

Tuapse, 29 września 2026 r.

Daniil Lazko

Лушня · Łušnia · Люшня

Поэтические переводы гавэнды «Luśnia»

на белорусский (кириллица и латинка) и русский языки

Даниил Лазько

Туапсе, 29 сентября 2026 г.

❧

Польская гавэнда «Luśnia», написанная в духе Владислава Сырокомли, рассказывает об одном дне из жизни старого крестьянина Михала: воз с последним овсом, гроза с Немана, сломанная люшня и молчаливая помощь соседа, с которым Михал был в ссоре. Здесь она представлена в двух переводах. Белорусский текст дан в двух графиках: кириллицей по действующему правописанию и исторической белорусской латинкой. Русский перевод выполнен шестистопным ямбом.

Каждый перевод сохраняет всё существенное: сюжет, сто строк в десяти строфах по десять стихов, парную женскую рифму, характер героя, систему сквозных мотивов и голос деревенского рассказчика. При этом каждый задуман как стихотворение, которое можно читать, не зная оригинала.


Лушня

Беларуская версія · кірыліца


Ледзь імгла разышлася над сцярнёю ў полі,

Рыпнуў воз ля павеці і рушыў паволі.

Сіўка йшла, як заўсёды, ціха, крок па кроку,

А ля крыжа пры шляху прыпынілась збоку,

Бо ведала: хазяін тут перахрысціцца,

Штось прамармыча ў вусы — і далей пусціцца.

На загоне за вольхай — копы чарадою.

Авёс добры, прасохлы — на ноч пад страхою.

Так лічыў ён з аўторка, а жонка казала:

«Хваліць авёс у полі — то розуму мала!»


Быў ён сам невысокі, сухі, нібы тычка,

А цвёрды й сукаваты, як на мяжы дзічка.

У лапцях, у сярмязе, ды з крайкай старою

І з нязменнаю люлькай, заўсёды пустою,

Бо тытунь, — так казаў ён, — гэта рэч на свята,

А ў будні і пустая люлька — ўжо багата.

Ці град, ці цяля ўночы, пажар у Ласіне —

Ён заўжды: «А я ведаў!» Так празвалі ў гміне.

З Сіўкай мовіў, як з жонкай, а з жонкай — як з Сіўкай:

Скупа, ды пасля працы частаваў іх сліўкай.


Плюнуў ля капы ў жмені і ўзяўся за вілы,

Што яму з маладосці былі сэрцу мілы.

Падаваў снапы ўгору і сам іх укладваў:

Каласы ўнутр, як трэба, — так бацька загадваў.

Цёк па твары з-пад шапкі пот і шчыпаў вочы —

Рукавом яго змахваў, да працы ахвочы.

Воз той сам збіў калісьці, хваліў у грамадзе,

Што й унук ім паедзе, калі будзе ў ладзе.

Першы воз пайшоў гладка, і другі — як з горкі.

А дзе трэці? Тут, браце, пачатак гаворкі.


З маладзенькім Антосем — за мяжой ён дома —

Быў Міхал тады ў сварцы. Пра што — ім вядома.

Кажуць, спрэчка — з-за грушы: на ўзмежку стаяла,

На абодва загоны грушы роўна слала;

Кожны лічыў сваёю, а груша маўчала,

А сама свінням грушы штогод аддавала.

А другія гавораць: у карчме, ў запусты,

Антось кпіў з яго латак: маўляў, як з капусты.

Як было — Богу лепей; але, як казалі,

Ані разу пры стрэчы шапак не знімалі.


Як мінуў ужо поўдзень, ад Нёмана — хмара,

Вецер рвануў бярозу — пыл пайшоў з-за яра.

Ластаўкі над іржышчам стрыглі, як нажніцы,

Пастух раней гнаў статак ад лясной крыніцы.

Ад касцёла за борам званілі, бо бура,

Міхал зірнуў угору спадылба і хмура,

Шапку ніжэй насунуў і прыбавіў кроку —

Воз апошні накладваў у пыле, бы ў змроку.

Жонка з радном прыбегла: «Казала ж, Міхале!»

А ён ёй: «А я ведаў!» — не зірне ў запале.


Ужо буйныя кроплі застукалі ў спіну,

Калі кола за вольхай села ў каляіну.

Лушня трэснула суха, як тая галіна,

Воз схіліўся, і збоку абвісла драбіна.

Шарпанулася Сіўка раз, другі — і стала,

Галаву апусціла і дробна дрыжала.

Міхал падпёр драбіну — ажно ў паясніцы

Хруснула, як у лушні, пад шум навальніцы.

Сагнуты, стаў над ровам — і ўпершыню, можа,

Не ведаў, што парадзіць. Шапнуў толькі: «Божа…»


Раптам ад самай грушы, пад дажджом, без спеху, —

Антось з канём і з жэрдкай, без слоў і без смеху.

Кінуў вокам на лушню, на воз, на Міхала.

Ён ні слова — навошта? Праца не чакала.

Жэрдку ўгнаў пад драбіну — вось яму й падмога! —

Перад Сіўкай упрог ён свайго варанога.

Налеглі коні й хлопы — шлея ледзь не рвецца —

Воз вылез з каляіны. А дождж — няхай льецца!

Так і дайшлі дадому: той з лейцамі ў жмені,

Другі — з жэрдкай пры коле, упёршы калені.


Хлынуў дождж ужо ўволю, лупіў па саломе,

Сіўка ў кутку храпела, горда, хоць у стоме.

Адзін падаваў з воза, другі іх укладваў,

І ніводзін пра грушу ні слова не згадваў.

Калі лёг сноп апошні пад самай страхою,

Сягнуў ён у кішэню азяблай рукою,

Міхал набіў тут люльку тым, што быў на свята,

Капшук Антосю падаў. Нібы й нябагата.

На парозе стаялі. Дождж па лужах звоніць,

Глядзелі, як мякіну ручай у роў гоніць.


Антось сказаў нарэшце — не ў вочы, а ў поле:

«Прынясу лушню заўтра. Ясень — у стадоле».

Міхал пусціў дымочак, буркнуў: «А я ведаў».

Што ведаў — не дазнаўся: ён мне не паведаў.

Кулічыха ж клянецца, што бачыла ўсмешкі,

Ды яна ж, як спрадвеку, ўсё бачыць з-пад стрэшкі.

Потым Антось падаўся з варанком да хаты

Пад радном ад Міхала — ўсё латы на латы.

А груша? Груша ў полі — і родзіць, як родзіць,

Ды збіраць пад ёй грушы цяпер двое ходзіць.


Пад вечар праяснела над пустым загонам,

Анёл Панскі плыў з бору доўгім, ціхім звонам.

Міхал зняў з лоба шапку, памаліўся Богу,

Пара паўзла з іржышча ля ног на дарогу.

Пад жураўлём паіў ён Сіўку ля карыта,

Глядзеў, як ваду смокча — спакойна і сыта.

«Ну, хадзі! Бульба ў дыме!» — жонка ўжо злуецца.

А ён: «Зараз», — чакае, аж Сіўка нап'ецца.

Люлечка ў зубах тлела святлячком, ляніва —

Хоць чацвер быў. Праўдзіва — ну, амаль праўдзіва.


Łušnia

Biełaruskaja versija · łacinka

Ledź imhła razyšłasia nad sciarnioju ŭ poli,

Rypnuŭ voz la pavieci i rušyŭ pavoli.

Siŭka jšła, jak zaŭsiody, cicha, krok pa kroku,

A la kryža pry šlachu prypyniłaś zboku,

Bo viedała: chaziain tut pierachryscicca,

Štoś pramarmyča ŭ vusy — i dalej puscicca.

Na zahonie za volchaj — kopy čaradoju.

Avios dobry, prasochły — na noč pad strachoju.

Tak ličyŭ jon z aŭtorka, a žonka kazała:

«Chvalić avios u poli — to rozumu mała!»


Byŭ jon sam nievysoki, suchi, niby tyčka,

A cviordy j sukavaty, jak na miažy dzička.

U łapciach, u siarmiazie, dy z krajkaj staroju

I z niazmiennaju lulkaj, zaŭsiody pustoju,

Bo tytuń, — tak kazaŭ jon, — heta reč na sviata,

A ŭ budni i pustaja lulka — ŭžo bahata.

Ci hrad, ci ciala ŭnočy, pažar u Łasinie —

Jon zaŭždy: «A ja viedaŭ!» Tak prazvali ŭ hminie.

Z Siŭkaj moviŭ, jak z žonkaj, a z žonkaj — jak z Siŭkaj:

Skupa, dy pasla pracy častavaŭ ich sliŭkaj.


Plunuŭ la kapy ŭ žmieni i ŭziaŭsia za viły,

Što jamu z maładosci byli sercu miły.

Padavaŭ snapy ŭhoru i sam ich układvaŭ:

Kałasy ŭnutr, jak treba, — tak baćka zahadvaŭ.

Ciok pa tvary z-pad šapki pot i ščypaŭ vočy —

Rukavom jaho zmachvaŭ, da pracy achvočy.

Voz toj sam zbiŭ kaliści, chvaliŭ u hramadzie,

Što j unuk im pajedzie, kali budzie ŭ ładzie.

Pieršy voz pajšoŭ hładka, i druhi — jak z horki.

A dzie treci? Tut, bracie, pačatak havorki.


Z maładzieńkim Antosiem — za miažoj jon doma —

Byŭ Michał tady ŭ svarcy. Pra što — im viadoma.

Kažuć, sprečka — z-za hrušy: na ŭzmiežku stajała,

Na abodva zahony hrušy roŭna słała;

Kožny ličyŭ svajoju, a hruša maŭčała,

A sama svinniam hrušy štohod addavała.

A druhija havorać: u karčmie, ŭ zapusty,

Antoś kpiŭ z jaho łatak: maŭlaŭ, jak z kapusty.

Jak było — Bohu lepiej; ale, jak kazali,

Ani razu pry strečy šapak nie znimali.


Jak minuŭ užo poŭdzień, ad Niomana — chmara,

Viecier rvanuŭ biarozu — pył pajšoŭ z-za jara.

Łastaŭki nad iržyščam stryhli, jak nažnicy,

Pastuch raniej hnaŭ statak ad lasnoj krynicy.

Ad kascioła za boram zvanili, bo bura,

Michał zirnuŭ uhoru spadyłba i chmura,

Šapku nižej nasunuŭ i prybaviŭ kroku —

Voz apošni nakładvaŭ u pyle, by ŭ zmroku.

Žonka z radnom prybiehła: «Kazała ž, Michale!»

A jon joj: «A ja viedaŭ!» — nie zirnie ŭ zapale.


Užo bujnyja kropli zastukali ŭ spinu,

Kali koła za volchaj sieła ŭ kalainu.

Łušnia tresnuła sucha, jak taja halina,

Voz schiliŭsia, i zboku abvisła drabina.

Šarpanułasia Siŭka raz, druhi — i stała,

Hałavu apusciła i drobna dryžała.

Michał padpior drabinu — ažno ŭ pajasnicy

Chrusnuła, jak u łušni, pad šum navalnicy.

Sahnuty, staŭ nad rovam — i ŭpieršyniu, moža,

Nie viedaŭ, što paradzić. Šapnuŭ tolki: «Boža…»


Raptam ad samaj hrušy, pad daždžom, biez spiechu, —

Antoś z kaniom i z žerdkaj, biez słoŭ i biez smiechu.

Kinuŭ vokam na łušniu, na voz, na Michała.

Jon ni słova — navošta? Praca nie čakała.

Žerdku ŭhnaŭ pad drabinu — voś jamu j padmoha! —

Pierad Siŭkaj uproh jon svajho varanoha.

Nalehli koni j chłopy — šleja ledź nie rviecca —

Voz vylez z kalainy. A doždž — niachaj ljecca!

Tak i dajšli dadomu: toj z lejcami ŭ žmieni,

Druhi — z žerdkaj pry kole, upioršy kaleni.


Chłynuŭ doždž užo ŭvolu, łupiŭ pa sałomie,

Siŭka ŭ kutku chrapieła, horda, choć u stomie.

Adzin padavaŭ z voza, druhi ich układvaŭ,

I nivodzin pra hrušu ni słova nie zhadvaŭ.

Kali loh snop apošni pad samaj strachoju,

Siahnuŭ jon u kišeniu aziabłaj rukoju,

Michał nabiŭ tut lulku tym, što byŭ na sviata,

Kapšuk Antosiu padaŭ. Niby j niabahata.

Na parozie stajali. Doždž pa łužach zvonić,

Hladzieli, jak miakinu ručaj u roŭ honić.


Antoś skazaŭ narešcie — nie ŭ vočy, a ŭ pole:

«Pryniasu łušniu zaŭtra. Jasień — u stadole».

Michał pusciŭ dymočak, burknuŭ: «A ja viedaŭ».

Što viedaŭ — nie daznaŭsia: jon mnie nie paviedaŭ.

Kuličycha ž klaniecca, što bačyła ŭsmieški,

Dy jana ž, jak spradvieku, ŭsio bačyć z-pad streški.

Potym Antoś padaŭsia z varankom da chaty

Pad radnom ad Michała — ŭsio łaty na łaty.

A hruša? Hruša ŭ poli — i rodzić, jak rodzić,

Dy zbirać pad joj hrušy ciapier dvoje chodzić.


Pad viečar prajasnieła nad pustym zahonam,

Anioł Panski płyŭ z boru doŭhim, cichim zvonam.

Michał zniaŭ z łoba šapku, pamaliŭsia Bohu,

Para paŭzła z iržyšča la noh na darohu.

Pad žuraŭlom paiŭ jon Siŭku la karyta,

Hladzieŭ, jak vadu smokča — spakojna i syta.

«Nu, chadzi! Bulba ŭ dymie!» — žonka ŭžo złujecca.

A jon: «Zaraz», — čakaje, až Siŭka napjecca.

Lulečka ŭ zubach tleła sviatlačkom, laniva —

Choć čacvier byŭ. Praŭdziva — nu, amal praŭdziva.


Люшня

Русский перевод


Едва сошёл туман над стылою стернёю,

Уж воз, скрипя, пошёл привычной колеёю.

Шла Сивка, как всегда, неспешно, год от году,

И у креста сама сворачивала с ходу:

Ведь знала — тут Михал, крестясь, вздохнёт коротко

И тронется, под ус бубня чего-то кротко.

На ниве за ольхой копна к копне; он чует:

Овёс хорош, сухой — уж под стрехой ночует.

Так он решил ещё во вторник. Но жена-то:

«Хвалить овёс в полях — оно и рановато!»


Был невысок, сухой — ну чисто жердь худая,

Но крепок, сучковат, как дичка межевая.

В сермяге и в лаптях, с тесьмою расписною

И трубкою в зубах — привычною, пустою:

Табак, — он говорил, — припас для воскресенья,

А в будни и пустой немало в ней значенья.

Случись ли град, отёл, пожар ли где в Лосине —

Он сразу: «А я знал!» Так и зовут в общине.

Он с Сивкой — как с женой, с женой — как с Сивкой, бает:

Скупенько, а потом их сливой угощает.


Он плюнул в кулаки и взял родные вилы,

Что сорок лет ему нисколько не постылы.

Снопы наверх кидал — и сам же был строитель:

Колосьями вовнутрь — как говорил родитель.

Пот из-под шапки тёк, глаза щипал солёный, —

И — рукавом по лбу, и дальше, заведённый.

Тот воз он сам сбивал и хвастал им на сходе,

Что внук его возьмёт — при бережном уходе.

Воз первый — гладко шёл, второй — прошёл на совесть.

А третий? Тут-то, брат, и начинаю повесть.


С Антеком молодым, чьи нивы примыкают,

Михал в раздоре был. О чём — они и знают.

Мол, из-за груши всё: стояла на границе,

Плоды — и тем, и тем — роняла по крупице;

Кричал любой: «Моя!» — а груша всё молчала

И груши между тем все свиньям отдавала.

Другие говорят: на масленой, в запале,

Антек в корчме съязвил про латки на Михале.

Как было — знает Бог; но, как мне рассказали,

При встрече шапок — нет, ни разу не снимали.


А с Немана потом вся даль отяжелела,

Берёзу ветер рвал — и пыль столбом взлетела.

Касатки над стернёй кроили, как портные,

Пастух пораньше гнал коров в хлева родные.

Вдали, в костёле, бьют навстречу близкой буре,

Михал же глянул вверх — на то, что там, — в прищуре,

Он шапку — на глаза, живей прибавил шагу —

Последний воз грузил и пыль глотал, как брагу.

Жена с холстом бегом: «Что, говорила мало?»

А он: «А я-то знал!» — как ни в чём не бывало.


Уж капли — что горох — стучали по дробине,

И тут же колесо увязло в колдобине.

Хрусть! — люшня пополам, сухая, как солома,

Воз накренился вбок, как после перелома.

Рванулась Сивка раз, другой — и тут же стала,

Понурила башку и тяжело дышала.

Михал подпёр плечом дробину, встав упорно, —

Но хрустнуло в спине, как в люшне, — лишь повторно.

Согнувшись надо рвом, стоял он — и, похоже,

Не знал впервые он, как быть. Шепнул лишь: «Боже…»


А тут от груши той, с конём, не зная спеху,

Шёл Антек, жердь неся, — без слова и без смеху.

Взглянул на люшню, воз — и следом на Михала.

Ни слова — да к чему? Работа не стояла.

Жердь — под дробину, враз, скрутил верёвкой туго,

Впряг рыжего вперёд — и сам налёг упруго.

Рванули кони враз — и каждый напирает,

И воз — из колеи! А дождь — пускай гуляет!

Так до гумна дошли: один, с вожжами, правит,

Другой — у колеса, на жердь плечом надавит.


Уж ливень хлынул — бьёт с размаху по соломе,

А Сивка в уголке храпит — горда, в истоме.

Один подаст снопы, другой положит ладно;

О груше — ни гугу, и вышло это складно.

Когда последний сноп улёгся под стрехою,

Кисет достал Михал озябшею рукою,

Набил он трубку тем — припасом воскресенья,

Антеку дал кисет. Как будто — без значенья.

Стоят в дверях гумна, дымок им ветер клонит;

Глядят, как с колеи вода мякину гонит.


И Антек — наконец — не на него, а в поле:

«Я люшню принесу — а ясень есть в стодоле».

Михал пустил дымок: «А я ведь знал», — ворчал он.

Что знал — я не пытал; а сам — не рассказал он.

Но Куличиха-мать клянётся: усмехались.

Да ей и сквозь забор улыбки б показались.

Потом и Антек в дождь побрёл к себе, до хаты,

Холстом Михала крыт — заплаты да заплаты.

А груша? Та стоит — и свиньи зря там бродят:

Теперь под ней вдвоём с корзинами приходят.


Под вечер тучи прочь — и над пустым загоном

«Ангел Господень» плыл из бора долгим звоном.

Снял шапку наш Михал, крестясь неторопливо;

С дороги мокрой пар тянулся вверх лениво.

Он журавлём, скрипя, налил воды в корыто,

Глядел, как Сивка пьёт, — спокойно, долго, сыто.

С крыльца жена: «Иди! Остынет вся подливка!»

А он: «Сейчас», — и ждёт, пока напьётся Сивка.

Тлел светлячком табак, а день уж на исходе —

Хоть был четверг. Всё так и было. Или вроде.


О переводах

1. Принцип: пересоздание, а не калька

Перевод формальной поэзии всегда выбирает, чем пожертвовать. Здесь выбор сделан так: неприкосновенны сюжет, характер, композиция, число строк, строфика, парная женская рифма и функция каждого мотива. Конкретная формулировка неприкосновенной не считается. Если польская шутка в белорусском или русском языке не звучит, она заменяется другой, которая выполняет ту же работу в том же месте текста. В итоге перед нами не три копии одного стихотворения, а одна история, рассказанная тремя рассказчиками на трёх языках.

2. Размер

Польский оригинал написан тринадцатисложником 7+6: цезура после седьмого слога, ударение на предпоследнем слоге перед цезурой и в клаузуле.

Белорусская версия сохраняет ту же силлабическую меру 7+6. Для белорусской поэзии она своя: силлабическим стихом польского образца в XIX веке писал Винцент Дунин-Марцинкевич, современник Сырокомли, — в том числе в своём переводе «Пана Тадеуша» (1859). Ударение в белорусском подвижно, поэтому каждая строка выверена так, чтобы и цезура, и клаузула оставались женскими, а нескладовые ў и й не нарушали счёт.

Русская силлаботоника польского слога не удерживает, поэтому русский перевод написан шестистопным ямбом с постоянной цезурой после третьей стопы и сплошными женскими клаузулами. В строке ровно тринадцать слогов, как в польской, только цезура мужская (6+7). Ударения стоят строго на сильных местах; сверхсхемный ударный слог допускается лишь в начале строки («Антеком», «Хрусть!»).

3. Рифма

Во всех трёх текстах рифма парная и женская. В польском оригинале она держится в пределах классической польской нормы, допускающей, например, e/ę в исходе слова (nożyce / ulicę). В белорусском тексте устранены рифмы на ы/і и приблизительные созвучия; единственная однокоренная пара, «ведаў / паведаў», оставлена сознательно как каламбур: «что знал — он мне не поведал».

В русском переводе рифма точна по звуку и, как правило, по написанию заударной части. Фонетически допустимые, но орфографически расходящиеся пары вроде «студит / будет» или «тонет / гонит» заменены на «чует / ночует» и «клонит / гонит». Единственное остающееся расхождение — удвоенное «н» в паре «солёный / заведённый», которая звучит одинаково.

4. Реалии

Реалии не переносились механически. Для каждой найдено слово, которое живёт в языке перевода и точно называет ту же вещь:

Польский Белорусский Русский Примечание

luśnia лушня люшня подпорка тележного борта; русское слово есть у Даля

drabina (wozu) драбіна дробина решётчатый борт телеги (Даль: «дробины»)

gumno, stodoła гумно, стадола гумно, стодола западнорусская «стодола» тоже у Даля

siermięga, łapcie сярмяга, лапці сермяга, лапти

krajka крайка тесьма расписная тканый узорный пояс

fajka, kapciuch люлька, капшук трубка, кисет

płachta радно холст грубая ткань, которой накрывают снопы

drąg жэрдка жердь

kasztan (koń Antka) вараны, варанок рыжий масть сменена ради рифмы и звучания

gromada, gmina грамада, гміна сход, община сельское самоуправление

ostatki запусты масленая последние дни карнавала

Antek Антось Антек в белорусском — родная форма имени

Kulikowa Кулічыха Куличиха-мать в русском уточнено, кто она Антеку

Anioł Pański Анёл Панскі «Ангел Господень» вечерний колокол


5. Мотивы: найдены заново в каждом языке

Сквозные мотивы оригинала (трубка, шапка, груша, люшня, «Wiedziałem») держат композицию, поэтому их нельзя было потерять. Но в каждом языке они заново найдены, а не переведены по словарю.

Польская пара „fajka znaczy wiele” — „Niby to niewiele” (о пустой трубке в будни и о кисете, отданном соседу) стала в белорусском «пустая люлька — ўжо багата» / «Нібы й нябагата», а в русском — «немало в ней значенья» / «Как будто — без значенья». Каждый раз это зеркальная пара, которая переворачивает смысл: в начале пустая трубка значит много, в конце воскресный табак, отданный в четверг, «как будто ничего не значит», и именно поэтому значит всё.

Обещание „na noc w gumnie będzie” исполняется в каждом тексте своими словами: «на ноч пад страхою» → «пад самай страхою», «уж под стрехой ночует» → «улёгся под стрехою». Финальная самопоправка рассказчика у каждого своя: польское „a przynajmniej prawie”, белорусское «Праўдзіва — ну, амаль праўдзіва», русское «Всё так и было. Или вроде».

6. Белорусская версия как самостоятельное стихотворение

Действие гавэнды происходит на берегах Немана, на земле, где крестьяне говорили по-белорусски. Сам Сырокомля принадлежит обеим литературам и писал также по-белорусски. Поэтому белорусский перевод — не столько перевод, сколько возвращение истории на язык её героев.

У версии есть собственные находки, которых нет в оригинале. Реплика «вось яму й падмога!» соединяет подпорку для воза и помощь человеку. «Бульба ў дыме!» и «жонка ўжо злуецца» добавляют бытовой юмор. Насмешка «маўляў, як з капусты» отзывается позже в «ўсё латы на латы». Кулічыха «ўсё бачыць з-пад стрэшкі», а Антось идёт «без слоў і без смеху», и это «без смеху» отвечает его давней насмешке в корчме. Интонация, синтаксис и лексика (радно, жэрдка, варанок, грамада, гміна, запусты) создают собственный белорусский мир, который не оглядывается на польский оригинал.

7. Русская версия как самостоятельное стихотворение

Сырокомля давно живёт в русской культуре. Его «Почтальон» в переводе Леонида Трефолева стал песней «Когда я на почте служил ямщиком». Русская гавэнда в его духе продолжает эту линию, но на другом материале: не романс, а крестьянский рассказ.

Русский текст опирается на лексику Даля (люшня, дробина, стодола, баять) и народный синтаксис. Его собственные находки: касатки, что «кроили, как портные»; Михал, который «пыль глотал, как брагу»; «О груше — ни гугу, и вышло это складно»; строка «Он журавлём, скрипя, налил воды в корыто», где «скрипя» читается и про колодезный журавль, и про спину старика; финальное «Тлел светлячком табак», прямо замыкающее мотив воскресного табака. Эта версия не звучит как перевод: это русская повесть в стихах со своим рассказчиком.

8. О белорусской латинке

Белорусская латинка — историческая графика, которой белорусский язык записывали в XIX и начале XX века. Латиницей печатались, в частности, произведения Дунина-Марцинкевича, а газета «Наша Ніва» в 1906–1912 годах выходила в двух графиках. Латинская версия «Лушні» — это жест в сторону той эпохи, в которую происходит действие.

Транслитерация сделана побуквенно по действующему кириллическому правописанию: л — ł, но перед е, ё, ю, я, і и ь — l; нь, сь, зь, ць, дзь — ń, ś, ź, ć, dź; е, ё, ю, я после согласных — ie, io, iu, ia, а в начале слова, после гласных и апострофа — je, jo, ju, ja; ў — ŭ, х — ch, г — h, ж, ч, ш — ž, č, š. Ассимилятивная мягкость перед согласными (как в тарашкевице: śnieh) не обозначалась, чтобы латинская версия точно соответствовала кириллической.

9. Три стихотворения

Польская «Luśnia» — источник: гавэнда в духе Сырокомли, где сквозь один день труда проступает целая жизнь. Белорусская «Лушня» — возвращение этой истории на язык земли, где она происходит, и потому самый «домашний» из трёх текстов. Русская «Люшня» — самостоятельная повесть в стихах, которая продолжает давнюю русскую жизнь Сырокомли и держит строгий ямб так, чтобы в нём звучала живая крестьянская речь.

Все три текста рассказывают одно и то же — как сломалась люшня и как упрямый старик впервые позволил себе помочь. Но каждый рассказчик рассказывает по-своему, со своей шуткой, своей оговоркой и своим последним словом. В этом, пожалуй, и есть главное свойство гавэнды: история остаётся той же, а голос у каждого свой.


Туапсе, 29 сентября 2026 г.

Даниил Лазько

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Wspieraj Poetica.pl

Tutaj najważniejsze są słowa — bez reklam, bez hałasu, bez rozpraszaczy.

Jeśli chcesz pomóc nam pisać dalszy ciąg Poetica.pl, postaw nam kawę lub wesprzyj nas na Patronite.

Dziękujemy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.