Robił to za każdym razem, gdy ukończył coś nowego, gdy wykonał projekt przeznaczony przez nadrzędny byt - wenę czy szefa. Chodził zawsze do tego samego domu z cygarami i wybierał nowe pozycje, alkoholem się nie przejmował, bo także próbował wszystkich pozycji. Nie miał on jednak z kim dzielić swych smaków, poszedł więc pewnego razu na bazar, spostrzegł młodą i jędrną ze wzroku kobietę. Szli w tą samą stronę, a jako że młodzieńcowi bardzo zachciało się doznać jej uwagi, spytał jak jej "życie mija". Ona twierdziła iż znudziło jej się, jej czerwona sukienka, chodzenie w te same miejsca. Znudziło jej się nawet uczenie się psychologii z książek biblioteki uniwersytetu. Młodzieniec więc zaplanował ich spotkanie, ona zaś zaczęła wypominać, że rządy bogatych są podłe - później zaśmiała się, lecz jakby zapłakała. Miała już dosyć takiego myślenia, jak z obrazka starej gazety, którą brała spod ulubionego fotela babci.
20 lat później - są ze sobą już 16 lat w małżeństwie. Bazar stoi zamknięty, kioski przestały istnieć, zapach szynki spotkany jest za lodówkami w supermarkecie.
W telewizorze już nic nie dzieje się naprawdę, nawet obrady najwyższego urzędu zaczęli transmitować, jakby to była kolejna komisja do sprawy kolejnego skandalu. Nie frustruje ich to, zażywają w tym czasie kąpieli. Nie obchodzi ich schemat, który ich aż tak wykończył.
Starszy "młodzieniec" zapala cygaro w tym samym miejscu, w którym robił to od 22 lat. Znowu zasiada na swym fotelu, rozpala cygaro i stawia szklankę dymnej rozkoszy - wygląda jakby modlił się nad palącymi się liśćmi tytoniu. Przemawia do niego prawdopodobnie jakieś prastare bóstwo, wczuwa się w aromat i historie tradycji spożywania tych liści w inny sposób niż robi on to teraz. Jest on dumny z tego jakim człowiekiem jest, więc znów będzie opijał i opalał swe kolejne sukcesy, mierząc się ze swymi myślami, jak z wyrocznią.
