Widzę przed soba obraz psa, którv na swoim ciele wiele łatek ma.
Donośny ma głos, uszy stojące i zawsze biegał jak małe brzdące.
Słyszę ten tupot, widzę jak idzie, by zaraz przytulić swoje ulubione misie.
Ogonek mu merda, jest szybki jak łza, pobiegnie po piłkę i w pysku Ci ją da.
Minęły dwa lata, wiem jaki to ból, gdy nie moge Cię przytulić znów.
Kanapa jest pusta, sierść wszedzie gdzie tylko się da, ale to coś, co pozostało nam.
Twoje zabawki czekają kolego, byś zesłał nam z nieba przyjaciela kolejnego.
Ja wiem, że nadejdzie dzień, w którym zobaczymy się.
Przytulę tak mocno, że tchu zabraknie nam, znów będziemy szczęśliwi, gdy spotkamy się tam.
