W rozgrzanych słońcem ulicach
w cenie jest cień drzew i budynków
męczący dzień wolno upływa
a miasto spowalnia swe tempo
ucichły w południe nawet ptaki
tylko sygnał karetek pogotowia
słychać co chwilę gdzieś z daleka
a żar wciąż przelewa się z nieba
na skwerach stoją kurtyny wodne
i fontanny tryskają wokoło aerozol
tylko dzieci wakacjami się cieszą
już z atrakcji korzystają gwarnie
marnieje w oczach roślinność
skwar nie ma i dla nich litości
wszyscy spoglądają w niebo
i proszą o wody troszeczkę
gdy przyjdą już burze i deszcze
kolejna trwoga o bezpieczeństwo
powodzie podtopienia zniszczenia
i działania okrutne trąby powietrznej
gdzieś za oceanem po drugiej stronie
trzęsienia ziemi i wiele ofiar z ludzi
zburzone domy zniszczone ulice
tam straty niesamowite i łzy i rozpacz
gdzie indziej znowu erupcja wulkanów
rozżarzone kule ognia lecą wokoło
nigdzie skryć się przed nimi nie można
lęk, strach i nieustanne obawy istnieją
ziemia jakby niebezpieczna się wydaje
trudne życie wypada ludziom wieść
pytanie powstaje o sens tu pobytu
czy gdzieś indziej bezpieczne jest?
26.06.2026 r. godz. 19:53
Elizabeth
