Codzienność jak zegar tyka niezmiennie,
Minuty płyną, a czas nie gaśnie.
Poranek wita kawą w filiżance,
Słońce wschodzi, świat tonie w blasku jasnym.
Te same drogi, ślady na chodniku,
Znajome twarze, milczące spojrzenia.
Rutyna tańczy w bezsennym tańcu,
Monotonia dni w cieniu przemija.
Każdy poranek taki sam, niezmienny,
Te same kroki, te same ulice.
Praca, dom, i wieczorne westchnienia,
Marzenia skryte w szarym oparze ciszy.
Sny o przygodach, co nigdy nie nadeszły,
Tkwią w zakamarkach zmęczonego serca.
Dni mijają, nic się nie zmienia,
Codzienność płynie, bez końca, bez przerwy.
Jednak w tej ciszy jest pewna osłoda,
Spokój, co płynie z przewidywalności.
Kryje się piękno, choć często ukryte.
W prostocie chwili, w blasku codzienności,
Monotonia dni, jak refren w piosence,
Choć bywa ciężka, niesie w sobie lekkość.
I w tej prostocie, w zwyczajnym rytmie,
Można odnaleźć sens, zmieniony w codzienności.
