Jeszcze tu jestem.
Choruję na ciężką depresję.
Mam nerwicę lękową.
Borderline.
Trzy słowa, które dla wielu ludzi
są tylko nazwami.
Dla mnie to kawał mojego życia.
Były dni,
kiedy własna głowa była moim najgorszym wrogiem.
Dni, kiedy lęk odbierał mi oddech,
a depresja przekonywała,
że nie ma już po co wstawać.
Było też SH.
Na początku miało być tylko sposobem,
żeby uciszyć to, czego nie umiałam powiedzieć.
Z czasem stało się czymś,
od czego sama nie potrafiłam się uwolnić.
I była ona.
Była przyjaciółka, której ufałam.
Relacja, która zamiast dawać mi bezpieczeństwo,
zostawiła we mnie kolejne rany.
Długo zastanawiałam się,
czy to wszystko było moją winą.
Czy byłam zbyt emocjonalna.
Zbyt trudna.
Zbyt wrażliwa.
Dzisiaj wiem jedno:
to, że ktoś mnie skrzywdził,
nie oznacza, że miał prawo zniszczyć moje życie.
Rany się goją.
Blizny zostają.
Ale blizna nie jest dowodem porażki.
Jest dowodem,
że coś bolało
i że mimo tego
nadal tu jestem.
Nie piszę tego,
żeby ktoś mi współczuł.
Piszę, bo może po drugiej stronie
siedzi ktoś, kto właśnie myśli,
że jest już za późno.
Jeśli to Ty —
proszę, zostań.
Nie musisz dzisiaj naprawić całego życia.
Nie musisz być silny cały czas.
Nie musisz udawać, że jest dobrze.
Wystarczy, że zrobisz kolejny krok.
Bo ja też kiedyś myślałam,
że moja historia już się skończyła.
A jednak…
jeszcze tu jestem.
