Pod niebem pewna piękna kraina z tysiącem motyli
Kwiatów cudnych wonnych ziół i soczystej zieleni
Biec tak po niej nie tracąc już żadnej nigdy chwili
Nim znów wiosenno-letnia pora wkrótce się zmieni
Tam pod drzewa cieniem gdzie cisza w liściach gra
Tam stoi dziewczyna co długie warkocze ma dwa
Tam też wiatr dla niej co wieczór swe pieśni gra
Przez zielone pola ku niej codziennie z radością gna
Tam czule otacza ją woalem oddechu niczym szalem
A czyni to z wielkim dla tej misji czynności zapałem
Kiedy się czasem spóźniała wyglądał za nią z żalem
Miotając się między koronami drzew wiru szałem
Gdy rozplatał jej warkocze długie ona wtedy śpiewała
Wplątywał się zmysłowo we włosy muskał kark i szyję
Ona wtedy w jego ramionach namiętnie omdlewała
On w około niej zmyślnie jak zawsze i teraz się wije
Nie zauważyła nawet gdy rozpiął guziki jej bluzki
Z obłędem w oczach rozwianym włosem i jej połami
On wiatr szalał aż leciały na drzewie z szyszek łuski
Porwał ją i poniósł wysoko ku górze ponad polami
Uwiódł i powiódł daleko od domu i życia zwykłości
Nie pytał jej o zdanie czy nawet o pozwolenia zgodę
Nie miało to jednak znaczenia w ich wzajemności
Nie czynił przecież ukochanej działając na jej szkodę
Spełnił jej marzenie i nad morza falą pod wydmami
Ułożył delikatnie na ciepłym i złotym za dnia piasku
Wzrok jej skierował ku niebu ponad białymi żaglami
A było to już prawie nad ranem ale jeszcze o brzasku
Ujrzała nagle osobliwy widok jak rodzi się słońce
Cudne jego odbicie na tafli wody co refleksami maluje
Już czuje na sobie jego tchnienie jakże zacne i gorące
I jak dla niej noc tę zamyka i dzień nowy czaruje
W uznaniu iż czas na kąpiel nim oczu wiele
Wiatr z lubieżną mu żądzą zdjął z niej szaty
W nagości swej poczuła dreszcz emocji na ciele
A on zaczął jej nucić znane mu dla niej szanty
Zatrzymał dla niej fale uspokoił wzburzone morze
W podziwie dla jej zmysłowej zabawy szalał
Na szczęście na plaży nie było nikogo o tej porze
Jednak błogi czas magii jakże szybko się oddalał
Powrócić trzeba z krainy marzeń do rzeczywistości
Wydarł więc ją morzu i uniósł wysoko ku górze
Bez zbędnych wyjaśnień i próśb pozostania litości
Przywołał aby nie było jej żal nad morzem burzę
Ukazał bez sensu upór i jej znane rodzinne strony
Uwolnił dziewczę pod drzewem ich co noc spotkania
I począł z zachwytu nią dąć w silniejsze nuty i tony
Tak podobała mu się niezwykle ta którą nazywał łania
W pośpiechu i niedbale zaplatał jej warkocz długi
Muskał niby przypadkiem jej szyję i nagie ramiona
Zaczerpnął jeszcze nieco rześkiej wody ze strugi
I bryzą została jeszcze przez niego wiatr napojona
Z żalem żegnał ją po stokroć wiele razy i nadal mało
Tulił delikatnie jeszcze i pieścił niezwykle czule
A to i tak nadal jak się wydaje niewiele mu dawało
Odczuwał bowiem smutek rozstania i jego serca bóle
Ukołysał na koniec i uściskał z wielką uczuć miłością
Szepnął jeszcze najczulsze słowa do jej pięknego uszka
Spojrzał głęboko w oczy jak to wiatr ale z czułością
„Było pięknie”- powiedział i dodał z oddali – „Buźka”
Elizabeth
8.05.2013 r. godz. 15:01
