Przypadkowe spotkanie
Kiedyś w nikłym blasku ulicznej latarni,
tak między obietnicą a rozczarowaniem,
podkręciłeś jej rzęsy swoim spojrzeniem.
Dotykiem myśli spowodowałeś rumieniec
na zamyślonej i nieobecnego różu twarzy.
Raptem wspomnieniem pobudziłeś zapach
tych bzów z dawnych wypartych ogrodów.
Namalowałeś dla niej muzykę dotykiem,
co to w źrenicach jeszcze zalega od roku.
A wszystko dla miłego w klimacie nastroju.
Zamówiłeś jej na deser „Słoneczną pogodę”,
mimo, że wieczorna jest jeszcze doby pora.
Posypany resztką snów co leżały na trawie
i okraszony innym razem płatkami śniegu.
Ciekawe, czego po tym oczekiwałeś sobie?
Zawołałeś gwizdnięciem na wiatr zagubiony,
który zaplótł jej pośpiesznie dwa warkocze.
Z uśmiechem lekko zamknąłeś drzwi potem,
za sobą zapowiedzi, te już nie do spełnienia.
Tyle dobrego przed nastaniem uczuć mroku.
Gdy zawróciłeś nagle kierunek nurtu życia,
nie wrócisz więcej do tego, co być mogło.
Wygasły już dnia kolory, kurtyna zapadła.
To koniec bajki niestety, czas na lewitację
do życzeń korzeni, co już czekają z daleka.
2.02.2025 r. godz. 13:58
Elizabeth
