dzisiaj spotkałam ciebie jesienną porą
kiedy to rzewna aura pod niebem gościła
pod parasolem nie widziałam twarzy
jednak wiedziałam że to poeta znajomy
twój parasol się ukłonił a ja uśmiechnięta
poszliśmy przed siebie gdzie kałuż sporo
w milczeniu padało wiele słów mądrych
oczarowani wzajemną elokwencją
wieczór już nastał deszcz nadal padał
czas i pora byłby iść do swych domów
jednak zbyt wiele rymów poleciało
unosiły się zgrabnie ponad naszymi głowami
wkrótce noc nastała i ucichły ulice
deszcz z uporem siąpił ochoczo
przemoknięte parasole błagały o suszę
nikt jednak do widzenia nie powiedział
Powoli gasły światła w oknach
które oświetlały mokre chodniki
nagle deszcz przestał padać
czas zamknąć swoje parasole
staliśmy tak bardzo niezdecydowani
gdy nagle podmuchem wiatru
oba uleciały dynamicznie w górę
pod nimi nie było nikogo.
6.06.2026 r. godz. 12:38
Elizabeth
