Przegryzam papierosowy dym
jak najlepszą słodycz.
Dłonie szare,
pomarszczone życiem,
opadają na fotel.
A ciało,
niewzruszone,
pamięta chwile,
które kryły się
cierpieniem.
Tylko w sercu
rozkosz
rozgościła się pamięcią.
Tylko ono jeszcze
słońcem świeci
po kątach,
okryte ciepłem,
które rozgrzewa
skruszałą posturę.
I choć ciało
powoli cichnie,
serce wciąż pamięta
to, co kiedyś
potrafiło płonąć.
