POD KAMIEŃCEM, NOC OSTATNIA
Wiersz oraz szkic biograficzno-literacki
Jerzy (Michał) Wołodyjowski
Pułkownik chorągwi husarskiej · Obrońca Kamieńca Podolskiego · † 27 sierpnia 1672
Honor się mieści w cudzym piśmie i w cudzym słowie — rzadko, rzadko.
z wiersza
Już księżyc nie chce patrzeć na te mury,
przesłonił twarz obłokiem, jakby ze wstydu.
Dym leży nisko, gęsty i ponury,
jak całun nad tym, czego już nie ma.
Stoję na wale. Proch mi pachnie chlebem —
tym, com go jadał w polu, w młodszych latach.
Kamień pod ręką ciepły. Pod tym samym niebem
gwiazda przeleci — i nikt jej nie zapamięta.
Mówią: kapitulacja. Słowo gładkie,
jak klinga, której nigdy nie wyciągnę z pochwy.
Mówią: warunki godne. Rzadko, rzadko
honor się mieści w cudzym piśmie i w cudzym słowie.
Komendant kazał trąbić. Ja nie słyszę trąby.
Słyszę, jak w piwnicy szepcze do mnie proch —
cicho, po imieniu, jak stary druh, jak chłopcy,
co kiedyś szli przy strzemieniu i nie doszli w bok.
Szabla na stole. Lampa się dopala.
Listu nie piszę. Bóg mnie zna i bez słowa,
a ta, co czeka — niech mi przebaczy z dala,
że wracam do niej dymem, a nie konia stukiem.
Nie jestem bohater. Jestem żołnierz mały,
któremu kazano trzymać — i trzymałem.
Każą mi puścić. Ręce już stwardniały
i nie umieją puszczać tego, com kochał całym.
Świt będzie szary. Brama się otworzy.
Ktoś wyjedzie z chorągwią, ktoś podpisze, ktoś przeklnie.
Mnie tam nie będzie. Zostanę w tym, com stworzył —
w jednym uderzeniu, krótkim, jasnym, ostatecznym.
Niech mówią potem: zginął nierozumnie.
Ja wiem — że człowiek czasem musi zniknąć cały,
by to, co w nim najmniejsze, twarde, dumne,
przetrwało dłużej niż kamień i wał.
