Czymżeś ty, wojno, o straszna dziewico,
Co w krwawych szatach tańczysz pod księżycem?
Czymżeś ty, burzo, co świat cały zrywasz,
Że nawet człowiek przed tobą nie skrywa?
Czyś chwały ułudą, co w sercach się tli,
Gdzie sztandar powiewa wśród dymów i krwi?
Czyś bólem, co ziemię na popiół przemienia,
A dusze rwie z ciała w bezbrzeżne cierpienia?
Jakżeś potężna, gdy braci naprzeciw
Stawiasz, by walczyli, jak zwierzęta dzikie.
Jakżeś przeklęta, gdy matka w udręce
Opłakuje syna, co już nie powróci więcej.
Patrzę na pola, gdzie zboża nie rosną,
Lecz ciernie i groby przystrojone w noc ciemną.
Tam ziemia, co miała dać plon i spoczynek,
Stała się matką łez, cierpienia i winy.
Wysławiają cię ważni tego świata, pieśnią cię budują,
A w sercach prostaczych – strach i ból się snują.
Czemuż, o wojno, niesiesz głos wśród ludu,
Gdy żaden głos twej pieśni nie pragnie, prócz trudu?
Mówisz o chwale, lecz cóż jest jej ceną?
Czy życie niewinnych jest twoją weną?
Czyż ręka, co broń dzierży, wolność przyniesie,
Gdy brat na brata rękę podniesie?
A przecie w Tobie nie ma ładu ni prawa,
Nie ma nadziei, ni piękna, ni chwały,
Są tylko zgliszcza, gdzie dusze płonące
Jak iskry w popiele gasną milczące.
