Czymże jest życie? Czy tylko dni pękiem,
Które się rwą, jak liście pod wiatru jękiem?
Czy chwilą, co blaskiem zapala się krótko,
By zgasnąć w popiele – ulotną, malutką?
Czyż nie jest życiem nadziei ziarno,
Co w sercu człowieka kiełkuje uparcie?
Lecz cóż, gdy nadzieja w cień śmierci się chowa,
Gdy kosy jej ostrze niweczy te słowa?
Życie, ach życie, jakżeś pełne troski,
Każdy twój krok to walka o łaski.
W dniu narodzin krzykiem otwierasz bramy,
A w dniu ostatnim – ciszą twój los związany.
Czymże jest śmierć? Czyż bramą ku wieczności,
Czy końcem wszystkiego – ułudą wolności?
Czy czarną nicością, co duszę pochłania,
Czy też obietnicą nowego świtania?
Lecz jeśli śmierć jest końcem, to czyż nie błądzimy,
Gdy w nadziei boskiej swe życie kreślimy?
A jeśli jest początkiem – jak mamy uwierzyć,
Że życie to próg, a śmierć to otchłań przeżyć?
Więc stoję na brzegu tej rzeki głębokiej,
Co życie od śmierci oddziela swym tokiem,
I patrzę w jej fale, gdzie światłość się mieni,
Czyż tam jest początek, czy kres na ziemi.
