Ah magiczne sale kinowe!
Ino każdy jak przy chochole
Ciemna strona przykrywa nasze głowy na zaś
Ostatnia iskierka w oku przymyka na czas
Nagle obrazy, ciemniejsze i jaśniejsze
Wypełniają nasze oczy
Jednego wzrok krwią się zabroczył
Innemu słowo się natoczy
Ale nie powie nic
Bo by tylko zakłócił innym
doświadczenie zacne
Wygodne fotele, Oparcia mięciutkie
Kreują w istocie przyjemne skojarzenia
Których nie powstydziłaby się istota cienia
Dlatego idę do tych mniejszych, biedniejszych sal kinowych
Żeby podziwiać prawdziwe a nie na ślepo
Jakoby zdziwisz się tym stwierdzeniem czytelniczku
Ale wygoda z doświadczaniem sztuki ma mało wspólnego!
Co dopiero marzenie o niewygodzie, nie może być!
Skoro chcesz wygody, niewygoda jest i basta.
Choćby ktoś się miał dziś w nocy pochlastać,
Z powodu swej psychiki w niemocy.
Takie to losy nocnej kosy,
Co bierze każdego pod nos,
Pomimo skocznej furiozy,
Na dniu dzisiejszym kończy swój Trzos.
