chcę zobaczyć siebie
prawdziwą
dziką do szpiku kości
zrzucić warstwy
które ubrałam po drodze
i obnażyć się przed światem
widzą łzy wzruszenia
lub krople chłodnego deszczu
jednak nie wiedzą
że w środku jestem ulewą
powodzią
głębią oceanu
i wzburzonym morzem
które wylewa się na brzeg falami
i nie wiedzą
że lubię leżeć na dnie
i patrzeć na tafle wody
że lubię taplać się
w kałużach swoich doświadczeń
i że kocham czuć
wszystko
wtedy naprawdę płynę
czują mój spokój
widzą powolność
stałość
i przewidywalność mojego istnienia
jednak nie wiedzą
że czekam aż ziemia się zatrzęsie
aż stracę grunt pod stopami
aż runie to co zatwardziałe
i umrze wszystko
co dawno winno być pogrzebane
i nie wiedzą
że mam w sobie siłę by się odgruzować
oraz upór
by na tych zgliszczach
zbudować nową drogę
i nie wiedzą
że tak naprawdę
zwykłam nie dotykać ziemi
jestem dla nich niewzruszonym powietrzem
lub lekkim powiewem wiatru
ciszą
lub ulotną myślą
jednak nie wiedzą
że mówię między wierszami
i słucham słów niewypowiedzianych
że często wstrzymuję oddech
choć chciałabym się nim z kimś podzielić
i że im dłużej milczę
tym większy huragan próbuję okiełznać
i nie wiedzą
że kiedy naprawdę jestem sobą
moje słowa nieustannie przeszywają przestrzeń
i dzielę się wszystkim
co zapiera mi dech w piersiach
i wreszcie
czują moje ciepło
jednak nie wiedzą
że bucha we mnie ogień
nikt jeszcze go nie widział
nikt jeszcze nie zmierzył się
z jego nieobliczalną mocą
nawet ja sama
czuję jak płonie pod powierzchnią mojej skóry
a jedynie iskrom
pozwalam się przez nią przedostać
pociąga mnie i przeraża jednocześnie
jak wiele mogą pochłonąć jego płomienie
i jak wiele mogą rozpalić
i w końcu jestem gotowa
by być jeszcze bliżej siebie
stanąć w swojej prawdzie
i w odwadze iść z nią przez życie
i jestem gotowa
by skrywaną dotąd intensywność
wypuścić na wolność
i pozwolić
by mnie prowadziła
i jestem gotowa
latać wysoko
skakać z klifu na głęboką wodę
tańczyć z piorunami
i stanąć w płomieniach
