Roztacza wokoło cudnie piękne klimaty
a swoją wonią muska czule nozdrza
jak jedwabny szal zwiewny i delikatny
coś jak w letni poranek wiatrem targany
miłe zgrabne słowa słodkie jak daktyle
tworzą się w myślach nieposłusznych
które niby na powierzchni skóry mnożą
ledwie muśnięcia dreszczy zaskoczenia
w spojrzeniach rzuconych tak lekko
aby nie spłoszyć nierozważnie tej chwili
w niewinności intencji spowite zgrabnie
już w jasyr zniewolenia pochwycone
na nic wszelki opór jednak tylko płochy
tak może dla zwiedzenia naiwności celu
i tej słusznej niewinności przyzwolenia
gdy już wszelkiego faktu celu pogodzenia
w oddaniu wzajemnym wspólny oddech
splecionych namiętnie w oczarowaniu
nim minie ta chwila jeszcze westchnienie
by mógł nastąpić cichy czas oddalenia
już ustąpiły miłe wonie i dotyk nadziei
odeszły chwile słów mocy oczarowania
zniknęły dreszcze dotyku na skórze
już w dal wzniosłe intencje odpłynęły
czas pokoju wtargnął cicho i mimo woli
rozgościł się tym czasem już na dobre
szczęście że miał wykwintne maniery
i położył kres wszelkim tego dnia amorom
19.06.2026 r. godz. 21:17
Elizabeth
