Bardzo chciałabym, abyś kiedyś, gdy usiądziesz w fotelu pewnego dnia na tarasie swojego domu,
nad Wodospadem Wspomnień w naszej krainie, zanurzył swoje cieple dłonie i zaczerpnął wody z Jeziora Wiedzy i nie co skropiwszy swoje skronie, przywołał z odległej pamięci nasz obraz, kiedy to na wielkim, gładkim Kamieniu Oczekiwania, nieopodal wśród ciekawskich zarośli, patrząc strapiony w moje fioletowe oczy, wyczytałeś bez trudu moje malownicze pragnienie.
Zdecydowanym ruchem dłoni, zapaliłeś w jednej chwili słońce, aby radośnie na niebie świeciło dla mnie.
Sprawiłeś, że za przeźroczystą kurtyną wodospadu, na zielonej łące leżeliśmy beztrosko na plecach i patrzyliśmy na leniwie płynące po niebie chmury.
One zaś z typowym dla siebie upodobaniem, przybierały wymyślone przez nas przeróżne kształty.
Śmialiśmy się wtedy przy tym jak dzieci, tak beztrosko, lekko i niewinnie jak gdyby nic złego nigdy się nie wydarzyło.
Wtedy ty powiedziałeś nagle te słowa - „chciałbym, aby takie chwile, trwały już wiecznie. Jestem szczęśliwy, chociaż wiem, że szczęście może być jeszcze piękniejsze”.
Uniosłam się wtedy nie co na łokciach i patrzyłam z czułością na ciebie, uśmiechającego się gdzieś do tych białych obłoków. Lecz ty miałeś prawie zamknięte oczy, jakbyś chciał ten cudowny obraz zamknąć w sobie.
Bez najmniejszej chwili wahania, odebrałam ci go, chwytając w pośpiechu i w ostatniej chwili swoimi ustami.
Były takie delikatne i słodkie … hmm … obłoczki jak krem o smaku śmietanko-waniliowym.
Nie poddałeś się jednak w walce o nie i teraz ty uniosłeś się i chcąc je odzyskać w nadziei na sukces, zatapiając swoje usta w moje, odbierałeś swój obrazek delikatnie, aby nie uszkodzić jego krawędzi.
Co prawda smaczny obłoczek z obrazka, już dawno połknięty przeze mnie, jednak stanowiąca wartość ramka, mogła jeszcze posłużyć do namalowania myślą nowego.
Ty nie chcąc odpuścić do tego, pogrążyłeś mnie w licznych obłokach, przygarniając je ku mnie o różnych smakach, zupełnie tracąc mnie niepostrzeżenie ze swojego wzroku.
To musiało być chyba dość przykre, bo zacząłeś mnie w nich gorączkowo szukać, a ja chować się skutecznie tak na przekór Tobie, a może dla żartu.
Tak, tak w istocie było, tylko dla żartu.
Gdy jednak nagle dotknąłeś mojej nagiej stopy, wiedziałeś, że cała reszta mnie jest już tylko kwestią czasu.
Śmiejąc się serdecznie i trzymając za ręce, wróciliśmy ponownie pod błękitny
i szumiący wodospad, a cudowna i krystaliczna woda, nie była zbyt chłodna taka w sam raz na kąpiel.
Na słowa przyjdzie czas, a czasem słów nie potrzeba.
6.02.2011 r.
