Nie miałem wiele.
Tylko mały pokój, ze spękanymi ścianami,
I chleb dzielony na dwoje.
Ale z okna widziałem pola
I niebo, które nigdy mnie nie zdradziło.
Pracowałem rękami, plecami i milczeniem,
Dźwigałem ciężkie dni na barkach
I nie pytałem: „Dlaczego ja?”
Bo ja zostałem.
Kiedy inni odchodzili, ja zostałem.
Marzyłem niewiele.
Nie chciałem pałaców ani drogich ubrań.
Chciałem tylko móc nie spuszczać czoła,
Umrzeć z podniesionym czołem,
W moim języku, na mojej ziemi.
Może nikt nigdy o mnie nie napisze.
Ale zasnę w miejscu,
Gdzie trawa zna moje kroki,
Gdzie wiatr zna moje imię.
I tam, biedny, lecz niezłomny,
Będę w domu.
(Przekład z języka rumuńskiego)
