Szła przed siebie równym i zdecydowanym krokiem. O czym myślała? W zasadzie o niczym ważnym.
Po prostu szła, rozglądając się od czasu do czasu wokoło siebie .
Wzdłuż drogi rosły kolorowe polne kwiaty, które skrzętnie oblegały brzęczące owady. Gdzie nie gdzie co jakiś czas wzlatywały ku górze maleńkie elfiki, które wdzięcznie starały się dorównać jej kroku.
Jednak kierunek jej drogi, jak zresztą większości był niezmienny od wieków, a nawet całych tysiącleci taki sam.
Barwy i pogoda jak na zwykłej łące o tej porze roku i niebo, czysto niebieskie.
Iść przez życie, nie oglądając się nigdy za siebie w stronę, gdzie wszystko w zasadzie było, jak się później okazało jasne i oczywiste, ale czy zawsze? Zdecydowanie pociągała ją ta magiczna przyszłość i ta nieznana sfera jej życia, która ją wciąż wypełniała i nie pozwalała o sobie zapomnieć.
A on? Jaką rolę miał spełnić w jej życiu? To pytanie, a gdzie odpowiedź?
Nie wiedziała tego jeszcze lecz czas, który teraz właśnie ścielił się długim szarym cieniem, miał jej to już wkrótce łaskawie ukazać.
Dochodząc do kolejnego tajemniczego rozdroża jej życia, ujrzała tuż prawie nad nim, siedzącego samotnie na belce postać Piotra, a może Gregorio?
Nigdy nie wiedziała tego na pewno, dopóki nie zamieniła z nim kilku prostych zdań, aby mieć pewność, z którym z nich tak naprawdę w danej chwili rozmawia.
Wzbiła się ze znaną sobie lekkością wysoko, na poziom siedzącego ze spuszczoną głową mężczyzny.
Ten uniósł ją powoli i zmarszczył śmiesznie brwi. On także miał pewne wątpliwości, z którą z nich rozmawia z Lizą czy Bettii.
- Witaj Bettii? – zapytał od razu, uśmiechając się miło, wyczekując odpowiedzi.
- Jestem Bettii. – odpowiedziała natychmiast, a po chwili dodała. – A ty, kim jesteś dzisiaj, Piotrem czy Gregorio? – nie czekając na odpowiedź, zaczęła gramolić się na belkę, aby usiąść obok niego. On zauważył to i natychmiast podał jej dłoń, aby jej pomóc, odpowiadając jej na pytanie.
- Jestem Piotr. – patrzył na nią uważnie.
- Witaj Piotrze. Długo tutaj już tak sobie siedzisz? Nie nudno ci tak samemu?
- Teraz już nie, gdy ty tutaj siedzisz obok mnie. - powiedział, patrząc na nią oczami pełnymi uwielbienia. Jego oczy płonęły miłością do niej.
- Cieszę się. – powiedziała nie co oschle, nie patrząc na niego, aby nie dać mu powodów do większej poufałości.
- Co sądzisz o tym rozdrożu? – zapytała patrząc z zainteresowaniem przed siebie nie co w dół. Piękny widok urzekał ją niezmiennie.
- Przyszedłem z prawej strony drogi aż tu, aby cię spotkać. – powiedział, wykonując energiczny ruch dłonią, a przed nimi na niebie, roztoczyła się projekcja całej drogi, którą przebył od swojej głównej, aby się z nią spotkać.
Ujrzeli pola i lasy przecięte wąską wstęgą drogi, a po jednej ze stron jeziorka, gdzie wesoło pluskały ryby, nie opodal kumkały na przemian żaby, a wszystko to spowite blaskiem promieni słonecznych.
- Piękna droga nigdy tam nie byłam, teraz kiedy znajdę się tuż przed nią, mogę ją wybrać. Mam na to nawet niemałą ochotę, lecz zawsze w takich przypadkach, pojawiają się wątpliwości, pytania i obawy.
-Tak, znam to, wiem, jak to jest. – powiedział Piotr, poklepując ją delikatnie po plecach. Liza pomyślała, że jednak może zostać jej przyjacielem i spojrzała na niego, w jego oczy i poczuła przypływ czułości. Uśmiechnęła się.
- Liza widzisz, nasza przyjaźń jest możliwa, jeśli odrzucimy myśl o miłości … - urwał nagle, sam nie wierząc, że to powiedział, gdyż jeszcze jakąś chwilę temu, czuł dokładnie to co ona teraz.
- Gregorio dlaczego? Wiesz, co do ciebie czuję? Nigdy nie czułam niczego podobnego do nikogo. – powiedziała, czyniąc ruch dłonią, powodując zniknięcie poprzedniej projekcji, dając tym samym miejsca swojej. Nagle, a może w tym samym momencie, ukazało się jej życie uczuciowe, w którym nie było zbyt wiele epizodów, w dodatku mało znaczących.
- Ok. Nie trzeba, wierzę ci. – mówiąc to, machnął niedbale ręką, a obraz natychmiast zniknął. – Masz rację, ale czego ty właściwie ode mnie oczekujesz? – zapytał, nie patrząc na nią.
- Ja chcę tylko, abyś mnie kochał, przecież to tak nie wiele. – przytuliła się do niego i zamachała nogami. Ich stabilność została na moment zachwiana. Mężczyzna zrobił ruch swoim ciałem, stabilizując pozycję belki i wszystko zostało przywrócone do równowagi.
- Zobacz, jeśli pójdziemy razem w kierunku lewej drogi, pójdziemy ku szczęściu. Wzajemna miłość nie będzie miała końca. – powiedziała z przekonaniem, jeszcze bardziej tuląc się do niego. On czując przypływ czułości, objął ją i powiedział.
- Lizo, chodź do mnie, pragnę Cię wiesz o tym? – Powiedział Piotr, patrząc na nią oczami zakochanego mężczyzny.
- Poczekaj, czuję w sobie zmianę. Nie mogę ci niczego obiecać. Zostańmy jednak przy przyjaźni, gdyż ona przetrwa dłużej niż miłość. – wyszeptała Bettii, uwalniając się z jego objęć.
- To nie bywałe, to przypomina bajkę – wiersz Tuwima pt. „Żuraw i czapla”. Raz ty podobnie jak ja, czujemy na przemian uczucia przyjaźni i miłości, na dodatek, mijamy się w tym i do niczego konstruktywnego nie jesteśmy w stanie dojść. Jak myślisz, co możemy z tym zrobić? Czy jest jakieś rozwiązanie? – wyraźnie miał dość tego stanu rzeczy. Tej huśtawki emocjonalnej.
- Choć, musimy opuścić to miejsce to ta belka. To ona jest powodem naszych wątpliwości. – wstała i energicznie pociągnęła go za rękę. Polecieli, unosząc się wyżej ponad wszystko co ziemskie. On nie protestował, poddał się jej bez reszty. Ufał jej, choć nie potrafił, tak jak ona z chwili na chwilę, nabrać do czegoś dystansu. Podziwiał ją za to i uczył się tego od niej każdego dnia.
Zajęli miejsce na jednym z białych obłoków. Było cicho i tak jakoś niebiańsko.
Liza położyła się wygodnie i zamknęła oczy. Po chwili obok niej, położył się Piotr i tak samo, jak ona zamknął oczy. Nie rozumiał dlaczego, miał wrażenie że siedzi nadal na belce? Poruszył się, aby sprawdzić, czy na niej jest, a Liza w tym czasie, położyła głowę na jego klatce piersiowej.
- Wiesz … tak sobie teraz myślę, co by się stało, gdyby ten cały świat na dole, z jakiegoś powodu przestałby istnieć? A my nie mielibyśmy dokąd wrócić. - powiedziała i urwała nagle zdanie, nad czymś się intensywnie zastanawiając.
- To zależy. Może jednak coś by z niego zostało. Szkoda by mi było tych wszystkich dróg i rozdroży. – powiedział smutno Piotr.
- Ok. rozumiem, Tobie chodzi o te wszystkie drogi równoległe, brakuje ci tych możliwości odwiedzenia innych. - nie kończąc wstała. Rozejrzała się po okolicy i zajęła miejsce na innej chmurze. Była wyraźnie zła. Może nawet zazdrosna. On usiadł niezadowolony, gdyż miejsce które zajmował, bardzo mu odpowiadało, a teraz ona zmusza go swoim zachowaniem, do zmiany jego pozycji. Wstał i siłą bezwładności poleciał, nic nie mówiąc w dół. Jednak wzbił się z powrotem i zawisł tuż pod chmurą Lizy. Ona przejęta sytuacją, próbowała wypatrzeć go z góry. Nie mogąc jednak niczego zobaczyć, gotowa była pofatygować się na dół, gdy w tym samym czasie, tuż obok niej wyłoniła się z pośród puchu, głowa Piotra. Ona uśmiechnęła się i ujęła ją w dłonie, obdarowując go pocałunkami. Zachęcony nimi, wyłaniał się powoli cały, zamykając ją w swoich ramionach. Ona obejmując go za szyję, patrzyła w jego poczciwe oczy, skanując jego emocje. On uwielbiał to robić także i z upodobaniem, jego sobie tylko znanym robił to, delektując się nimi, jak dziecko lodami, zamykając drogę Gregorio i Bettii, do wyrażania uczuć cechujących przyjaźń.
Maj 2010 rok
