Co zostało po herbie
gawęda wierszem
Wiatr od rana obrywa żółte liście z gruszy,
późne astry pod płotem przygina i suszy.
W koleinach po deszczu stoi rdzawa woda,
a dach znowu przecieka — stara, znana szkoda.
W sierpniu odeszła babka, została jej skrzynia;
stoi w kącie przy piecu, gdzie dojrzewa dynia.
Podnoszę ciężkie wieko — z wnętrza ciągnie chłodem,
kurzem, drewnem, papierem i Kuleszów rodem.
Na wierzchu leży pieczęć, mosiężna, zatarta,
pod spodem modlitewnik i wyblakła karta,
i szabla, która w pochwie zardzewiała cała,
i zeszyt, gdzie nie zawsze suma się zgadzała.
Przyznam, że wpierw szukałem nadań i dyplomów,
jakie się zwykle chowa w skrzyniach wielkich domów.
U nas herb przy obiedzie siedział między nami,
zaraz obok kapusty, z kaszą i skwarkami.
Dziadek po drugiej szklance miał już wojewodę;
babka mu wtedy cicho dolewała wodę.
Pieczęć wyjmował w święta, kładł obok opłatka;
czy na niej lew, czy kozioł — do dziś to zagadka.
A królem opowieści — prapradziad Kulesza,
Maciej, który się w biedzie herbem swym pociesza.
Szlachcic na ośmiu morgach, z kobyłą i pługiem,
haruje za trzech chłopów, a mimo to z długiem.
Gdy ktoś mu herb przekręci albo przodka imię,
ten u niego nie siądzie na ławie przez zimę.
Oszczędny, że i w grudniu świecy nie zapali,
lecz wdowie po kowalu cały wóz drew zwali.
Za miedzą, pod olszyną, mieszka Hryń, chłop z głową:
wie, kiedy rzeczka wzbierze, jak się obejść z krową.
A między nimi łąka wąziutka jak rzemień,
pośrodku przechylony i omszały kamień.
Hryń z tej łąki ma siano na dwa pełne wozy,
a bez nich jego bydło zgłodnieje przez mrozy.
Maciejowi zaś idzie o herb, nie o trawę:
— Kulesza nie ustąpi! — i jedzie wnieść sprawę.
Lecz w starym akcie wilgoć zjadła pół granicy:
jeden pisarz: „do wierzby”, drugi: „do krynicy”.
Rzeczka zaś każdej wiosny zmienia bieg i zdanie,
więc co rok na odpuście jest nowe gadanie.
Maciej kołeczki wbija, Hryń nocą wyrywa;
kto pierwszy kosę ostrzy, ten łąkę zdobywa.
A żony pod kościołem mijają się bokiem,
psy przez rzeczkę szczekają — i tak rok za rokiem.
— To łąka z przywileju! — Maciej krzyczy w biegu.
— A siano z mojej kosy — Hryń mu na to z brzegu.
Maciej na pisarczyka sprzedał już jałówkę,
a Hryń dwa wieprzki sprzedał i siana połówkę.
Aż raz, po śnieżnej zimie, w marcu ruszą lody,
a rzeczka wyjdzie z brzegów, zaleje ogrody;
pod starym młynem drogę skryje woda bura
i porwie płotu przęsło, a na przęśle — kura.
Tam, gdzie w lipcu się brodzi po kostki, nie wyżej,
syn Hrynia, gnając krowę, ześlizgnie się niżej.
Trzyma się gołej łozy, a woda wciąż wzbiera,
a Hryń z chłopami w młynie stawidła otwiera.
Maciej z nowym lemieszem wraca o zachodzie;
wjeżdża w nurt, nie pytając, czyj chłopak przy brodzie.
Kobyła rwie uprzęże, dyszel pęka z trzaskiem;
— Nie puszczaj łozy! — Maciej po pierś już brnie z wrzaskiem.
Już chłopca ma za kołnierz, drugą ręką — lejce;
kobyła, chrapiąc, ciągnie aż na suche miejsce.
Hryń od młyna przybiega bez czapki, bez mowy;
Maciej oddaje syna: — A lemiesz był nowy!
Potem przez cały kwiecień we dwóch grodzą brzegi,
kłócąc się, czy pal wbijać w dwa, czy w trzy szeregi.
Hryń, co nurt czyta lepiej niż Maciej herbarze,
wyłowi lemiesz z mułu, wytrze i pokaże.
Przyjaciółmi nie będą — skądże! Jeszcze w maju
o brony się pokłócą, o gęsi na skraju.
Lecz żony pod kościołem już nie idą bokiem,
a sprawa w mieście leży, nietknięta wyrokiem.
Po Macieju syn przejął pieczęć, grunt i długi;
a na posagi siostrom odeszły dwie smugi.
Rok mokry, rok bez deszczu — i znów skrawek roli
przechodzi w obce ręce — nie naraz, powoli.
Prababka, kiedy wojsko szło przez wieś do rana,
zaszyła akt i pieczęć w siennik, w środek siana,
i spała na nim z dziećmi, a gdy wszystko przeszło,
wstała i chleb upiekła, jakby nic nie zaszło.
Brat dziadka z którejś wojny wrócił z szablą w worku,
milczał o niej uparcie w polu i w podwórku.
Gdy go o nią pytano, odsuwał wieczerzę
i szedł do ciemnej stajni, gdzie nie pyta zwierzę.
Dziadek o łące mówił: — Maciej nie popuścił! —
i, mówiąc to, pas zwykle o dziurkę popuścił.
A babka, gdy pieczęci chciał jakiś pan z miasta,
odparła: — Nie. — A czemu? — Nie, bo nie. I basta.
Wracam do aktu. Pieczęć z przodu, jak należy,
wosk pęknięty, a w wosku lew czy kozioł leży.
Obracam. Na odwrocie pismo nie pisarza,
krzywe jak kołki w łące, ręka gospodarza:
„Łąkę kosić na spółkę, znaku nie przestawiać,
sprawę w sądzie wycofać, płot wspólnie naprawiać.
Maciej Kulesza”. Obok — krzyżyk ręką Hrynia.
I to wszystko, co mówi o sporze ta skrzynia.
Pisał to chyba nocą, krótko — bo od rana
czekał płot, dach nad sienią i uprząż porwana.
Wychodzę. Za stodołą, tam, gdzie miedza biegła,
ledwie widoczny kamień w trawie, co go strzegła.
Przy młynie koło skrzypi, gęsi idą brodem,
kopki rudej otawy stygną przed zachodem.
Woła ktoś z tamtej strony, stojąc pod olszyną:
— Dach wam znów cieknie? Przyjdę w sobotę z drabiną!
Daniił Łaźko
Tuapse, 14 października 2026
1. Forma
Wiersz liczy dwadzieścia sześć czterowierszy, czyli sto cztery wersy. Napisany jest regularnym trzynastozgłoskowcem ze stałą średniówką po siódmej sylabie (7 + 6); przed średniówką i na końcu wersu pada akcent paroksytoniczny, właściwy polszczyźnie. Rymy są parzyste (AABB), a wersy mają klauzule żeńskie. Jest to ten sam typ trzynastozgłoskowca z podziałem 7 + 6, którym napisano „Pana Tadeusza” i którym w XIX wieku opowiadano gawędy szlacheckie. Tutaj jednak nie służy patosowi, lecz spokojnej, rzeczowej opowieści: długi, równy wers mieści w sobie przedmiot, gest i krótki komentarz, tak jak mówi gawędziarz przy stole.
Kompozycja jest ramowa. Utwór zaczyna się i kończy w teraźniejszości: jesień, cieknący dach, skrzynia po babce — i na końcu ten sam dach, o który pyta sąsiad zza rzeczki. Pomiędzy ramami mieści się historia sporu o łąkę, powódź, ratunek, wspólna praca, a potem powolne losy kolejnych pokoleń i odkrycie zapisu na odwrocie aktu.
2. Syrokomla jako wzór główny
Najbliższym patronem utworu jest Władysław Syrokomla (Ludwik Kondratowicz, 1823–1862), poeta Litwy historycznej, nazywany lirnikiem wioskowym, autor tomów „Gawędy i rymy ulotne”. Od Syrokomli pochodzi przede wszystkim gatunek: gawęda, czyli opowieść prowadzona przez narratora, który mówi własnym głosem, dygresyjnie i z ciepłym humorem, o świecie dobrze mu znanym.
Syrokomlowski jest także świat przedstawiony: drobna szlachta zaściankowa, zubożała, uboga w ziemię, ale bogata w przekonanie o własnym pochodzeniu. Maciej Kulesza ma osiem morgów, jedną kobyłę, pług i dług, a mimo to wierzy, że herb zobowiązuje. Humor nie jest szyderczy: dziadek, który „po drugiej szklance miał już wojewodę”, i babka, która „cicho dolewała wodę”, są pokazani z czułością, nie z drwiną.
Po Syrokomli utwór dziedziczy również współczucie dla człowieka prostego. Hryń nie jest ani tłem, ani ozdobą: ma realne potrzeby — siano dla bydła na zimę — i realną wiedzę o rzece, której brak herbowemu sąsiadowi. Spór jest sporem równorzędnych ludzi. Wreszcie syrokomlowska jest konkretność realiów: kołki wbijane w łąkę, ostrzenie kosy, odpust, posagi, siennik, stawidła przy młynie. Język pozostaje prosty, bez archaizacji i bez gwarowej pisowni.
3. Echa Mickiewicza
Świat utworu sąsiaduje ze światem „Pana Tadeusza”. Ziemia nowogródzka, zaścianek, szlachecka duma, spór o grunt prowadzony latami przed sądem — wszystko to przywołuje spór o zamek, proces i zajazd z poematu Mickiewicza. Mickiewiczowska jest także rola przyrody jako ramy opowieści: grusza, astry, młyn, otawa o zachodzie słońca.
Utwór jednak świadomie odwraca Mickiewiczowski bieg wydarzeń. Zamiast zajazdu przychodzi powódź; zamiast wyroku albo zgody przypieczętowanej małżeństwem — kilka zdań krzywym pismem na odwrocie aktu i krzyżyk niepiśmiennego sąsiada. Wielka historia jest obecna tylko w tle: wojsko przechodzi przez wieś, brat dziadka wraca z wojny z szablą w worku. Pamięć rodu zostaje zapisana nie w eposie, lecz w skrzyni.
Utwór nie cytuje ani Syrokomli, ani Mickiewicza i nie naśladuje ich frazy. Oba wzory działają przez gatunek, metrum, świat przedstawiony i sposób patrzenia, nie przez zapożyczenia słowne.
4. Sens
Osią utworu jest napięcie między legendą rodzinną a dokumentem. Dziadek powtarza: „Maciej nie popuścił!” — i w tej samej chwili popuszcza pas o dziurkę. Ta gra słów zapowiada odkrycie finałowe: na odwrocie aktu zapisano nie zwycięstwo, lecz ugodę — łąkę kosić na spółkę, znaku nie przestawiać, sprawę w sądzie wycofać, płot wspólnie naprawiać. Narrator nie komentuje tego odkrycia. Prawda wychodzi na jaw przez rzecz, nie przez morał.
Maciej nie jest postacią pomnikową. Jest skąpy, a hojny dla wdowy; dumny, a gotów ryzykować życie dla cudzego dziecka; po ratunku mówi tylko: „A lemiesz był nowy!”. Komizm tej kwestii nie umniejsza czynu, lecz chroni go przed sentymentalizmem. Zgoda z Hryniem też nie jest pojednaniem: w maju znowu kłócą się o brony i gęsi. Zmienia się jednak miara rzeczy — żony pod kościołem już nie mijają się bokiem, a sprawa w mieście leży nietknięta wyrokiem.
Ważną rolę odgrywają kobiety. To one przechowują pamięć w praktyce: prababka zaszywa akt i pieczęć w siennik, śpi na nim z dziećmi, a rano piecze chleb, jakby nic nie zaszło; babka odpowiada panu z miasta: „Nie, bo nie. I basta”. Mężczyźni tworzą legendę, kobiety ratują dokumenty.
Utrata ziemi nie jest przedstawiona jako katastrofa, lecz jako proces: posagi sióstr, rok mokry, rok suchy, kawałek roli w obce ręce — nie naraz, powoli. Z całej historii zostaje przechylony kamień w trawie, młyn, gęsi przy brodzie i głos zza rzeczki, który obiecuje przyjść w sobotę z drabiną. Gest sprzed pokoleń powtarza się w teraźniejszości — i na tym utwór się kończy.
5. Wyjątkowość utworu
Utwór łączy dziewiętnastowieczny gatunek z dyscypliną współczesną: zachowuje regularny trzynastozgłoskowiec i rym parzysty, ale rezygnuje z archaizmów, patosu i cytatów. Jego siła leży w sieci powracających motywów: kołki wbijane w łąkę wracają jako krzywe pismo gospodarza; żony mijające się bokiem — jako żony, które już nie idą bokiem; lew czy kozioł na pieczęci — jako zagadka nierozstrzygnięta do końca; cieknący dach — jako pierwszy i ostatni obraz.
Wyjątkowe jest także pogranicze, które utwór pokazuje bez ideologii: szlachcic i chłop, łacińskie pismo i krzyżyk, kościół i rzeczka wspólna dla obu brzegów. Herb, od którego wszystko się zaczęło, okazuje się mniej trwały niż umowa o wspólnym koszeniu. Tytułowe pytanie — co zostało po herbie — otrzymuje odpowiedź skromną i ludzką: zostało sąsiedztwo.
Что осталось от герба
Повествовательное стихотворение Даниила Лазько
Белорусский перевод (кириллица и латиница) · Русский перевод
Даниил Лазько
Туапсе, 14 октября 2026 г.
Беларускі пераклад · кірыліца
Вецер ад рання з грушы лісце абтрасае,
позніх астраў пад плотам сцёблы прыгінае.
Па дажджы ў каляінах рудая вадзіца,
а дах зноў працякае — чаго тут дзівіцца.
Баба ў жніўні памерла, засталіся рэчы:
скрыня ў куце, дзе спее гарбуз каля печы.
Узнімаю цяжкое века — і са споду
дыхне пылам, паперай і старасцю роду.
Там — пячатка з латуні, узор на ёй сцёрты,
пад ёю — малітоўнік, аркуш ссохлы, цвёрды,
і шабля, што і ў похве наскрозь заржавела,
і сшытак, дзе і сума сысціся не ўмела.
Прызнаюся: шукаў я грамат, прывілеяў,
што ляжаць у магнатаў пад вартай лакеяў.
А ў нас герб пры абедзе сядзеў, дзе ўсе нашы,
адразу ля капусты, ля шкварак і кашы.
Дзед пасля другой чаркі — з роду ваяводы;
а баба падлівала вады дзеля згоды.
На Каляды пячатку клаў каля аплатка;
ці то казёл, ці леў там — дагэтуль загадка.
Найбольш было гаворак пра пана Мацея,
прапрадзеда, якому герб — уся надзея.
Шляхціц на васьмі моргах, з кабылай і плугам,
за трох мужчын гаруе, з даўгамі — як з другам.
Хто герб пераіначыць ці прозвішча продка,
таму ў яго на лаве сядзець не салодка.
Скупы — і ў снежні нават свечкі пашкадуе,
ды ўдаве кавалёвай воз дроў падаруе.
А Грынь, сусед за плотам, — мужык з галавою:
знае, калі паводка, як быць з каровою.
Між імі лугавіна — вузенькая стужка,
а ў ёй — пахілы камень, на ім мох — падушка.
Грынь з лугу сена косіць аж на дзве падводы,
бо без яго скаціне — ліха і нягоды.
А Мацею ідзецца пра герб, не пра травы:
— Не саступіць Кулеша! — і ў суд вязе справы.
Ды ў старым акце вільгаць з'ела паўграніцы:
адзін пісар: «да івы», другі: «да крыніцы».
Рэчка ўсякай вясною зменіць бег і слова,
дык на кожным адпусце гамонка нанова.
Мацей калкі ўбівае, Грынь іх вырывае;
хто раней касу точыць, той луг і займае.
А жонкі ля касцёла мінаюцца з ходу,
псы цераз рэчку брэшуць — і так год ад году.
— Гэта луг з прывілею! — Мацей на ўвесь голас.
— Я ж касіў, — Грынь з-за рэчкі, — мой тут кожны колас!
За пісарскую працу збыў Мацей карову,
а Грынь — парсюкоў пару і сена палову.
Ды раз па зіме снежнай лёд рушыць на водах,
рэчка з берагоў выйдзе, стане ў агародах;
каля млына дарогу схавае за ночку
і знясе прасла плоту, а на прасле — квочку.
Там, дзе ў ліпені дзеці ледзь замочаць ногі,
сын Грыня гнаў карову — і збіўся з дарогі.
Трымаецца лазіны, вада ж прыбывае,
Грынь на млынавай грэблі шлюзы адчыняе.
Мацей з лемехам новым едзе праз нягоду;
у плынь — і не пытае, чый хлопец ля броду.
Кабыла рве папругі і дышаль ламае;
Мацей ужо па грудзі: — Трымайся! — гукае.
Хлопца ўжо за каўнерык, другой — за вуздэчку;
гнядая храпе, цягне абодвух праз рэчку.
Грынь, ад млына прыбегшы, — без шапкі, без мовы;
Мацей аддае сына: — А лемех быў новы!
Потым удвух да мая берагі гародзяць:
слупы ў тры ці ў два рады — ў спрэчках дні праводзяць.
Грынь ваду разумее лепш, чым той — гербоўнік:
з глею лемех дастане, нібыта чароўнік.
Не будзе тут сяброўства: пры першай нагодзе
сварацца за бароны, за гусь у гародзе.
А жонкі ля касцёла ўжо без злога вока,
а судовая справа заснула глыбока.
Сыну пасля Мацея — даўгі ды пячатка,
а сёстрам на пасагі пайшла лугу латка.
Год лівень, год пякота — і з гэтай нядолі
загон ідзе чужому — не ўраз, а паволі.
Прабабка, калі войска ішло аж да рання,
зашыла акт, пячатку ў сеннік без вагання,
і з дзецьмі на ім спала; як усё мінула,
раніцай хлеб саджала — быццам і не чула.
Дзедаў брат з вайны нейкай прынёс шаблю ў клунку,
маўчаў пра яе нават за чаркаю трунку.
Як пра яе пыталі — астывала міска,
а ён ішоў у стайню, дзе ў цемры конь блізка.
Пра луг казаў дзядуля: — Мацей не папусціў! —
і, кажучы так, рэмень на дзірку папусціў.
Калі ў бабы прасілі пячатку — і часта, —
— Не, — кажа. — Чаму, пані? — Не, бо не. І баста.
Вяртаюся да акта. Спераду пячатка,
воск трэснуты, а ў воску леў, казёл — загадка.
Перагортваю. Ззаду почырк — не з канторы,
крывы, як калкі ў лузе ці ў полі разоры:
«Луг косім мы супольна, знак — як ёсць, не рушым,
плот — разам; справы ў судзе болей не варушым.
Мацей Кулеша». Побач — крыжык рукой Грыня.
І гэта ўсё, што кажа пра даўні спор скрыня.
Пісаў, мабыць, уночы, коратка — бо зранку
чакалі плот і вупраж і страха на ганку.
Выходжу. За адрынай, там, дзе мяжа бегла,
ледзь бачны стары камень — трава на ім злегла.
Рыпіць ля млына кола, гусі йдуць да броду,
капы рудой атавы стынуць да заходу.
Гукае хтось з-за рэчкі, пад тою лазінай:
— Дах цячэ? Я ў суботу прыйду вам з драбінай!
Пераклад Данііла Лазько
Biełaruski pierakład · łacinka
Viecier ad rannia z hrušy liscie abtrasaje,
poznich astraŭ pad płotam sciobły pryhinaje.
Pa daždžy ŭ kalainach rudaja vadzica,
a dach znoŭ praciakaje — čaho tut dzivicca.
Baba ŭ žniŭni pamierła, zastalisia rečy:
skrynia ŭ kucie, dzie spieje harbuz kala piečy.
Uznimaju ciažkoje vieka — i sa spodu
dychnie pyłam, papieraj i starasciu rodu.
Tam — piačatka z łatuni, uzor na joj sciorty,
pad joju — malitoŭnik, arkuš ssochły, cviordy,
i šabla, što i ŭ pochvie naskroź zaržavieła,
i sšytak, dzie i suma syscisia nie ŭmieła.
Pryznajusia: šukaŭ ja hramat, pryvilejaŭ,
što lažać u mahnataŭ pad vartaj łakiejaŭ.
A ŭ nas hierb pry abiedzie siadzieŭ, dzie ŭsie našy,
adrazu la kapusty, la škvarak i kašy.
Dzied pasla druhoj čarki — z rodu vajavody;
a baba padlivała vady dziela zhody.
Na Kalady piačatku kłaŭ kala apłatka;
ci to kaziol, ci leŭ tam — dahetul zahadka.
Najbolš było havorak pra pana Macieja,
prapradzieda, jakomu hierb — usia nadzieja.
Šlachcic na vaśmi morhach, z kabyłaj i płuham,
za troch mužčyn haruje, z daŭhami — jak z druham.
Chto hierb pierainačyć ci prozvišča prodka,
tamu ŭ jaho na łavie siadzieć nie sałodka.
Skupy — i ŭ sniežni navat sviečki paškaduje,
dy ŭdavie kavalovaj voz droŭ padaruje.
A Hryń, susied za płotam, — mužyk z hałavoju:
znaje, kali pavodka, jak być z karovoju.
Miž imi łuhavina — vuzieńkaja stužka,
a ŭ joj — pachiły kamień, na im moch — paduška.
Hryń z łuhu siena kosić až na dzvie padvody,
bo biez jaho skacinie — licha i niahody.
A Macieju idziecca pra hierb, nie pra travy:
— Nie sastupić Kuleša! — i ŭ sud viazie spravy.
Dy ŭ starym akcie vilhać zjeła paŭhranicy:
adzin pisar: «da ivy», druhi: «da krynicy».
Rečka ŭsiakaj viasnoju zmienić bieh i słova,
dyk na kožnym adpuscie hamonka nanova.
Maciej kałki ŭbivaje, Hryń ich vyryvaje;
chto raniej kasu točyć, toj łuh i zajmaje.
A žonki la kascioła minajucca z chodu,
psy cieraz rečku brešuć — i tak hod ad hodu.
— Heta łuh z pryvileju! — Maciej na ŭvieś hołas.
— Ja ž kasiŭ, — Hryń z-za rečki, — moj tut kožny kołas!
Za pisarskuju pracu zbyŭ Maciej karovu,
a Hryń — parsiukoŭ paru i siena pałovu.
Dy raz pa zimie sniežnaj lod rušyć na vodach,
rečka z bierahoŭ vyjdzie, stanie ŭ aharodach;
kala młyna darohu schavaje za nočku
i zniasie prasła płotu, a na prasle — kvočku.
Tam, dzie ŭ lipieni dzieci ledź zamočać nohi,
syn Hrynia hnaŭ karovu — i zbiŭsia z darohi.
Trymajecca łaziny, vada ž prybyvaje,
Hryń na młynavaj hrebli šluzy adčyniaje.
Maciej z lemiecham novym jedzie praz niahodu;
u płyń — i nie pytaje, čyj chłopiec la brodu.
Kabyła rvie papruhi i dyšal łamaje;
Maciej užo pa hrudzi: — Trymajsia! — hukaje.
Chłopca ŭžo za kaŭnieryk, druhoj — za vuzdečku;
hniadaja chrapie, ciahnie abodvuch praz rečku.
Hryń, ad młyna prybiehšy, — biez šapki, biez movy;
Maciej addaje syna: — A lemiech byŭ novy!
Potym udvuch da maja bierahi harodziać:
słupy ŭ try ci ŭ dva rady — ŭ sprečkach dni pravodziać.
Hryń vadu razumieje lepš, čym toj — hierboŭnik:
z hleju lemiech dastanie, nibyta čaroŭnik.
Nie budzie tut siabroŭstva: pry pieršaj nahodzie
svaracca za barony, za huś u harodzie.
A žonki la kascioła ŭžo biez złoha voka,
a sudovaja sprava zasnuła hłyboka.
Synu pasla Macieja — daŭhi dy piačatka,
a siostram na pasahi pajšła łuhu łatka.
Hod livień, hod piakota — i z hetaj niadoli
zahon idzie čužomu — nie ŭraz, a pavoli.
Prababka, kali vojska išło až da rannia,
zašyła akt, piačatku ŭ siennik biez vahannia,
i z dziećmi na im spała; jak usio minuła,
ranicaj chleb sadžała — byccam i nie čuła.
Dziedaŭ brat z vajny niejkaj prynios šablu ŭ kłunku,
maŭčaŭ pra jaje navat za čarkaju trunku.
Jak pra jaje pytali — astyvała miska,
a jon išoŭ u stajniu, dzie ŭ ciemry koń blizka.
Pra łuh kazaŭ dziadula: — Maciej nie papusciŭ! —
i, kažučy tak, remień na dzirku papusciŭ.
Kali ŭ baby prasili piačatku — i časta, —
— Nie, — kaža. — Čamu, pani? — Nie, bo nie. I basta.
Viartajusia da akta. Spieradu piačatka,
vosk tresnuty, a ŭ vosku leŭ, kaziol — zahadka.
Pierahortvaju. Zzadu počyrk — nie z kantory,
kryvy, jak kałki ŭ łuzie ci ŭ poli razory:
«Łuh kosim my supolna, znak — jak josć, nie rušym,
płot — razam; spravy ŭ sudzie bolej nie varušym.
Maciej Kuleša». Pobač — kryžyk rukoj Hrynia.
I heta ŭsio, što kaža pra daŭni spor skrynia.
Pisaŭ, mabyć, unočy, koratka — bo zranku
čakali płot i vupraž i stracha na hanku.
Vychodžu. Za adrynaj, tam, dzie miaža biehła,
ledź bačny stary kamień — trava na im zlehła.
Rypić la młyna koła, husi jduć da brodu,
kapy rudoj atavy stynuć da zachodu.
Hukaje chtoś z-za rečki, pad toju łazinaj:
— Dach ciače? Ja ŭ subotu pryjdu vam z drabinaj!
Русский перевод
Срывает ветер с груш осенние наряды,
и поздних астр кусты сгибает у ограды.
Ржавеет в колеях вода от непогоды,
а крыша вновь течёт — привычные невзгоды.
Мы в августе простились с бабкой. По наследству
сундук достался — тот, что с печью по соседству.
Я крышку подниму — и тянет старой пылью,
бумагой и сосной, и прадедовой былью.
Поверх лежит печать латунная, в щербинах,
под ней — молитвослов и акт в седых морщинах,
и сабля, что в ножнах вся так и заржавела,
и счётная тетрадь, где сумма врать умела.
Признаюсь: я искал дипломов и наданий,
что знатные дома хранят среди преданий.
А в нашем доме герб обедал с нами вместе,
меж кашей и капустой, на почётном месте.
Дед, выпив по второй, брал в предки воеводу;
а бабка в рюмку тихо подливала воду.
Печать в сочельник клал на стол, где и облатка;
лев на ней иль козёл — до сей поры загадка.
Царём рассказов был Мацей Кулеша, предок,
кому в нужде лишь герб остался напоследок.
Он шляхтич, но с одной кобылою и плугом:
за троих пашет, долг живёт с ним, словно с другом.
Кто переврёт его герб или имя деда,
тому зимой не ждать ни места, ни обеда.
Скупой: и в декабре свечу не зажигает,
но вдове кузнеца дрова возом сгружает.
А за межой живёт Грынь — с головой толковой:
он знает, где разлив, и ладит он с коровой.
Меж ними узкий луг, измеренный шагами,
а посреди — кривой валун, обросший мхами.
Грынь с этого лужка везёт два полных воза,
без них его скоту не пережить мороза.
Мацею ж дело — герб, а не покос и травы:
— Кулеша не сдаётся! В суд — искать управы!
Но в старом акте сырость съела полграницы:
один прочёл: «до ивы», а тот — «до криницы».
А речка каждый год меняет бег и мненье,
и на престольный праздник — новое сужденье.
Мацей колки вбивает, Грынь их вырывает;
кто косы наточил, тот луг и забирает.
У церкви жёны их не шлют кивка друг другу,
псы лают за рекой и в зной, и в злую вьюгу.
— По привилею луг! — кричал Мацей с разгона.
— А сено — я косил! — Грынь отвечал со склона.
Мацей, платя писцу, уже сбыл и скотину,
а Грынь — двух поросят и сена половину.
Но вот, когда сойдут снега, взыграют воды,
из берегов река пойдёт на огороды;
у мельницы вода — как бурая ловушка,
и унесёт пролёт плетня — на нём несушка.
Где летом по жаре мальцы бредут, играя,
сын Грыня гнал корову — и сорвался с края.
Вцепился в голый прут, вода же прибывает,
а Грынь заслоны там, на мельнице, снимает.
Мацей от кузнеца везёт свой лемех новый
и, не спросив, чей сын, летит в поток суровый.
Кобыла упряжь рвёт, и с треском дышло — в щепки;
— Держи лозу! — Мацей по грудь, а руки цепки.
Мальца за ворот взял, в другой руке — поводья;
храпя, кобыла тянет вон из половодья.
Бежит с плотины Грынь, без шапки, весь багровый;
Мацей, отдав мальца: — А лемех-то был новый!
Потом они вдвоём до мая берег ладят:
в два ряда колья ставить иль в три — о том рядят.
Грынь знает воду лучше, чем тот — родословье;
добудет лемех: — На, бери же на здоровье!
Друзьями им не быть — куда там! Снова в мае
за бороны — скандал, за гуся — спор в сарае.
У церкви жёны их кивают мимоходом,
а тяжба их в суде пылится год за годом.
Мацеев сын всё взял: печать, долги, низину;
он сёстрам отписал в приданое по клину.
Год мокрый, год сухой — и пашня неизменно
уходит к чужакам — не разом, постепенно.
Прабабка, в ночь, когда шло войско до рассвета,
зашила акт, печать в тюфяк, тайком, без света,
спала на нём с детьми, а чуть спокойней стало —
пекла уже хлеба, как ни в чём не бывало.
Брат деда с той войны пришёл с клинком в холстине
и про него молчал — и в поле, и в овине.
Расспросят — ложку молча он на стол отложит,
а сам — в конюшню: там никто не потревожит.
Про луг дед говорил: «Мацей — тот не отпустит!» —
и пояс, говоря, на дырку он отпустит.
А бабка — у неё печать просили часто —
— Нет. — Отчего же? — Нет, и всё на этом. Баста.
Я снова взял тот акт: печать с лица, по чину;
воск треснул: лев? козёл? — стёрт зверь наполовину.
Переверну — и там не писарские строчки:
кривы, как на лугу Мацеевы колочки:
«Луг косим сообща и знак не переносим,
плетень чинить вдвоём, а тяжбу нашу бросим.
Мацей Кулеша». Рядом — Грынев крестик с краю.
И больше ничего о споре не узнаю.
Писал, наверно, в ночь, с трудом слова рисуя:
плетень и крыша ждут, и лопнувшая сбруя.
Я выйду за гумно: межа шла там, где мята;
чуть виден камень в ней, трава на нём примята.
Всё так же колесо скрипит, и гуси — бродом,
отавы рыжей копны стынут пред заходом.
Из-за реки, от ольх, окликнут — и я слышу:
— Течёт? Приду в субботу, с лестницей, на крышу!
Перевод Даниила Лазько
«Co zostało po herbie» — польская повествовательная поэма в жанре шляхетской гавэнды, написанная 26 четверостишиями (104 стиха) регулярным тринадцатисложником со стабильной цезурой после седьмого слога (7 + 6) и парными, преимущественно женскими рифмами. Главный образец — Владислав Сырокомля (Людвик Кондратович, 1823–1862), «деревенский лирник», автор сборников «Gawędy i rymy ulotne»; второй, фоновый ориентир — мир «Пана Тадеуша» Адама Мицкевича.
Рассказчик, потомок старинного рода, разбирает сундук покойной бабки: печать с неразборчивым зверем, молитвенник, выцветший акт, ржавую саблю, тетрадь с расчётами. Семейное предание называет героем прапрадеда Мацея Кулешу — обедневшего шляхтича, гордого гербом и бедного землёй. Его спор с соседом-крестьянином Грынем из-за узкой мокрой полосы луга длится годами и тянется через суд, пока весеннее половодье не ставит обоих перед делом: Мацей вытаскивает из воды Грынева сына, а потом соседи вместе укрепляют берег. Друзьями они не становятся, но спор угасает.
Дальнейшие поколения теряют землю — не разом, а постепенно; женщины сберегают бумаги; мужчины множат легенду о том, что «Мацей не уступил». Кульминация памяти — запись на обороте акта, сделанная кривым хозяйским почерком: косить луг сообща, знак не переносить, тяжбу отозвать, плетень чинить вместе, — с крестиком неграмотного Грыня. Семейное предание о победе оказывается преданием о компромиссе. Поэма заканчивается без морали: межевой камень в траве, мельница, гуси у брода и голос из-за реки, обещающий прийти в субботу с лестницей чинить крышу.
От Сырокомли в поэме — жанр, рассказчик, тёплый юмор, сочувствие к простому человеку и плотность бытовых реалий. От Мицкевича — новогрудская земля, застенок, шляхетская гордость и многолетняя тяжба, но с обратным ходом событий: вместо наезда — половодье, вместо приговора — несколько строк на обороте документа. Ни один из образцов не цитируется: оба действуют через форму, жанр и взгляд.
О переводеОбщие принципы
Оба перевода сохраняют объём (26 четверостиший), парную рифмовку, ход сюжета — включая договор на обороте акта косить луг сообща — и сквозные мотивы оригинала: колки, вбитые в луг, — и кривой почерк Мацея, похожий на эти колки; жёны, которые у церкви «не шлют кивка друг другу», — и жёны, которые «кивают мимоходом»; «лев или козёл» на печати; протекающая крыша в начале и в конце. Ключевые реплики и их функция в основном сохранены, хотя некоторые переданы с изменением формулировки: «А лемех-то был новый!», «Нет, и всё на этом. Баста», каламбур деда, который говорит, что Мацей «тот не отпустит», и тут же отпускает пояс на дырку.
Белорусский перевод
Белорусский текст передан тем же размером, что и польский: силлабический тринадцатисложник 7 + 6 с женскими клаузулами. При подсчёте слогов учитывались особенности белорусской фонетики и орфографии: неслоговое ў после гласных (в том числе через знак препинания) и у после согласных, аканье и яканье. Рифмы опираются на произношение и отсчитываются от последнего ударного гласного: в парах «сту́жка / паду́шка», «мі́ска / блі́зка» ударный гласный и заударная часть совпадают по звучанию, потому что звонкие ж и з перед глухим к оглушаются.
Лексика подбиралась по реалиям белорусской деревни: «лугавіна», «падводы», «адпуст», «грэбля», «шлюзы», «прасла плоту», «квочка», «вупраж», «драбіна». Каламбур оригинала передан словом «папусціў» в двух значениях. Латинская версия дана классической белорусской лацінкой (ł, ŭ, č, š, ž, ć, ś, ń, ź; ie, ia, iu, io после согласных и je, ja, ju, jo в начале слова и после гласных); ассимилятивная мягкость согласных, как и в кириллическом тексте, графически не обозначается.
Русский перевод
Русская версия написана шестистопным ямбом с женскими окончаниями во всех строках, то есть тринадцатисложником. Цезура постоянна: ударение всегда падает на шестой слог, словораздел проходит после шестого (мужская цезура) или седьмого слога (женская цезура). Женская цезура — точный аналог польской схемы 7 + 6, мужская — привычный вариант русского александрийского стиха. Все рифмы точны от последнего ударного гласного до конца строки (например, «наря́ды / огра́ды», «низи́ну / кли́ну»); две пары («облатка / загадка», «часто / баста») совпадают по звучанию, но различаются на письме.
Там, где буквальная передача разрушала бы размер, рифму или естественность русской речи, использованы компенсации, сохраняющие смысл эпизода: «где сумма врать умела» вместо несходящихся расчётов; «у мельницы вода — как бурая ловушка» (польская «woda bura» и затопленная дорога); мелкий летний брод показан через мальцов, которые «бредут, играя»; Мацей пишет записку «с трудом слова рисуя»; у межи растёт мята. Есть и более заметные сдвиги образов: Грынь прибегает «без шапки, весь багровый» (в оригинале — «bez czapki, bez mowy», без шапки и без слов), а брат деда приносит «клинок в холстине» вместо сабли в мешке и молча откладывает ложку, тогда как в оригинале он отодвигает ужин. Польский «opłatek» передан облаткой в сочельник, «odpust» — престольным праздником, чтобы сохранить и бытовую, и конфессиональную окраску пограничья.
