Gdybyś tylko istniał...
byłbyś powietrzem
bez którego zabraknie tchu
a próbując wydrzeć jego okruchy z trwania
zatrzymałabym się w twoich ramionach...
popłynąłbyś pulsem mojej duszy
odczarowując każdą z chwil
przesłoniętych zwątpieniem...
zesłałbyś muśnięcie dotyku
po oślepieniu kolejnym niespełnieniem
nakierowując na ostatecznie właściwy rytm...
szturchnąłbyś w bok
gdy spojrzenie milknie pod wrzaskiem niepragnień
dając znak
że razem ubierzemy to życie w słowa...
