Pyszna sierpniowym słońcem bieli się dolina
cięta ścieżki zwojami.
W przeszłe dni trochę własnych wdeptuję butami;
ot, niepozorna danina
Nic, co posiadam, nie ma pośród gór wartości,
oprócz serca i czasu;
skarbem wszak nieprzebranym echo ciszy lasu
– cierpki owoc wieczności.
Gron nazrywam do woli u strumienia brzegu,
palce plamiąc ich sokiem
i ruszę dalej ścieżką lekkim, pewnym krokiem,
gubić siebie w jej biegu.
Może usłyszę obok oddech i pieśń i śmiech
czyjejś duszy straconej,
gnanej tym samym głodem, pragnieniem trawionej
zboczy, chmur oraz drzew.
Może i moja dusza na szlaku zostanie,
wieków karmiona ciszą.
Towarzystwa dotrzyma tym, co jej usłyszą
ciche nawoływanie.
Bo choć owoc jest cierpki, jak ożywia ten smak,
koi serca pragnienia...
Eh, nic nie oferuje większego wytchnienia
niż kręty i górski szlak.
