Gryzie mnie lęk.
Czarny.
Ponury.
I cichy.
Niemoc składania życia
zakrada się
między jego drzwi,
szczelinami
wciska się do środka.
Odcina mnie
od myślenia.
Od robienia.
Od ruchu.
I choć tak bardzo
chciałabym
ruszyć się choć o krok,
trwam
jak posąg.
Nieruchoma.
Zatrzymana.
W żyłach
mając tylko tlen,
by stać.
