Jesienna chłodna noc minęła
a rankiem ubrana w woal bieli
mgieł snujących się po okolicy
kryje wszelkie tajemnice ziemi
gdy pierwsze promienie słońca
przebiły się przez poranne chmury
mgły ustępują cieplejsze powietrze
życie w majestacie wraca od nowa
tego dnia w lśnieniu blasku słońca
coś miało dziwnego się wydarzyć
coś co nie będzie już potem jak zawsze
a czego nikt by sobie nie życzył
u kogoś ktoś zginął w wypadku
w innej rodzinie ktoś nagle zachorował
utrata pracy a może oszczędności
komuś spalił się dom a inny w więzieniu
trwa piękny jesienny słoneczny dzień
liście z drzew majestatycznie spadają
tworzą misterny kolorowy kobierzec
tylko śpiew ptaka ciszę przecina
w przedszkolach dzieci wesoło się bawią
uczniowie w szkołach pobierają naukę
pracownicy w firmach się trudzą
politycy pozornie dla zasady obradują
niedaleko parku gdzie kasztany spadają
z drzewa po których skaczą wiewiórki
dzwon kościoła dzwoni na pogrzeb
niedaleka droga ulicami na cmentarz
nad stawem stado dzikich kaczek
niedaleko na ławeczce jakaś para
pani z pieskiem alejką się przechadza
na rogu ulicy jakaś krwawa awantura
na nieczynnej fontannie dwa gołębie
inne beztrosko latają po niebie
białe chmury leniwie po nim płyną
ktoś w wystawę sklepową rzucił kamieniem
dwa żółte liście razem złożone
tworzą niezwykłą parę w pewnym zeszycie
dziewczyna nie zdała egzaminu
załamana płacze w poduszkę na kanapie
słońce powoli obniża swoją orbitę
zachodzi więc powoli i z wdziękiem
w knajpie alkoholika dobiega życie
rodzinę już dawno skazał na biedę
dzień dobiega do końca już wieczór
chłód niemiło dotyka ona już nie czeka
w swej starości na jedynego syna
przewraca tylko powoli kartki albumu
tymczasem ciemna noc znów nastała
bezdomny szuka ciepłego schronienia
znów pójdzie spać głodny w milczeniu
cisza czasu wstrzymanie niczego już nie ma
17.10.2026 r. godz. 17:34
Elizabeth
