Puściłam znów czarny latawiec,
wraz z nim moje lotne myśli.
Cienką nitką połączone ze mną,
odciąć ją, niech daleko odlecą.
Pod sufitem kolejne gotowe,
kłębią się rozpychają i szamoczą.
Na nic tu łapka na muchy,
zgodnie jak ławica ryb powrócą.
Skąd biorą się te paskudy?
W przestrzeni głowy ich geneza?
Ulatują z gracją wprost do góry,
tam lewitują z szykiem zgrabnie.
Przyczepiane do balonów
i latawców, te stają się czarne.
To nie kolor, który przytłacza.
To straszne myśli namolne.
Tworzą niestworzone scenariusze.
Przepełnione trwogą, lękiem i strachem,
pełnią przeróżnych barw obaw
zupełnie niczym nieograniczone.
Karmione słodkim mlekiem uwagi,
którą energia tworzy bez refleksji.
Kosztem oczekiwanego dobrostanu,
jednak nigdy spokoju nieużyczonego.
15.09.2026 r. godz. 14:51
Elizabeth
