Nieznajoma
(Farsa)
- O jakże pani piękna, zgrabna i powabna.
Dziewczę z zachwytu zatrzepotała rzęsami.
- Można pani towarzyszyć podczas spaceru?
Sama pani tak bez opieki bliskich w parku?
- Nie jestem małym dzieckiem, jak widać.
Umiem zadbać dobrze o siebie i swoje sprawy.
- Oczywiście. Nie wątpię w to, ani przez chwilę.
Zatem idźmy razem tą aleją, gdzie piękne krzewy.
- Wolę tam, gdzie rabaty i klomby kwiatowe.
- Czy czegoś się obawiasz moja miła pani?
- Ja, a stąd w panu takie przypuszczenie?
Możemy pójść, gdzie dorodne krzewy rosną.
- Służę ramieniem i swoją opieką nad panią.
Dziewczę wsunęła swoją dłoń pod jego ramię.
- Proszę sobie nie myśleć, żem naiwną jestem.
- Ależ skąd, nie śmiałbym nawet tak panią osądzać.
- Czym się pani to zajmuje na co dzień?
Niech zgadną. Czy to wyszywanie makatek?
- Ach nie, nie mam na to czasu proszę pana.
- To może gotuje pani smacznie? Ach nie.
Pani jest zbyt szczupła i zgrabna na takie zajęcia.
Dziewczę milczy i ma niezłą zabawę i czeka co dalej.
- Opiekuje się pani dziećmi bogatych jegomości?
- Nie, ach nie. Nie mam na to czasu drogi panie.
- Cóż, kończą mi się pomysły, co do pani zajęć.
Proszę o podpowiedź piękna. Ciekawość wielka.
- Za łatwo by to było miły panie. A o to i krzewy
możemy już podziwiać. Tam dalej widać kwitnące.
- O piękne, zobaczmy zatem, czy są pachnące?
- Tak, to dobre miejsce. Proszę o pana rękę.
- Nie tak szybko pani, wcześniej amory, potem
zaręczyny i śluby, ale co tam. Proszę moja ręka.
- Zamknie pan swe oczy na chwilę, dla zagadki?
- Dla pani wszystko piękna, z ciekawości.
- Cóż to zasnąłem? Gdzie moje odzienie, portfel,
pieniądze, klucze i gdzie mój honor i panna?
Cóż się stało? Co to ma niby znaczyć? Złodziejka?
A taka piękna była, naiwna i niewinna … i sprytna.
Sama tak, czy przy współudziale z kimś innym?
No niech ja ją kiedyś spotkam, to pokażę pannie.
Jakże ja teraz do domu wrócę przez miasto?
- Och panie mój ty żyjesz. Pamiętasz co się stało?
- To ty, to twoja sprawka na policję pójdę i to zgłoszę.
- Napadli na nas, a mnie porwali. Uciekłam jednak.
Na pomoc krzyczałam i dobrzy ludzie mi pomogli.
Zdołam jednak odebrać spodnie i marynarkę.
Chodźmy już, pomogę panu wrócić do domu.
- Jaka pani łaskawa, a ja myślałem, żeś pani złodziejką.
- No co pan sobie myśli. Ja z porządnego domu.
- O to przepraszam najmocniej czcigodną panią.
- Szkoda czasu. Proszę się ubierać i pójdźmy stąd.
- Tak. Marzę, aby znaleźć się już w moim domu.
- To tu pan mieszka? Piękny i bogaty jest pana dom.
- Nie wiem jednak jak tu wejdziemy, nie mam kluczy.
- Czy nie ma pan w kieszeni marynarki ich aby?
- Racja, faktycznie, są klucze. Idziemy zatem. Zapraszam.
- Och nie, nie wypada, aby młoda dama gościła
u kogoś obcego, w domu bez kogoś bliskiego.
- Czyż to wydarzenie nie zbliżyło nas dostatecznie?
- No dobrze, ale proszę o zacne zachowanie pana.
- Gwarantuje na honor, nic złego się pani nie stanie.
- Co to, ja znowu zasnąłem?
Dobrze, że tym razem w swoim domu, ale co to?
Gdzie obrazy, meble, dywany, porcelana, srebra,
sejf otwarty … pusty. Co to wszystko znaczy?
Jednak złodziejka, a taka piękna, dobra i niewinna?
Policja, trzeba mi iść na policję. Co drzwi zamknięte?
18.08.2024 r. godz. 11:48
Elizabeth
