O samotności jakaś ty przeludniona
Przywitałem znów uśmiechem dzień
Posmarowałem tobą swój chleb
Odsunąłem na brzeg grudki złudzeń
Dwie myśli idą zgodnie łeb w łeb
Wypiłem kawy łyk o twoich ust smaku
Poznałem sens skrawka twojego marzenia
Zastanawiając się spod jakiego jesteś znaku
Przełykam właśnie twych oczu spojrzenia
Wysłuchałem dotykiem twoich nadziei
W zadumie zjadłem jeszcze kawałek
Twych włosów wezbranej i dzikiej kniei
A w nim bajkowy tajemnic pełen zamek
Magiczne słowa wiją się długą wstęgą
Wyszeptać czule chcę je tobie od razu
Niech nie będą dłużej mojej wiary udręką
Mimo wszystko twojego wątpliwego zakazu
Obrazy z pamięci dla ciebie maluję na niebie
Tobie bez obaw sny srebrne nocą dedykuję
Czekając tu ze śniadaniem na ciebie
Surrealistyczne abstrakcje chętnie wypisuję
26.03.2010 r. godz. 19:15
Elizabeth
(wiersz napisany do samej siebie)
