Tak się złożyło, że wiele lat temu miałam dziwną potrzebę, rozmowy z ludźmi na całym świecie. Miało to związek z moim pisaniem prozy. Potrzebowałam inspiracji, ciekawego tematu, jakiś sensacji lub coś w tym stylu. Udało mi znaleźć osoby, które chętnie udzielały mi wywiadu. To był też czas, kiedy interesowało mnie również dziennikarstwo prasowe. Poznałam wirtualnie ludzi: w różnym wieku, kobiety i mężczyzn, wykształcenia, o różnym poziomie świadomości, preferencji religijnej, płciowej, o różnym statusie społecznym i materialnym, o różnych poglądach i przekonaniach politycznych i społecznych, ludzi sukcesów i porażek, utraty majątku na wskutek zjawisk atmosferycznych i kryzysu finansowego, osoby zajmujące się nauką i badaniami, politycy i dygnitarze, poeci, pisarze, malarze, muzycy, lekarze, aktorzy, psycholodzy, socjolodzy, terapeuci, alpiniści, prowadzący rancza, projektanci mody … i wiele innych, których już nie bardzo pamiętam.
O niektórych z tych ludzi pewnie przy innej okazji jeszcze wspomnę. To ciekawe losy i historie, jednak teraz chciałabym opowiedzieć, o czym wspomniałam na początku.
Jedną z takich osób, które poznałam i korespondowałam, była młoda kobieta Hinduska o imieniu Marika. Jako mała dziewczynka około 7 lat, wyjechała na stałe wraz ze swoimi rodzicami do Kanady, gdzie mieszkała od lat jej babcia i kilka osób z rodziny. Wszyscy pracowali w jakiejś korporacji na słusznych stanowiskach. Jej rodzice wykształceni również znaleźli tam pracę. Po wielu latach jej edukacji, ona także znalazła ciekawą pracę, potem założyła rodzinę i urodziła dwoje dzieci. Wszystko układało się wspaniale, była szczęśliwa, a jej życie było poukładane. Mijały miesiące, lata i nie zauważyła, gdy jej relacja z kolegą (również Hindus) z pracy przybrała znamiona przyjaźni. Oboje pomagali sobie w pracy, wspierali się i byli sobie w taktowny sposób oddani. Ich kontakty przeniosły się na grunt rodzinny. Spotykali się razem całymi rodzinami z dziećmi i innymi członkami ich rodzin, tworząc swoistą enklawę. W pewnym momencie babcia Maiki już starsza kobieta, zauważyła coś niepokojącego między nią a jej kolegą (nie pamiętam imienia) z pracy. Pomyślała, że miedzy nimi jest romans. Wezwała wszystkich na naradę rodziną i wobec wszystkich zapytała ich o rodzaj ich relacji, co ich łączy. Musieli dokładnie o tym publicznie opowiedzieć. Babcia najstarsza rodu orzekła, że łączy ich prawdziwa PRZYJAŹŃ i aby zabezpieczyć interesy ich rodzin, zaproponowała ŚLUB PRZYJAŹNI. Wyjaśniła, że to bardzo stary zwyczaj - rytuał, który we współczesnych czasach odszedł w niepamięć. Przyjaciele i ich rodziny wyrazili zgodę na taki ich ślub. Rozpoczęły się przygotowania tak jak do prawdziwego tradycyjnego ślubu. Kupiono czy uszyto oryginalne stroje hinduskie, wynajęto udekorowaną salę weselną, zamówiono hinduskie potrawy. Małżonkowie i dzieci, goście przygotowali odpowiednie stroje. Dzień zaślubin Pary Przyjaciół był dniem bardzo uroczystym, z całym patosem chwili. Całe lokalne hinduskie społeczeństwo było obecne podczas zaślubin. Przyjaciele złożyli uroczyste śluby czystości i przysięgi wierności małżonkom, co zostało uwiecznione na zdjęciach i filmach amatorskich kamer. Gdybym nie widziała tych zdjęć, pewnie bym nie uwierzyła w tę historię. Marika opowiedziała mi ze szczegółami o wszystkim, a ja dopytywałam ją jeszcze o inne i prosiłam o wyjaśnienia. Przyznam, że ta historia zrobiła na mnie wielkie wrażenie i byłam nawet w lekkim szoku. Co kraj, to obyczaj.
Jak Tobie się ona podoba? Wierzysz w taki ślub przyjaźni? Ma to sens i wartość w dzisiejszym świecie? Teraz często przekracza się granice i nie szanuje związków. Jakiekolwiek trudności i ludzie są gotowi odejść i zaangażować się w inną relację. Kiedyś wszystko się naprawiało: sprzęty, relacje, a teraz się je wymienia. Co czasy to inny obyczaj.
